Reklama

Reklama

Dariusz Michalczewski: Trzymam kciuki za Włodarczyka

Dariusz Michalczewski uważa, że Krzysztof Włodarczyk powinien pokonać w Chicago Włocha Giacobbe'a Fragomeniego. "Diablo" nie może jednak zlekceważyć rywala, z którym walczył już dwa razy. Trzymam za niego kciuki - powiedział były zawodowy mistrz świata.

Włodarczyk skrzyżuje rękawice z Fragomenim w Chicago z piątku na sobotę czasu polskiego. Stawką tej walki będzie mistrzowski pas WBC kategorii junior ciężkiej.

- Krzysiek jest faworytem tej rywalizacji. Wierzę w niego i będą trzymał kciuki za jego zwycięstwo. Uważam natomiast, że największym wrogiem Włodarczyka może być on sam. "Diablo" musi być maksymalnie skoncentrowany i nie wolno mu zlekceważyć znacznie starszego rywala. Jeśli spełni ten warunek i będzie walczył na swoim poziomie, wygra. Krzysiek zawsze był silny i pod względem fizycznym dobrze się prezentował. Ostatni, wygrany w czerwcu w Moskwie, jego pojedynek z Rachimem Czachkijewem pokazał, że okrzepł również psychicznie - skomentował Michalczewski.

"Tygrys" uważa jednak, że w światowym boksie nie dzieje się ostatnio najlepiej - dyscyplinę dotknął poważny kryzys, choć on nie zna jego przyczyn.

- Widać to zwłaszcza po królowej wag, czyli ciężkiej. Kiedyś będąc wyrwanym ze snu w środku nocy jednym tchem wymieniało się co najmniej 10 świetnych pięściarzy, którzy mieli szanse w tej kategorii na tytuł mistrzowski, a ich walkami pasjonował się cały świat. Teraz mamy raptem kilku zawodników we wszystkich wagach, którzy wywołują większe zainteresowanie - zauważył.

Były zawodowy mistrz świata jest także zniesmaczony pozaringowymi słownymi pojedynkami polskich pięściarzy.

- Wyzywanie od cweli, konfidentów wygląda tragicznie i zniechęca ludzi do boksu. Nie wiem, o co w tym wszystkich chodzi. To jest bandyterka, a nie pięściarstwo, tym bardziej, że nie jest to poparte dobrym poziomem sportowym. Owszem, bywało, że kogoś nie lubiłem, niemniej nigdy nie uciekałem się do podobnych określeń. Jestem osobą cywilizowaną, a takie zachowanie odbiega od określonych standardów - ocenił.

Michalczewski przekonuje jednak, że w tym przypadku wina nie leży tylko po stronie zawodników.

- Mam też pretensje do promotorów, że nie potrafią okiełznać tych chłopaków. Wszyscy muszą mieść świadomość, że jeśli show, i to w takim kiepskim wydaniu, przewyższa poziom sportowy, to jest to zwykły kicz. Takie odzywki to nic innego jak plucie na kasę, bo w takich okolicznościach na te walki przyjdzie tylko łobuzerka. Przez takie zachowanie nawet piwo nie będzie chciało ich sponsorować. Oczywiście nie mam nic przeciwko piwu, bo to szlachetny trunek - zauważył.

45-letni gdańszczanin zapewnił, że niebawem kilku polskich pięściarzy może jednak pokusić się o spore sukcesy.

- W tym gronie znajduje się Damian Jonak. Jestem zwolennikiem jego talentu i staram się mu pomagać. Liczę także, pomimo ostatniej porażki, na Mateusza Masternaka. Dobrze prowadzony jest Artur Szpilka, który na razie wszystko wygrywa. Mam też nadzieję, że po moich komentarzach trochę się uciszy i wszyscy razem pójdą po rozum do głowy - dodał.

Polski pięściarz był natomiast pod wrażeniem stoczonej w połowie listopada w Białymstoku walki prawie 45-letniego Dariusza Snarskiego z młodszym o siedem lat Maciejem Zeganem.

- Powiem krótko - pełen szacun. Obaj zademonstrowali boks na znakomitym poziomie i wielu młodszych zawodników mogłoby się jeszcze od nich sporo nauczyć. To było coś wielkiego i ja byłem pod ich wielkim wrażeniem. Chłopacy pokazali wielkie serce, ambicje, świetną technikę i niezłą kondycję. W tej walce było wszystko. Szkoda mi było +Snarki+, ale z drugiej strony Maciek to też fajny chłopak. Oczywiście nie stłukłem Darka za tę porażkę, bo przed tym pojedynkiem tylko tak żartowałem - podsumował Michalczewski.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje