Reklama

Reklama

Dariusz Michalczewski szykuje się do kolejnego wyzwania

Święta Wielkanocne Dariusz Michalczewski spędza z rodziną na nartach w Austrii. Były zawodowy mistrz świata w boksie szykuje się do kolejnego wyzwania. "6 kwietnia wracam z Alp i w maju, po kilku latach przerwy, pobiegnę w Pradze w maratonie" - poinformował.

"Dawno już nie miałem okazji zmierzyć się z tym klasycznym dystansem. Moje kolano nie było bowiem w najlepszym stanie i dwa lata temu przeszedłem jego operację. To będzie mój pierwszy maraton po dłuższej przerwie. Wezmę w nim udział 12 maja, czyli tydzień po swoich 45. urodzinach" - powiedział Michalczewski.

Reklama

Na razie popularny "Tygrys" ma jednak sposobność oddawania się innej swojej sportowej pasji. "Uwielbiam narciarstwo. Żaden inny urlop nie daje mi tyle radości, ile aktywny wypoczynek w górach. Wiem, że ludzie w Polsce w czasie zimy tęsknią za latem. W tym roku w okresie ferii zimowych byliśmy co prawda na Hawajach, ale ja zdecydowanie wyżej cenię nasze narciarskie eskapady. Najlepiej odpoczywam i relaksuję się w zimowej scenerii" - zapewnił.

Michalczewski upodobał sobie zwłaszcza miejscowość Ischgl w austriackich Alpach. "W tym znakomitym tyrolskim ośrodku mnóstwo jest przepięknych tras. Zawsze chętnie do tego miejsca wracam. Teraz jestem tutaj z rodziną i przyjaciółmi. Cieszę się, że razem aktywnie spędzamy Święta Wielkanocne. Wielką radością napawa mnie także fakt, że mój najmłodszy, liczący 3,5 lat syn Darek Junior z powodzeniem zgłębia narciarskie tajniki i samodzielnie zjeżdża z mniejszych stoków" - przyznał.

Dariusz Senior był jednak zdecydowanie starszy od swojej pociechy, kiedy pobierał narciarskie lekcje. "Po raz pierwszy stanąłem na nartach bodajże w 1994 roku, czyli kiedy miałem już 26 lat. Co prawda mój bokserski zawodowy kontrakt nie zakazywał mi jazdy na "deskach", niemniej dość szybko poszedłem po rozum do głowy. Jeździłem przeciętnie i uznałem, że z tego hobby może być więcej szkody niż pożytku. Zaprzestałem tej zabawy, ale pięć lat temu wróciłem do narciarstwa. Staram się nadrobić stracony czas i dlatego dwa razy w roku jeździmy w góry" - wyjaśnił.

6 kwietnia Michalczewski wraca z Ischgl do Trójmiasta, gdzie rozpocznie bezpośrednie przygotowania do praskiego maratonu. "Staram się także ćwiczyć podczas pobytu w Austrii. Kilka razy przebiegłem na bieżni dystans 10 kilometrów. Muszę jednak przyznać, że nie jest łatwo połączyć narciarstwo z bieganiem" - ocenił.

Maraton w stolicy Czech będzie jego czwartym biegiem na dystansie 42 kilometrów i 195 metrów. Wcześniej były zawodowy mistrz świata w boksie wziął udział w podobnych imprezach w Hamburgu, Gdańsku i Budapeszcie. Jak twierdzi, jest bardzo dobrym maratończykiem. "Oczywiście w swojej kategorii wagowej, czyli wśród facetów ważących co najmniej 100 kilogramów" - zażartował.

"Z najlepszymi nie mam przecież żadnych szans. Zawodowcy biegają dwa razy szybciej ode mnie. Mój rekord życiowy wynosi 3 godziny i 57 minut, niemniej w Pradze tego wyniku raczej nie poprawię. Jeśli uzyskam czas 4 godziny 10 minut będę zadowolony. Z różnych względów nie mogłem przygotowaniom do tego biegu wszystkiego poświęcić" - stwierdził.

Zwycięzca 48 zawodowych walk bokserskich nie ma jednak ambicji zostania profesjonalnym maratończykiem i systematycznego poprawiania swojego najlepszego rezultatu.

"Mam swoje lata i po zakończeniu pięściarskiej kariery mógłbym już właściwie nic nie robić, tylko oddawać się różnego rodzaju przyjemnościom. Ja nikomu niczego nie muszę w sporcie udowadniać. Chciałem jednak pokazać, że jeśli się tylko chce, to właściwie można wszystko. Poza tym staram się dawać innym osobom dobry przykład. Nie każdy może być mistrzem świata, ale każdy może prowadzić aktywny tryb życia. Uważam, że nie ma sensu bezczynnie siedzieć w domu" - skomentował.

45-letni gdański pięściarz zapewnia, że biegowe treningi oraz starty w maratonach sprawiają mu mnóstwo przyjemności.

"Z jednej strony sympatycznie jest przezwyciężać swoje słabości, niemniej największą radość daje mi cała otoczka towarzysząca maratonom i przygotowaniom do nich. Uwielbiam spotkania z kumplami, wspólne bieganie po nadmorskich alejkach w Sopocie i Gdańsku oraz wyjazdy na różnego rodzaju zawody, bo uczestniczymy także w krótszych biegach. Razem się męczymy, ale przy okazji świetnie bawimy. Nie brakuje różnego rodzaju żartów i kawałów" - powiedział.

12 maja w Pradze podczas Volkswagen Maratonu dojdzie również do pięściarskiej rywalizacji. Ale nie w ringu tylko na ulicy. "W tym biegu wezmą także udział dwaj słynni bokserzy i moi przyjaciele, Węgier Istvan "Koko" Kovacs, czyli popularny "Kobra" oraz Czech Lukas Konecny. Nie jest ważne, kto z nas będzie najszybszy. Najważniejsze, abyśmy dotarli do mety. Wtedy wygramy wspólnie" - podsumował Michalczewski.

Dowiedz się więcej na temat: dariusz michalczewski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje