Reklama

Reklama

Evander Holyfield: Nikt nie uderzył mnie tak mocno jak Foreman

Evander Holyfield (44-10-2, 29 KO) stoczył niezliczoną ilość ringowych wojen. Nie odpuścił nikomu do końca - swojego bądź rywala, stąd też zasłużone przydomki "Wojownik" oraz "The Real Deal". Pięściarz z Atlanty stał naprzeciw największych twardzieli, ostatnio zadano mu więc pytanie, który z tych mocarzy bił najmocniej?

Holyfield bez momentu zastanowienia odparł - Foreman, zdecydowanie Foreman.

Evander spotkał się z Georgem Foremanem (wtedy 69-2, 65 KO) dokładnie 19 kwietnia 1991 roku. To była dla niego pierwsza obrona tytułu bezdyskusyjnego mistrza wszechwag. Bronił pasów WBA,WBC i IBF, a tytuł w wersji WBO nie był jeszcze wtedy szanowany tak jak teraz. Liczyły się więc trzy pasy i wszystkie były w stawce tej potyczki.

"W końcówce jednej z rund trafił mnie tak mocno, że po prostu zamroził moje nogi. Za moment był gong. Spytałem w narożniku, czy powybijał mi zęby? Byłem pewien, że je straciłem. Trenerzy odpowiedzieli "Nie, wszystko w porządku", lecz byłem przekonany, że mnie okłamują i mówią tak specjalnie, by mnie trochę uspokoić i żebym nie poddał pojedynku. Na szczęście jakoś doszedłem do siebie i wygrałem kolejną rundę" - wspomina Holyfield.

Dowiedz się więcej na temat: Evander Holyfield | George Foreman

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje