Reklama

Reklama

Breidis znokautował Głowackiego. Trener Łapin oburzony. Będzie protest

Pierwszy mocny cios z premedytacją zadany łokciem, drugi nokdaun kilka sekund po gongu, a do tego wtargnięcie sekundanta Breidisa do ringu – w tak skandalicznych okolicznościach został znokautowany w Rydze Krzysztof Głowacki. – Najgorsze jest to, że Breidis przed walką zapowiada, że zależy mu, aby każdy na koniec był zdrowy, a później robi co innego. Jeszcze takiego skandalu nie widziałem – kręci głową trener Polaka Fiodor Łapin, a promotorzy Andrzej Wasilewski i Leon Margules zapowiadają ostry protest.

W niektórych momentach walka wieczoru na gali World Boxing Super Series w Rydzie bardziej przypominała lincz na Polaku niż przeprowadzany w ramach sportowych reguł pojedynek pięściarski. 

Reklama

- Jestem od paru lat w boksie, ale czegoś takiego nie widziałem, choć słyszałem o podobnych zdarzeniach - kręci głową Łapin, podczas rozmowy z red. Sebastianem Parfjanowiczem z TVP Sport.

- Krzysiek czuje się bardzo średnio, bo przegrał, ale z jego zdrowiem - na szczęście - wszystko jest OK, natomiast mentalnie jest zdruzgotany. On tego nie widział z zewnątrz, bo był w środku ringu, jest mu przykro. Pierwszy cios łokciem, byłego mistrza świata w muay-thai, dla którego uderzanie łokciem jest wytrenowane, to wielka broń, był skandaliczny. Możecie zapytać Fiodora Czerkaszyna (były współpracownik Breidisa, który dołączył do obozu Głowackiego przed walką), który też z tego często korzystał. To był ewidentny faul, do którego Mairis się zresztą przyznał - mówił zszokowany Łapin.

- Ten cios łokciem nie był nokautujący, ale on Krzyśka - że tak powiem "odłączył". W ciągu minuty przerwy między rundami Krzysztof by doszedł do siebie, ale później była następna sprawa, z dziewięcioma czy 10 sekundami po gongu, gdy Krzysztof przyjął dwa decydujące ciosy - analizował trener Polaka.

Robert Byrd - sędzia walki nie spisał się na medal - to lekko powiedziane. On całkowicie zepsuł swoją pracę. Przez niego światowe media nazywają pojedynek "najdziwniejszą walką roku"!

- Do dziś uważałem tego sędziego za dobrego, widziałem parę prowadzonych przez niego walk. Natomiast tę walkę ewidentnie zawalił, bo wszyscy mu krzyczeli, że był gong kończący drugą rundę. Opowiadał mi o tym prezes Łotewskiej Federacji Boksu. Na dodatek sekundant wszedł do ringu, a to też jest złamanie regulaminu. W tej chwili nie pamiętam, czy za coś takiego należy się automatyczna dyskwalifikacja albo KO - dziwił się Łapin. - Natomiast wszedł sekundant. Mairis słyszał gong, Krzysztof nie, bo w głowie mu jeszcze dzwoniło po uderzeniu łokciem.

- Potem każdy chował głowę w piasek. Ja próbowałem reagować, dopowiedzieć coś przedstawicielowi federacji WBC i WBO. Najsmutniejsze jest to, że Mairis słyszał gong. W przeddzień, na konferencji powiedział, że najważniejsze, aby każdy z pięściarzy był zdrowy po walce, natomiast zrobił wszystko, aby było inaczej. Troszkę mnie tym zawiódł - nie kryje sekundant Głowackiego.

Dlaczego po bandyckim ciosie zadanym łokciem polski pięściarz nie leżał dłużej w ringu?

- Krzysiek leżał przecież. Za ten cios łokciem należała się dyskwalifikacja, to zawiłości przepisów - mówił skołowany Łapin.

Nie dziwi się, że sprawę bagatelizuje promotor Kalle Sauerland.

- Z tego, co kojarzę, Kalle Sauerland jest promotorem Breidisa, a jeszcze bardziej machał rączką zza ringu ojciec Sauerlanda. Taktyka Kalle była bardziej dyplomatyczna: przeczekać, szum minie i pociąg jedzie dalej - dziwił się postępowaniu promotorów z Niemiec Łapin.

Polski obóz już zapowiedział złożenie protestu.

- Andrzej Wasilewski i Leon Margules - promotorzy Krzyśka to prawnicy, zobaczymy co osiągną. Rozmawiali już na ten temat. Myślę, że protest będzie składany - zakończył Fiodor Łapin.

MiBi


Dowiedz się więcej na temat: Krzysztof Głowacki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje