Reklama

Reklama

Dewey Bozella - historia niezwykłego skazańca

Niesłusznie skazany za bestialskie zabójstwo spędził w więzieniu 26 lat. W tym czasie skończył studia, znalazł żonę i nauczył się boksować. Leżąc na więziennej pryczy marzył o zawodowej walce. Po wyjściu na wolność dopiął swego. Oto Dewey Bozella. Facet, który uczy nas, że nigdy nie można się poddawać.

Środa, 13 lipca 2011 roku. Nokia Theatre w Los Angeles. Sala wypełniona do ostatniego miejsca. Aż roi się od osób znanych z pierwszych stron gazet. Są znakomici sportowcy, muzycy, aktorzy. Nagrodę za odwagę i wzorową postawę obywatelską im. Arthura Ashe’a wręcza Kiefer Sutherland. Bohater wieczoru i laureat honorowego wyróżnienia, Dewey Bozella, otrzymuje owację na stojąco.

Chłopak skazany na patologię

Reklama

Bozella przeszedł daleką drogę od nowojorskiej biedoty do ekskluzywnej sali pełnej VIP-ów. Kiedy miał osiem lat widział jak ojciec katuje ciężarną matkę na śmierć. Jak był nastolatkiem jeden z jego braci został śmiertelnie ugodzony nożem, inny postrzelony w głowę. Skazany na patologię chłopak żył z drobnych przestępstw. W końcu uciekł do Poughkeepsie. Ta mała miejscowość, leząca ok 110 km od Nowego Jorku, miała być oazą i szansą na nowe otwarcie.

Życie brutalnie zweryfikowało marzenia Bozelli o spokojnym życiu. 14 czerwca 1977 roku 92-letnia Emma Crapser została bestialsko zamordowana w swoim domu przez włamywacza. W małym miasteczku zawrzało. Lokalne władze i społeczeństwo wywierały presję na organach ścigania - sprawca miał zostać niezwłocznie złapany i przykładnie ukarany. Na podstawie zeznań jednego z podejrzanych aresztowano trójkę potencjalnych napastników. Wśród nich był 18-letni Dewey.

Z braku jakichkolwiek dowodów Bozellę wypuszczono. Na sześć lat w jego życiu zapanował spokój. Uczył się, boksował, miał wrażenie, że będzie żył z dala od problemów. W 1983 roku niespodziewanie przyszła policja z wystawionym przez prokuratora nakazem aresztowania. Na wokandę wróciła sprawa zamordowania staruszki z Poughkeepsie. Bozellę pogrążyły zeznania dwóch więźniów. Wayne Mosley i Lamar Smith poszli na układ z organami ścigania. W zamian za wskazanie zabójcy Emmy Crapser Smith został zwolniony warunkowo z więzienia, a Mosleya wypuszczono na wolność trzy lata przed upływem wyroku.

Bozella trafił przed sąd. Jedynym dowodem przemawiającym za jego winą były zeznania dwóch przestępców, którzy w zamian otrzymali wolność. Żadnych odcisków placów, dowodów rzeczowych, pozostawionych śladów. Nic. 3 grudnia 1983 roku ława przysięgłych, złożona z samych białych, wydała wyrok: WINNY. Zdruzgotany, niewinny Dewey trafił do Sing Sing Correctional Facility, zakładu karnego o podwyższonym rygorze w Ossining w stanie Nowy Jork.

Mistrz świata odetchnął z ulgą

W 1985 roku ponownie zaczął boksować. Oficer Bob Jackson w ramach zajęć resocjalizacyjnych prowadził dla skazanych treningi pięściarskie. Bozella miał smykałkę. Szybko pokazał, że boks to jego powołanie. Dla niesłusznie skazanego 26-latka to był sposób na poradzenie sobie ze złością, napięciem i emocjami. Trener Jackson zapraszał na wspólne treningi i sparingi czołowych amatorów USA. Wśród nich był Lou Del Valle - późniejszy mistrz świata wagi półciężkiej.

Sparing Del Valle z Bozellą był niezwykle zacięty i trudno było wskazać zwycięzcę. Pojedynek przerwano, kiedy na twarzy więźnia pojawiło się poważne rozcięcie. - Uff, miałem szczęście. Cieszyłem się, że to już koniec. Był twardy, nieustępliwy, cały czas szedł do przodu - wspominał późniejszy czempion.

W grudniu 1990 roku sprawa Bozelli wróciła przed sąd. Obrona podważyła pierwotny skład ławy przysięgłych. Dewey dostał propozycję. Mógł wyjść na wolność. Wystarczyło podpisać oświadczenie i przyznać się do winy. W wieku 31 lat mógł zacząć nowe życie, może nawet spróbować swoich sił w karierze zawodowego boksera. Nie zgodził się. 13 grudnia ponownie został uznany winnym i wrócił do więzienia.

- Prędzej umarłbym w więzieniu, niż przyznał się do czegoś, czego nie zrobiłem. Nie potrafiłbym tak żyć - przyznał po latach Dewey.

Bozella nie załamał się. Poświęcił się edukacji i skończył studia. Nie stwarzał problemów, był przykładnym więźniem. W 1995 roku poznał miłość swojego życia. Trena Boone, nauczycielka, odwiedzała swojego brata. W sali odwiedzin wpadł jej w oko Dewey. Z wzajemnością. - Był intrygujący, chciałam go poznać bliżej. Pamiętam, jak powiedział, że nie szuka dziewczyny, tylko żony. To mną wstrząsnęło - opowiadała małżonka Bozelli w filmie dokumentalnym wyemitowanym na antenie ESPN Classic.

Dewey oświadczył się w grudniu 1995 roku. Parę miesięcy później para wzięła ślub. To był bodziec, który zmotywował Bozellę do jeszcze cięższej walki o odzyskanie wolności. Regularnie pisał listy do Projektu Niewinność, prawniczej organizacji non-profit oczyszczającej z zarzutów niesłusznie skazanych. W końcu jego sprawa trafiła do firmy prawniczej WilmerHale.

Prawnik Ross Firsenbaum odszukał detektywa zajmującego się przed blisko trzema dekadami zabójstwem 92-letniej staruszki. Okazało się, że część materiału dowodowego zebrana przez śledczego nigdy nie została przedstawiona w sądzie. Wyszło, że historia wymyślona przez Mosleya i Smitha, skazańców, których zeznania pogrążyły Bozellę, nie ma sensu. 28 października 2009 roku Dewey został oczyszczony z zarzutów i wypuszczony na wolność.

52 to tylko liczba

Po 26 latach spędzonych w więzieniu jednym z marzeń Bozelli było stoczenie jednej zawodowej walki. Pomoc zaoferował Oscar De La Hoya. Były znakomity pięściarz, a obecnie promotor zaproponował Bozelli pojedynek na gali, której głównym wydarzeniem było starcie Bernarda Hopkinsa z Chadem Dawsonem. Wcześniej czekały go testy na stanową licencję bokserską w Kalifornii. Pierwsze podejście oblał, ale dostał drugą szansę. Tym razem, dzięki wsparciu Hopkinsa, innego byłego skazańca, i jego sztabu, Bozella zdał śpiewająco, pokazując, że 52 to tylko liczba, a nie wiek wynikający z metryki i ograniczenia z nim związane.

15 października 2011 roku Bozella spełnił wielkie marzenie. W wypełnionej fanami boksu hali Staples Center w Los Angeles zmierzył się z młodszym o 22 lata Larrym Hopkinsem. 52-latek zdominował w ringu rywala i odniósł swoje pierwsze i ostatnie zawodowe zwycięstwo. - Leżałem w celi i godzinami rozmyślałem o tym dniu. Było warto. Dzisiaj spełniło się moje wielkie marzenie. To była moja jedyna walka. To sport dla młodych. Dziękuję wszystkim za wsparcie, to jeden z najważniejszych momentów w moim życiu - mówił tuż po walce szczęśliwy Bozella.

Dziś Dewey Bozella jeździ po świecie i opowiada historię swojego życia. Założył fundację. Zbiera środki na klub, w którym uczyłby boksu młodzież z patologicznych rodzin. Chce być inspiracją, chce pokazać innym, że w życiu nie ma sytuacji bez wyjścia i zawsze trzeba mieć nadzieję na lepsze jutro. Mówi, że nie ma żalu do systemu, nie analizuje 26 lat spędzonych za kratkami w ten sposób, bo pewnie by zwariował. Cieszy się, że odzyskał życie.

Autor: Dariusz Jaroń

Dowiedz się więcej na temat: dewey bozella | Oscar De La Hoya | Bernard Hopkins

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje