Deklasacja w starciu Polki o finał, zabawa w kotka i myszkę. Spektakl na mistrzostwach
Świeżo upieczona wicemistrzyni Polski w boksie Marta Prill rozpoczęła popołudniową serię reprezentacji Polski na młodzieżowych mistrzostwach Europy w Budapeszcie. Do południa radowaliśmy się z awansu do półfinałów Nikoli Prymaczenko, Julii Szeremety i Basi Marcinkowskiej, a poprzeczka poszła jeszcze wyżej. Zawodniczka klubu KS Garda Bytów wyszła do bitwy, która miała dać przepustkę do wielkiego finału kat. 48 kg. Rywalką Polki była Węgierka Lilla Szeleczki, a werdykt nie pozostawił wątpliwości.

Kilka tygodni temu Marta Prill radowała się z tytułu wicemistrzyni Polski. Zawodniczka z województwa pomorskiego zaprezentowała się bardzo efektownie, a tamtejszy okręgowy związek bokserski pisał w mediach społecznościowych: "Marta zrobiła boks, który się liczy: twardy lewy prosty, kontrola środka ringu, zmiany tempa i czyste kontry w półdystansie. Był pressing, była praca nóg i chłodna głowa do ostatniego gongu. Taki warsztat buduje się miesiącami. Dziś dał srebro i jasny sygnał: następny przystanek to złoto" - napisano.
Marta Prill stoczyła bitwę o finał mistrzostw Europy. Oto werdykt
W ćwierćfinale zawodniczka klubu KS Garda Bytów wygrała z Belgijką Sofią Khay 5:0 (30-27 u wszystkich sędziów). Teraz do wykonania, najlepiej na ocenę bardzo dobrą, miała robotę w półfinale młodzieżowego czempionatu globu. Przeciwniczką Prill była zawodniczka gospodarzy Lilla Szeleczki, więc pojawiła się dodatkowa okoliczność, która wzmagała rangę wyzwania. Podobnie, jak w przypadku walki Nikoli Prymaczenko, o czym Interii na gorąco z Węgier opowiedział trener kadry, Tomasz Dylak. - Tym bardziej cieszy mnie jej zwycięstwo, że walczyliśmy z gospodarzem, więc baliśmy się, że przy równych rundach sędziowie mogą trochę pomóc Węgierce, ale zwycięstwo Nikoli było zdecydowane.
Nasza pięściarka znacznie górowała nad Węgierką warunkami fizycznymi, była sporo wyższa i miała większy zasięg ramion, więc idealną taktyką było trzymanie przeciwniczki na dystans. Niestety rywalka często przedzierała się do półdystansu, a w nim robiło się niebezpiecznie.
Węgierka boksowała sprytnie i mądrze, więcej zadawała ciosów i w opinii sędziów pierwszą rundę skończyła prowadząc 5:0. Prill musiała zatem ekspresowo odrabiać straty. Nieźle zaczęła lewym prostym, ale szybko znów zaczęła "grać" na nutę Szeleczki. Została upomniana za ściąganie niższej przeciwniczki, ale to była tylko słowna reprymenda. Dobra praca nóg przeciwniczki była największym przekleństwem dla naszej kadrowiczki, a gdy trafiła, z jej narożnika niosło się "ponawiaj, dawaj-dawaj".
Prill wypadła nieco lepiej niż w premierowej rundzie, ale znów przegrała na kartach wszystkich sędziów. W tym momencie wiedziała, że w ostatniej, trzeciej odsłonie, musiałaby zastopować Węgierkę. Ruszyła do zdecydowanego ataku, ale rywalka wiedziała, że wciąż musi bazować na pracy nóg. I to robiła w stylu, który był efektowny, a także skuteczny. Polka goniła za przeciwniczką po całym ringu, ale miała problem, by upolować tak bardzo ruchomy cel.
Trzecia runda przystemplowała wysoką wygraną gospodyni. Szeleczki zwyciężyła 5:0 i to ona wystąpi w finale tej kategorii. W pojedynku o złoto jej przeciwniczką będzie Turczynka Nurselen Yagettekin, która w pierwszym półfinale wygrała niejednogłośną decyzją sędziów 3:2.












