Reklama

Reklama

Deontay Wilder: Nikt nie bije tak mocno jak ja

- Słyszę często, że Ortiz jest już stary, ale co z tego, skoro dalej nikt nie chce z nim walczyć? Mam dla niego sporo szacunku, lecz gdy już będziemy w ringu, respektu już nie będzie - mówi Deontay Wilder (41-0-1, 40 KO) przed rewanżem z Luisem Ortizem (31-1, 26 KO).

- Chciałbym zakończyć karierę z rekordem 52 zwycięstw, w tym 51 przed czasem. Wielu chciałoby mnie już strącić z tronu, lecz będą musieli mocniej się postarać, bo ja nigdzie się nie wybieram. To będzie świetny wieczór dla wszystkich sympatyków boksu. W pierwszej walce sprawiliśmy, że od początku do końca kibice oglądali nasze zmagania na stojąco. Teraz będzie podobnie. On chce zostać pierwszym kubańskim mistrzem świata wagi ciężkiej, ja zaś nie zamierzam nikomu oddawać mojego tytułu. To jest waga ciężka, naprzeciw siebie stanie dwóch mocno bijących i dużych facetów, ale wszyscy wiemy, że to właśnie ja biję najmocniej, być może nawet najmocniej w historii boksu - mówi "Brązowy Bombardier".

- Ortiz dostał rewanż, ponieważ to wciąż jeden z najlepszych zawodników na świecie. I jak już wspomniałem, nikt poza mną nie chciał mu dać szansy, nawet po jego porażce w pierwszym naszym spotkaniu. Niektórzy po pierwszym pojedynku wciąż mieli wątpliwości, więc mam zamiar rozwiać je raz na dobre. Jestem najlepszy na świecie i udowadniam to z walki na walkę. Widzę tylko jeden scenariusz, moje zwycięstwo przez nokaut - kontynuował panujący na tronie WBC od blisko pięciu lat bombardier z Alabamy.

- To będzie już dla mnie dziesiąta obrona, co jest dla mnie prawdziwym zaszczytem. Każdy kolejny występ to budowanie własnego dziedzictwa. Chcę być największym mistrzem w historii - zakończył Wilder.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama