Trzy medale na sześć szans - to był efekt walk reprezentantów Polski w Liverpoolu zanim do ringu wszedł Paweł Brach. Ostatni z męskiej części kadry, imponujący w Anglii, ale też stojący przed arcytrudnym zadaniem. Bo jego rywalem był Luiz De Oliveira, triumfator Pucharów Świata w Foz do Iguacu i Astanie. A w swoim kraju pokonał przecież Polaka w półfinale. I tamto starcie dało sporo do myślenia.
Dało też o tyle, że po dwóch rundach Brach miał wtedy szansę na wygraną, bo pierwszą rundę wygrał z Brazylijczykiem na jego terenie. I na początku trzeciej nadział się na cos rywala, który zakończył ten bój. W Anglii Luiz De Oliveira jeszcze nikogo nie znokautował, ale wszystkie rundy w dwóch poprzednich bitwach pewnie wygrał.
Polak jednak też imponował, zwłaszcza w walce w 1/8 finału z Węgrem Kruzito Kovacsem., otwiera się w nowym oknie
Mistrzostwa świata w Liverpoolu. Paweł Brach ostatnią nadzieję w męskiej części reprezentacji
Brazylijczyk zaczął z nisko opuszczoną gardą, jakby chciał sprowokować Polaka. A Brach robił swoje, raz po raz jego ciosy dochodziły celu. Nie była to jednak runda, w której łatwo byłoby wskazać zwycięzcę. Widać było, że De Oliveira jest świetnie wygimnastykowany, potrafi uchylać się, odskakiwać, ale też i natychmiast wypalać jedną ręką w kierunku rywala.
Trochę jednak to 5:0 dla pięsciarza z Ameryki Południowej mogło dziwić.

Polak musiał więc bardziej ryzykować, może skracać dystans. Ale przede wszystkim trafiać, bo masa jego uderzeń była chybiona. Brazylijczyk zyskał luz, tańczył, kiwał się, unikał ciosów Bracha. A Polak nie potrafił znaleźć na niego sposobu. Do tego wyraźnie się męczył. I to też musieli widzieć sędziowie, po dwóch rundach Luiz De Oliveira prowadził na wszystkich kartach 30:28. I był jedną nogą w półfinale.
Brach potrzebował jakiegoś cudu, być może nokautującego uderzenia. Ale to przecież jego rywal jest królem nokautu, zakończył tak już kilkanaście pojedynków w swojej karierze. W tym z Brachem w kwietniu.
Nic tu już się nie zmieniło, Polak zresztą chyba sam w to niespecjalnie już wierzyć. Brazylijczyk pokazał kapitalne przygotowanie, nie pozwolił naszemu pięściarzowi na to, na co dwa dni temu pozwolił Kruzito Kovacs.
Dziś jednak różnica umiejętności była wyraźnie na korzyść rywala. I to on wygrał 5:0, zapewnił sobie medal. Po raz trzeci w karierze pokonał Bracha, trzy lata temu też był lepszy w finale turnieju w Usti nad Łabą.
A forma, jaką Brazylijczyk w Anglii pokazuje, stawia go jako faworyta do finału. A tam pewnie czekać już będzie mistrz olimpijskie, Uzbek Abdumalik Chalokow.















