Artur Gac, Interia: Telefonuję w reakcji na stworzoną przez państwa zbiórkę na rzecz Denisa Mądrego, który doznał ciężkich obrażeń w wyniku walki bokserskiej, do której doszło 17 stycznia tego roku. Jak na dzień dzisiejszy czuje się Denis? Krótko mówiąc, co u niego słychać?
Monika Wójcik, narzeczona Denisa Mądrego: - Na szczęście mogę powiedzieć, że z tygodnia na tydzień jest coraz lepiej. W środę po południu byliśmy na konsultacji z laryngologiem, by dowiedzieć się, czy już można usunąć rurkę tracheostomijną. Niestety rurka na razie zostaje. Pod kamerą było widać, że Denis jeszcze zbyt późno ma odruch kaszlu. Wiemy, że jest to do wyćwiczenia i za kilka tygodni mamy ponowną konsultację. Następnym razem się uda! Gdy nastąpi moment jej wyciągnięcia, można będzie powiedzieć, że zaczniemy kolejny etap rehabilitacji. Tym ruchem zamkniemy pewien rozdział, a otworzymy nowy, w którym organizm Denisa będzie już w pełni samodzielny. Teraz Denis zaczyna ruszać prawą nogą, z kolei prawą rękę już mamy fajnie ruchomą. Może nią wykonywać ćwiczenia i przy sobie pomagać.
I jest już w kontakcie?
- Oczywiście, w pełnym w kontakcie. Naprawdę jest bardzo dobry kontakt z Denisem. Sprawdzamy jego pamięć długotrwałą i pamięta wszystkie wydarzenia.
Fantastycznie.
- Pamięta przede wszystkim całą swoją rodzinę, wszystkich znajomych. Rozpoznaje nas na zdjęciach, rozpoznaje filmiki, jeżeli jacyś znajomi je wysyłają. Chociaż akurat teraz jest taki czas, kiedy tak naprawdę nie chce oglądać swoich znajomych, nie chce tych filmików, nie słucha nagrań od znajomych. Po prostu trochę chyba się pozamykał na takie kontakty. Myślę, że to jest przejściowe, takiego etapu też się spodziewaliśmy. Przy pomocy quizów sprawdzamy jego wiedzę o świecie, czyli na przykład podstawowe informacje typu, kto jest prezydentem Polski, flagi europejskie. Ze wszystkim naprawdę świetnie sobie radzi, odpowiada za każdym razem dobrze, czyli pamięć i ogólna orientacja pozostała. Głowa naprawdę mu świetnie pracuje. Gdy pytamy panią neuropsycholog czy panią neurologopedę, to największym aspektem do rehabilitacji jest przede wszystkim fizyczność. Obie się zgadzają, że głowa Denisa i poznawczo pracuje naprawdę bardzo dobrze. Wszystko rozumie, komunikuje się, sam wymyśla sposoby na komunikowanie się z nami. Nie milczy, tylko faktycznie daje znać, że na przykład jest głodny, ma na coś ochotę lub coś by zjadł. Właśnie, przede wszystkim zaczął jeść.
Świetny omen.
- Zaczyna jeść, zaczyna gryźć. Dlatego coraz częściej podsyłam mu propozycje, że może zjadłby swoje ulubione potrawy. Przypominamy je sobie i próbuję je dla niego zdobyć. Dzięki temu przybrał też trochę na masie, mamy w końcu 4 kilo plus, bo tak cały czas było tylko w dół i w dół. W najgorszym momencie ważył 49 kilo.
To wszystko, co pani mówi, sprawia że buzia aż się uśmiecha. Jest to tak pozytywne.
- Szczególnie, że ostatnio, gdy z panem rozmawiałam, to jeszcze mówiłam, że Denis zaczyna oddychać samodzielnie oraz mruga oczami.
Tak było, wtedy dwa mrugnięcia powiekami oznaczały "tak", a przecież rozmawialiśmy na początku marca. To tak, jakby porównać noc do dnia.
- Patrząc wstecz i na czas, w jakim robi postępy, wydaje mi się, że jest naprawdę bardzo optymistycznie. Zresztą od samej walki minęło dopiero pół roku, na początku dwa miesiące spędził w szpitalu, a dopiero później zaczęła się rehabilitacja. Gdy opowiadam, na jakim etapie jest Denis po czterech miesiącach takiej pracy, wszyscy mówią, że to naprawdę świetne tempo i dość szybkie.
Chyba aż mało powiedziane.
- Pani neurologopeda powiedziała, że Denis do nas biegnie. Czyli nie dość, że wraca, to jeszcze tempem biegacza. Tylko fizycznie, niestety, wciąż jest mocno ograniczony. Bardzo cieszymy się z ruchów prawej nogi, bo one niedawno się pokazały, czyli władza nad prawą nogą powoli wraca. Cenne też jest to, że już drgają mięśnie w lewej stronie ciała. Czyli nie jest tak, że leży całkowicie spięty lub rozluźniony. Jak poproszę Denisa, żeby ruszył lewą ręką, to ona ewidentnie drga. Mięśnie się w niej napinają, czyli mam nadzieję, że idzie informacja z mózgu. Wierzę, że będzie na tyle uparty, iż z lewą częścią też ruszy.
Gdy mówi pani, że Denis się komunikuje, to jest w stanie wypowiedzieć pojedyncze słowa lub całe zdania?
- To połączenie pojedynczych słów z gestykulacją prawej ręki. Jest w stanie wypowiadać pojedyncze słowa, bo na przykład w kwestii quizów, o których wspomniałam, Denis wypowiada odpowiedzi. One nie są niesamowicie wyraźne i nawet nie są wyartykułowane jego głosem, ale mówił nam, że rurka w krtani mu przeszkadza. I może podrażniać struny głosowe, więc to wszystko wkrótce zweryfikujemy.
Jakie komendy quizowe na przykład wypowiada?
- Zaczęłam od quizów z takich rzeczy, które Denis lubi, czyli od anime. Od bajek, od naszych ulubionych seriali, a więc na przykład quiz z wiedzy o Przyjaciołach. Było na przykład pytanie, jaki zawód uprawia Monika z Przyjaciół. I Denis wypowiedział słowo "szef kuchni". Na przykład kupiliśmy mu koszulkę z jego ulubioną postacią i pytaliśmy, z jakiej jest bajki i jak ma na imię. Odparł, że z Dragon Balla i jest to Vegeta. Gdy robiłam quizy właśnie z Dragon Balla czy z jego innych ulubionych anime, to słuchający tego mój tata i siostra Denisa nie znali odpowiedzi na żadne z pytań. Z kolei on udzielił dziewięć dobrych odpowiedzi na dziesięć. Bardzo się staram, by codziennie odpowiedział choć na kilka pytań, zwłaszcza w momentach, gdy jest mniej rehabilitacji, na przykład w weekendy. Wówczas ja podkręcam śrubkę (uśmiech). Znalazłam też aplikację na tablet, gdzie przykładowo pojawiają się zdjęcia zwierząt i trzeba udzielić odpowiedzi. Wtedy Denis już samodzielnie klika. Co więcej? Również samodzielnie porusza rysikiem na tablecie wykonując zadania typu, by coś uporządkować, porównać, czy zgrać kolorami. Na początku jeszcze sprawdzaliśmy, czy Denis rozróżnia kolory i za każdym razem wskazywał poprawnie. Teraz dostaje coraz trudniejsze zadania i poznawczo radzi sobie naprawdę świetnie. Gramy też w kółko-krzyżyk.
I wszystko zaznacza prawą dłonią?
- Tak, wszystko prawą.
Wciąż w uszach dźwięczą mi pani słowa, zresztą przywołane też w opisie zbiórki, mianowicie: "proszę przygotować się na najgorsze…". Czy z perspektywy czasu stara się pani lekarzy zrozumieć i usprawiedliwić, że może z ich punktu widzenia lepiej na wstępie nie rozbudzać optymizmu, tylko wręcz może aż za ostro przygotować rodzinę? Czy jednak mimo wszystko jest pani zdania, że to najgorsze, co człowiek może w pierwszych chwilach, dniach i tygodniach usłyszeć z ust doktora?
- Myślę, że to jest najgorsze. Nadal to jest najgorsze. Przez ten czas spotkałam się też ze specjalistami, którym to opowiadałam. I oni powiedzieli, że absolutnie nigdy w życiu nie wolno tak stwierdzić. Po pierwsze, nie wolno tak powiedzieć rodzinie, bo po prostu to jest nieetyczne. A drugą sprawą jest to, że przy takim urazie tego na pewniaka się nie wie, potęga mózgu jest jeszcze niezbadana. Całkowicie przypadkiem, gdy wykonywaliśmy kontrolne USG, spotkałam pewnego lekarza. Okazało się, że pan współpracował bardzo długo z Kliniką Budzik, mając doświadczenia z osobami w śpiączkach oraz po takich urazach neurologicznych.
Co pani od niego usłyszała?
- Zapytał, czy kiedyś oglądaliśmy film "Chopin, Chopin!". I mówił, że w tamtym czasie nie było leku na gruźlicę. Wszyscy uważali, że jest ona śmiertelna i nie da się jej wyleczyć. I tak też komunikowali rodzinie. A przecież w tym momencie tę chorobę leczymy. Dlatego nie wolno powiedzieć nikomu, że coś jest nieuleczalne i czegoś się nie da. Można powiedzieć, że na dzień dzisiejszy nie wiemy i na dzień dzisiejszy nie jesteśmy w stanie tego leczyć. Ale to, że tu i teraz nie jesteśmy w stanie, nie uprawnia do tego, by dobijać wizjami na przyszłość. Nie wiemy, czy na przykład za 50 lat, a może już za dekadę do takich urazów, jak ten Denisa, będą nowe trzy specjalizacje, które się tym zajmą i tacy ludzie będą mieli jeszcze większe szanse. Dlatego niezmiennie myślę, że to jest najgorsze, co można usłyszeć. Niestety dalej spotykałam się z takimi lekarzami, którzy mówili, że czegoś się nie da, że Denis nie będzie czegoś robił. A na przykład z biegiem zdarzeń, parę tygodni później, on nagle to mógł.
To gorzka, bardzo gorzka konstatacja.
- Niestety... Akurat jeżeli chodzi o specjalistów, jestem trochę przerażona. Nawet tacy specjaliści, jak neurolodzy, nie wiem... Nie biorą pod uwagę takich historii, które ludzie opowiadają, a które zawsze zaczynają się takim samym zdaniem: "lekarze nie dawali mi szans"? A teraz chodzą, pracują i mają dwójkę dzieci.
Niedawno sam miałem podobne doświadczenie, będąc świadkiem słów lekarza-dermatologa. Jeszcze bez pełnej diagnozy potrafił powiedzieć, że to jest choroba do końca życia, by się z tym pogodzić. Czasowo da się ją zaleczyć, ale będzie powracała.
- To tak, jakby jeden pacjent z drugim to była tylko liczba. Przepraszam bardzo, muszę przygotować Denisa do rehabilitacji, dosłownie za dwie minuty oddzwonię...
- Już jestem, znów mam więcej czasu.
Czyli jest pani cały czas na miejscu, to znaczy przy Denisie?
- Właściwie cały czas jestem na miejscu. Tak naprawdę nieprzerwanie od maja. Mamy pokój dwuosobowy i przy każdej rehabilitacji mogę podglądać jego manualną pracę. Bardzo chętnie z tego korzystam, szczególnie że w weekendy w ośrodkach nie ma rehabilitacji albo jest tylko jedna godzina. Wówczas sama podwijam rękawki, idziemy z Denisem na salę i ćwiczymy.
Wracając do tego podejścia niektórych lekarzy, bywa ono brutalne i druzgocące. Ludzie o słabszej psychice zamiast pomocy, dodatkowo dostają cios.
- No właśnie tak. Nie da się tego usprawiedliwić. Ja nie wiem, czy to jest kwestia tego, że lekarz akurat miał zły dzień, czy sam miał złe doświadczenia. Jednak to nadal nie usprawiedliwia go, bo jest lekarzem i powinien, po pierwsze, takie informacje przekazywać całkowicie inaczej, a po drugie naprawdę wystrzegać się kategorycznych diagnoz. Powinnam teraz pojechać do jednego z takich lekarzy i powiedzieć mu: "już się pan pomylił, już na tym etapie". A wiem, że będzie jeszcze lepiej. Jestem pewna, że będzie jeszcze lepiej.
- To jest też przerażające pod tym kątem, że jeżeli byłabym mniej uparta albo uwierzyła temu lekarzowi i zrobiła tak, jak mi polecił, czyli zamknęła Denisa w ośrodku opiekuńczym, a nie rehabilitacyjnym, to... Gdyby przy tym Denis był na tyle uparty, że sam bez rehabilitacji do pewnego momentu by doszedł, to nie wiem, jak bardzo wyrzuty sumienia by mnie zżarły, że uwierzyłam lekarzowi, a nie uwierzyłam w Denisa.
To coś niesłychanego. Na logikę, należałoby bezgranicznie zaufać każdemu lekarzowi, a tu mamy dobitne przykłady, jak kończy się zawierzenie swojej intuicji.
- Powtórzę się, to jest naprawdę przerażające. Zresztą, niestety, mam więcej takich przykładów...
Proszę opowiedzieć.
- To tylko jeden z bardziej dotkliwych. Lekarz w ośrodku powiedział, że jest niemożliwe, by Denis wyszedł kiedyś z cewnika, tylko będzie musiał być zawsze zacewnikowany. I już mi proponował takie wyjście, żeby operacyjnie założyć cewnik bezpośrednio do pęcherza, co tak naprawdę będzie dla niego wygodniejsze, powodowało mniej infekcji i tak dalej. Krótko mówiąc, będzie bezpieczniejsze. Ja zaufałam intuicji i tutaj się nie posłuchałam. Odwlekałam to w czasie ile mogłam i zbieg wydarzeń napisał inną historię. Przez to, że był weekend i nie było lekarza, który mógłby założyć cewnik, pielęgniarka podjęła decyzję, że wyciąga cewnik i zobaczymy. Dała szansę, spróbowała i od tamtej pory jesteśmy bez żadnego cewnika.
Niebywałe...
- Jeżeli lekarz myli się w takiej pierdole, co przy stanie Denisa naprawdę jest dość istotną, ale nadal pierdołą, to ile rodzi się pytań w głowie? Ile razy zastanawiam się, czy inne rzeczy też można było zrobić lepiej? A przecież w wielu w ogóle nie odwoływałam się do intuicji, bo o mózgu nie mam zielonego pojęcia. Na przykładzie Denisa budzi u mnie przerażenie, że są specjaliści, którzy się pomylili; są specjaliści, którym nie mogę zaufać i wolę zaufać własnej intuicji niż wiedzy fachowca. Już nie będę mnożyć przykładów na inne niekompetencje. To tak, jakby zdrowie i życie zależało od tego, czy akurat trafi się na specjalistę, który studia skończył z piątką lub z trójką. Przecież nikt na czole nie ma napisane, że jest większym lub mniejszym fachowcem, a tu tak naprawdę wieloma decyzjami decydujemy o przyszłości Denisa. Tej sytuacji z cewnikiem kompletnie nie mogłam zrozumieć. Dlaczego już dużo wcześniej nie można było podjąć takiej próby i chłopak tak by się nie męczył?
Do tej pory strzegliście państwo dla siebie zdjęć z wyglądem Denisa po tragedii. Teraz opinia publiczna, w tym przede wszystkim kibice boksu, którzy całym sercem mu kibicują, za sprawą zbiórki mogą się przekonać, z jak ciężkiego stanu wychodzi od stycznia, gdy najpierw zapadł w śpiączkę farmakologiczną.
- Fundacja, którą jesteśmy objęci, podpowiedziała nam, że bardzo szanują naszą decyzję i naprawdę doceniają, że chcieliśmy Denisa chronić, tylko że tym chronieniem mu nie pomagamy. Nie było to dla nas łatwe. Szczególnie, że wcześniej sama nigdy na żywo nie widziałam osoby w tak ciężkich stanach. Sądzę, że wiele osób też nie, więc ludzie zwyczajnie nawet nie zdają sobie sprawy, jak człowiek może wyglądać w wyniku takiego nieszczęścia.
Rozmawiał Artur Gac, Interia
Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz: artur.gac@firma.interia.pl












