Było 2:0 dla Polaka po 2 rundach w boju o finał. Epicka końcówka w Brazylii
Do rywalizacji w Pucharze Świata w Brazylii w kategorii 70 kilogramów zgłosiło się aż 29 pięściarzy, w tym gronie znalazł się Damian Durkacz. Dwukrotny olimpijczyk, ale bez większych sukcesów w globalnych imprezach. Nie był rozstawiony, aby dojść do półfinału musiał wygrać trzy potyczki. I to rywalami, którzy sporo potrafią. A dziś stanął do boju z rozstawiony z "2" Makanem Traore. Po dwóch rundach wygrywał z Francuzem 2:0. A w trzeciej sprawił, że rywal nawet nie próbował sugerować sędziom, że należy mu się finał.

Niemal rok temu Damian Durkacz wystąpił w Memoriale Feliksa Stamma, doszedł do półfinału, wcześniej w Foz do Iguacu przegrał pierwszą walkę. Dla dwukrotnego olimpijczyka to mało, odpoczął od kolejnych międzynarodowych imprez. Teraz, już jako 27-latek, wrócił. I to z przytupem.
W kategorii 70 kg obsada była solidna - Durkacz musiał zaczynać od 1/16 finału. Pokonał Hiszpana Franka Martineza 5:0, później obił Kirgiza Ichtijora Niszonowa 5:0, w ćwierćfinale rozprawił się z Anglikiem Patrickiem Hewittem. Też 5:0. Imponował lekkością, zadziornością, wręcz bezczelnością.
Tyle że dziś trafił na świetnego Francuza, rozstawionego tu z "2" Makana Traore, ćwierćfinalistę ostatnich MŚ. Tam Traore zmierzył się z Kazachem Torechanem Sabyrkchanem, późniejszym złotym medalistą, który w amatorskim ringu praktycznie nie przegrywa.
Puchar Świata w Brazylii. Damiand Durkacz z szansą awansu do finału. Rywal rozstawiony z dwójką
Durkacz nic sobie z tego jednak nie robił. Znów był szybki, znów tańczył w ringu, znów bezczelnie prowokował młodszego rywala. Traore polował na swoje potężne sierpy, Durkacz znakomicie jednak balansował, unikał tych uderzeń. A sam zaraz kontrował. Pierwszą rundę sędziowie wycenili na korzyść Polaka, ale tylko 3:2. W drugiej Durkacz był lepszy u czterech arbitrów, ale tym razem Czech i Węgier wskazali na niego, a Kazach - na Francuza. Na trzech kartach był więc remis, u dwóch Polak właściwie mógł być pewny triumfu.

Traore zdawał sobie z tego sprawę, że nie jest w dobrej sytuacji. Może i chciał ją zmienić, ale nie miał ku temu argumentów. I gasł z sekundy na skundę. A Durkacz szalał, wchodził w kontakt, punktował rywala hakami, obijał mu korpus.
I gdy kończyła się walka, już wiedział, że ma finał. A Traore nawet nie podniósł rąk, by jeszcze zasugerować swoją wyższość. Miał świadomość, że to Polak powalczy w niedzielę w finale.
Durkacz ostatnie starcie wygrał u wszystkich sędziów. A Kanadyjczyk Edward Blanchard przyznał mu nawet dwupunktową przewagę. To już jest coś na tak wysokim poziomie.
W finale Polak zmierzy się z Brazylijczykiem Kaianem Reisem - zeszłorocznym triumfatorem PŚ Astanie.
Damian Durkacz (Polska) - Makan Traore (Francja) 5:0
Karty punktowe: 30:26, 29:28, 29:28, 30:27, 29:28.
Rundy: 3-2, 4-1, 5-0.












