Reklama

Reklama

Boks. Wygrane Szeremety i Czerkaszyna w Rzeszowie

Ta walka nie mogła zakończyć się inaczej. Mistrz Europy Kamil Szeremeta (20-0, 4 KO) stoczył na gali w Rzeszowie walkę rankingową dla podtrzymania aktywności przed zapowiadanym poważnym wyzwaniem, które czeka go jesienią. I formalności stało się zadość, choć nieco ospały tego dnia Szeremeta potrzebował pełnego dystansu, aby pokonać bardzo przeciętnego Edwina Palaciosa (12-10-1, 8 KO).

Dla Szeremety był to najwyżej publiczny sparing, więc chyba miał problem z motywacją, boksując statycznie, w jednym tempie, zadając pojedyncze ciosy.

To ośmieliło nieco Palaciosa, który w czwartej rundzie trafił nawet kilka razy dość mocnymi uderzeniami zdekoncentrowanego mistrza Europy.

Podrażniony Szeremeta od szóstej rundy podkręcił tempo, zaczął bić seriami, także lokując haki na dół. W efekcie ostatnią rundę Palacios walczył już jedynie o przetrwanie, ale skutecznie, dzięki czemu sędziowie punktowi mogli wypełnić do końca swoje karty.

Reklama

Wskazali oczywiście jednogłośnie na Polaka, jako zwycięzcę wszystkich ośmiu rund, za wyjątkiem Roberta Gortata, który dostrzegł jedną rundę zwycięską dla Palaciosa.

Wcześniej zwycięstwo odniósł Fiodor Czerkaszyn (13-0, 8 KO). Co prawda lekko poparzył się przygotowując omlet przed walką, za to w ringu przyrządził wyborne bokserskie danie. Imponował precyzyjnymi seriami ciosów bitych zarówno w ataku, jak i w defensywie, szukając zwłaszcza trafień lewym hakiem na wątrobę i prawym podbródkowym.

W charakterystyczny dla niego sposób zmieniał od czasu do czasu pozycję, podchodząc blisko rywala z nisko opuszczonymi rękami, praktycznie nie stosując w obronie gardy i posługując się skutecznie unikami i odchyleniami.

Wes Capper (20-3-1, 12 KO) zapowiadał przed pojedynkiem, że nie leciał 15 godzin z Australii po to, aby zostać znokautowanym i rzeczywiście słowa dotrzymał. Choć został zdecydowanie zdominowany przez młodego rywala, wytrzymał pełen dystans, dając Czerkaszynowi niezły sprawdzian.

Podopieczny Fiodora Łapina był niemal bezbłędny, poza kilkoma silnymi ciosami w czwartej i szóstej rundzie, których się nie ustrzegł, właściwie był dla Cappera nieuchwytny, z kolei coraz mocniej rozbijany Australijczyk od siódmej rundy wyraźnie stracił ochotę do walki. Ambitnie dotrwał jednak do ostatniego gongu. Sędziowie nie mieli najmniejszych wątpliwości punktując wszystkie rundy dla Czerkaszyna.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy