Decydowały się losy medalu dla Polski. Całkowity zwrot akcji o północy
Po czarnym czwartku i sześciu porażkach polskich pięściarzy w Foz do Iguacu przyszło piękne piątkowe popołudnie. Swoje walki wygrały Aneta Rygielska i Barbara Marcinkowska, a po nich miejsce w półfinale zapewnił sobie w kapitalnym stylu Damian Durkacz. Została jeszcze jedna szansa, Mateusza Urbana w kategorii 75 kg. Nasz brązowy medalista ostatnich mistrzostw Europy U-23 miał walczyć z Rumunem Marianem Buleu. Start był zaplanowany na północ, pojedynek wypadł jednak z programu. I wiemy już, kto znalazł się w strefie medalowej.

Właśnie w Brazylii po raz pierwszy tak kobiecą, jak i męską kadrę prowadzi Tomasz Dylak - współtwórca sukcesów polskiego boksu olimpijskiego w ostatnich latach właśnie u pań. Zawody w Foz do Iguacu, pierwsze z trzech w kalendarzu o randze Pucharu Świata, zaczynają poważne boksowanie.
Do Brazylii Dylak zabrał 15-osobową kadrę, choć w obu rywalizacjach jest po 10 kategorii. Panie obsadziły dziewięć wag, panowie - sześć. Już po losowaniu drabinek okazało się, że mamy jeden pewny medal: w kobiecej kategorii 80 kg zapewniła go sobie nasza młodzieżowa mistrzyni Europy z Budapesztu Emilia Koterska, zgłosiły się bowiem tylko trzy zawodniczki. Większość woli już walczyć w tej do 75 kg, bo to najwyższa w planie olimpijskich zmagań. A już trwa rywalizacja o wyższe miejsce w rankingu, ułatwiające później kwalifikację i same występy w Los Angeles.
W czwartek Polacy mieli cztery pierwsze medalowe szanse - nie zostały one jednak wykorzystane, choć w przypadku werdyktu w walce Wiktorii Rogalińskiej można było mówić o skandalu. Bo zawodniczka Skorpiona Szczecin była lepsza od swojej przeciwniczki z Maroka.
W piątek wszystko się jednak zmieniło - półfinały, a więc co najmniej brązowe medale, zapewniły sobie Aneta Rygielska (kategoria 60 kg) i Barbara Marcinkowska (70 kg). A później trzecie efektowne zwycięstwo zanotował Damian Durkacz (70 kg).
Została więc jeszcze ta ostatnia - na sesję wieczorną lokalnego czasu zaplanowano bój Mateusza Urbana.
Puchar Świata w Brazylii. Mateusz Urban przed szansą na półfinał. Najszybszy możliwy awans Polaka
W kategorii 75 kg, w której występuje wychowanek Bojana Boks Lubań, a obecnie zawodnik Skorpiona Szczecin, była akurat tą ze słabsza liczbowo obsadą, zgłosiło się tylko dziewięciu pięściarzy. Dwóch musiało więc walczyć w 1/8 finału, ale reszta trafiła do ćwierćfinału. W tym i Polak, którego los znowu skojarzył z Rumunem Marianem Buleu. O półfinał walczyli też w listopadowych mistrzostwach Europy U-23 w Budapeszcie, wtedy Polak wygrał 4:1. A teraz ich pojedynek miał się zacząć na ringu B o godz. 19 lokalnego czasu. W Polsce była wtedy północ.

Tyle że po drugiej walce ćwierćfinałowej w kategorii 65 kg Hiszpana Conde z Japończykiem Nishiyamą na ring wyszli przedstawiciele wagi 75 kg, ale wcale nie Polak i Rumun. Byli to Kazach Sanżar-Ali Begalijew i Azer Saiddżamszid Jafarow. Ten pierwszy jest byłym mistrzem świata juniorów, ale w Budvie w bardzo kontrowersyjnych okolicznościach pokonał Fabiana Urbańskiego, drugi to medalista ostatnich MŚ seniorów. Dżafarow wygrał 4:1.
A co z pominiętą walką Polaka? Okazało się, że Rumun oddał ten pojedynek walkowerem, piąty medal dla Biało-Czerwonych stał się więc faktem.
O finał Urban mógł walczyć z bułgarskim wicemistrzem świata z Liverpoolu Ramim Kiwanem, który występuje w Polskiej Lidze Boksu. W zeszłym sezonie walczył dla Legii Warszawa, w obecnym - w Pomorzaninie Boxing Team Toruń. Z Urbanem zaś wygrał rok temu w Memoriale Feliksa Stamma, ale później przegrał w lidze.
Bułgar poddał jednak, z powodu kontuzji, walkę z Brazylijczykiem Thauanem Da Silvą po drugiej rundzie. Choć w tym momencie i tak przegrywał 0:4.












