Reklama

Reklama

Crawford demolował Horna, aż sędzia przerwał walkę

Terence Crawford (33-0, 24 KO) to obok Wasyla Łomaczenki chyba największy artysta ringów zawodowych. Po zdobyciu mistrzostwa świata wagi lekkiej i zunifikowaniu czterech pasów w super lekkiej, teraz porozbijał bezradnego Jeffa Horna (18-1-1, 12 KO), odbierając mu tytuł mistrza świata dywizji półśredniej federacji WBO.

Mistrz od razu ostro ruszył do ataku, ale już w 40. sekundzie Amerykanin soczystą kontrą z lewej ręki  ostudził jego zapał. Druga runda była jeszcze w miarę równa, ale w trzeciej Terence karcił przeciwnika dla odmiany prawą ręką, szczególnie krótkimi sierpami z defensywy.

Reklama

Coraz bardziej bezradny Australijczyk momentami biegał już w czwartym starciu za challengerem, lecz tylko wystawiał się na jego precyzyjne bomby. Piątą odsłonę Crawford rozpoczął piekielnie szybką kombinacją lewy krzyżowy-prawy sierp. Potem było jeszcze kilka mocnych haków na korpus i od połowy tej rundy to Crawford gonił za zranionym mistrzem, próbując wykorzystać jego wyraźny kryzys. Horn udowodnił, że ma twardą głowę, bo przyjął już bardzo dużo. Kumulacja musiała jednak nastąpić prędzej czy później przy takim scenariuszu.

Po przerwie Crawford najpierw odpalił kilka haków na korpus, poprawił bezpośrednim lewym na szczękę, a gdy champion chciał sklinczować, nadział się jeszcze w półdystansie na lewy podbródkowy. Można było podziwiać szybkość i technikę Crawforda, lecz również serducho i twardą szczękę Horna.

Australijczyk próbował uderzyć czymś mocnym po zwodzie, wchodząc akcją w drugie tempo. Raz nawet zaskoczył rywala, jednak Terence szybko się w tym połapał i wciąż rozdawał karty w pojedynku. W ósmej rundzie przewaga challengera była już miażdżąca. Po mocnym lewym w okolice wątroby wystrzelił lewym sierpowym na szczękę. Natychmiast ponowił akcję kolejnym czystym sierpowym na brodę. Poczuł krew, przy linach dołożył kolejne bomby na głowę i chyba każdy inny pięściarz niż Horn padłby ciężko znokautowany. Ale nie on. Równo z gongiem Crawford trafił bezpośrednim prawym i tym razem pod mistrzem ugięły się nogi. Obyło się jednak bez liczenia.

Demolka trwała w najlepsze. Crawford demolował twarz mistrza, ładował w niego ile fabryka dała, aż w końcu w połowie dziewiątej rundy udało się złamać twardego jak skała Jeffa. Po liczeniu do ośmiu geniusz z Omaha dodał jeszcze kilka petard i sędzia Robert Byrd wkroczył do akcji, przerywając to jednostronne bicie.

Australijczykowi na pocieszenie pozostanie czek na 1,25 miliona dolarów. Pretendent, a teraz już nowy mistrz, miał zagwarantowane przynajmniej 3 miliony dolarów.

Dowiedz się więcej na temat: Terence Crawford | Jeff Horn

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje