Reklama

Reklama

Deontay Wilder po walce wylądował w szpitalu: Teraz Fury bądź Joshua

- To nie zabawa. Teraz chciałbym się spotkać z Furym bądź Joshuą, pytanie tylko czy oni chcą mieć ze mną do czynienia? - stwierdził Amerykanin Deontay Wilder (37-0, 36 KO) po czwartej skutecznej obronie tytułu mistrza świata federacji WBC. Jego rodak Chris Arreola (36-5-1, 31 KO) w Birmingham w Alabamie walczył dzielnie, ale nie miał większych szans.

Nie było pomeczowej konferencji prasowej. Mistrz złamał prawą rękę, a ponadto zerwał prawy biceps. Po wszystkim więc zamiast odpowiadać na pytania dziennikarzy, został odwieziony do szpitala. Kontuzji nabawił się w czwartej rundzie. - Najpierw nabawiłem się urazu ręki, a potem bicepsa. Na szczęście mam jeden z najlepszych lewych prostych w tym biznesie - przekonywał Wilder, który do czasu zastopowania pojedynku prowadził na kartach sędziów 79:72 i dwukrotnie 80:71. Przeważał również w statystykach ciosów.

Reklama

- Wiedziałem, że Arreola okaże się twardym zawodnikiem. Może nie doczekałem się nokautu tak jak chciałem, ale cieszę się, że było mi dane karać i dominować nad takim zawodnikiem jak Arreola praktycznie od samego początku. Bolało, ale na szczęście mam sporą tolerancję na ból - dodał czempion.

- Deontay udowodnił dziś, że jest prawdziwym mistrzem. Doznał kontuzji, a mimo wszystko zdołał to ukryć i walczył dalej. Po wszystkim widziałem się z nim w szatni i rzeczywiście jego biceps nie wyglądał zbyt dobrze. Nie można mu było również ściągnąć rękawicy - komentował na gorąco Lou DiBella, promotor Wildera.

- Rywal okazał się po prostu lepszy i muszę mu oddać szacunek za to jak boksował. Nie dał mi podejść do półdystansu, to naprawdę wielki chłop - oddał pokłony swojemu pogromcy zapuchnięty na twarzy Arreola.

Uderzenia wyprowadzone/celne:

Wilder 346/152 (44 procent), Arreola 188/52 (28 procent)


Dowiedz się więcej na temat: Deontay Wilder | Chris Arreola

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama