Reklama

Reklama

Boks. Włodarczyk i Szpilka pałają żądzą walki, którą sami skutecznie... spowalniają

Po wywiadzie Krzysztofa Włodarczyka dla Interii kibice już ostrzą sobie zęby na pojedynek "Diablo" z Arturem Szpilką, w którym złej krwi byłoby aż nadto. Fakty są jednak brutalne, bowiem okazuje się, że mimo deklarowanej gotowości pięściarzy do stoczenia pojedynku, do walki wciąż jest bardzo daleko, w dużej (największej?) mierze za sprawą - tak, to nie żart - ich samych! Zresztą bardzo możliwe, że do tej konfrontacji nigdy nie dojdzie z jednego, absolutnie kluczowego powodu.

Temperaturę wokół pojedynku byłego dwukrotnego mistrza świata w wadze junior ciężkiej z niedawnym pretendentem do tytułu w królewskiej dywizji, na nowo wznieciła rozmowa, którą Interia przeprowadziła z Włodarczykiem.

Przepraszam, kto za to zapłaci?

"Diablo" wprawdzie już parokrotnie publicznie odnosił się do wypowiedzi "Szpili", nieraz też sam dokładał do pieca, ale bodaj jeszcze nigdy tak dosadnie nie odpłacił się młodszemu "koledze" po fachu. Dlatego nie może dziwić, że rozmowa odbiła się tak szerokim echem w polskim światku bokserskim. Wypowiedzi Włodarczyka szybko dotarły do Szpilki, który na Twitterze przystąpił do nowej ofensywy. Przy okazji wszedł w kolejną polemikę ze swoim promotorem Andrzejem Wasilewskim, a także starł się z dyrektorem TVP Sport, Markiem Szkolnikowskim.

Reklama

Na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się klarowne: obaj pięściarze pałają do siebie szczerą niechęcią i są gotowi, by w niedługim czasie wyjść do ringu. Dla Szpilki, który porzucił marzenia o podboju wagi ciężkiej, to atrakcyjna konfrontacja w ciągu najbliższych miesięcy, bo pokonując wysoko notowanego Włodarczyka, w jednej chwili mógłby zameldować się w szerokiej czołówce kategorii cruiser. "Diablo" na naszych łamach przyznał, że ze swoim adwersarzem może się zmierzyć nawet za tydzień, ale... Tak oto dochodzimy do sedna sprawy.

"Diablo" ujawnia, ile chciałby zarobić

Tu mamy pewien paradoks. Choć wydaje się, że Włodarczyk i Szpilka są dzisiaj całkowicie po dwóch stronach barykady, mają absolutnie różne światopoglądy i dzielą ich zaszłości, przez które wręcz się nienawidzą, to łączy ich jeden, wspólny mianownik - obaj, używając języka "Diablo", nie myślą bić się za frajer.

Co to dokładnie oznacza? Pięściarze oczekują, że ich walka wieczoru wygeneruje tak wielkie pieniądze, iż spokojnie mogą żądać gigantycznych zarobków. Oficjalnie nie padają konkretne kwoty, ale po rozmowie z Włodarczykiem tylko utwierdziliśmy się w przekonaniu, że chodzi o spektakularne sumy.

Gdy wprost zapytaliśmy "Diablo", czy prawdą jest, że za starcie ze Szpilką oczekiwałby gaży na poziomie pół miliona złotych, a być może nawet wyższej, odparł: - Dokładnie nie odpowiem, ale na pewno interesują mnie setki tysięcy złotych - powiedział pięściarz.

- A coś więcej? - drążyliśmy temat. - Z pewnością nie jedna, ani nie dwie "setki" - dodał Włodarczyk.

Dopytany, czy w puli takiej walki, licząc obie wypłaty, szacunkowo miałaby znaleźć się kwota między 1,2 - 1,5 mln złotych, odparł: - Być może właśnie tyle pieniędzy.

Zwycięzca bierze wszystko? "Parę złotych na bilet autobusowy"

Z kolei Szpilka od pewnego czasu forsuje niepraktykowane w profesjonalnym sporcie rozwiązanie, o czym zresztą - w reakcji na wywiad Włodarczyka - napisał na Twitterze. Otóż sportowiec rodem z Wieliczki proponuje formułę, by wygrany zgarnął wszystkie pieniądze, a przegrany odszedł z niczym.

Ten kontrowersyjny pomysł ma wielu przeciwników, ale nie brakuje też zwolenników. Ci drudzy w takim rozwiązaniu upatrują dodatkowej motywacji i pewności, że pięściarze dadzą z siebie absolutnie wszystko, by przechylić szalę na swoją stronę, co minimalizowałoby ryzyko kunktatorskiej i nudnej potyczki.

Pytanie, czy w tak niebezpiecznym sporcie, w którym następstwem ringowych "wojen" nierzadko są występujące od razu lub ujawniające się z czasem problemy zdrowotne, tak bezprecedensowe rozwiązanie w ogóle powinno być praktykowane?

"Diablo" jest zdecydowanym przeciwnikiem takiego porozumienia, przy tej okazji pozwalając sobie na lekką drwinę. - Może w ogóle takie rozwiązanie powinniśmy ustanowić w światowym boksie, że przez kilkadziesiąt minut obijamy sobie głowy, wszystkie trofea zgarnia zwycięzca, a przegrany dostaje kilka złotych na bilet autobusowy? Tu nie chodzi o to, że ktoś jest "cykorem", tylko normalny sport ma swoje zasady. A co z kosztami poniesionymi na przygotowania? - argumentuje Włodarczyk i podejrzewa, skąd u Szpilki - którego przecież też napędza chęć zarobienia - w ogóle wzięła się taka koncepcja. - Z pewności siebie, ale tylko przypomnę, jak przed walką lekceważył, śmiał się i nabijał z Adasia Kownackiego  - uśmiechnął się "Diablo", zapewne licząc na podobny scenariusz.

Inna sprawa, że koncepcja Szpilki w żaden sposób nie rozwiązuje problemu horrendalnych gaż, wszak cały czas jest mowa o dwóch wypłatach. Na ten problem zwrócił uwagę promotor pięściarza, Andrzej Wasilewski.

To tylko dysproporcja? Nie, przepaść!

- Kibice, moim zdaniem, zasłużyli na waszą walkę, choć jak wiesz nie lubię złej krwi, wolę czysty sport - napisał na Twitterze Wasilewski, po czym otwarcie skomentował oczekiwania finansowe obu pięściarzy: - Myślę, że są i będą nierealne, a po drugie "Diabełek" jest o krok od walki o mistrzostwo świata.

Promotor grupy KnockOut Promotions odniósł się także do wpisu niżej podpisanego dziennikarza Interii, który zamieścił na Twitterze oczekiwania pięściarzy, szacując je w wyżej wymienionym przedziale 1,2 - 1,5 mln złotych.

- Panie Arturze, cyfry, które pan podał, niech pan podzieli przez 2... I dalej tego nie widzę - skomentował Wasilewski, co tylko pokazuje, z jak ogromnymi dysproporcjami po obu stronach mamy do czynienia.

Z kolei dyrektora sportu w TVP Marka Szkolnikowskiego wyraźnie poirytowało zachowanie Szpilki. Pięściarz oznaczył go na Twitterze, wraz z TVP i zaapelował: "zróbcie wreszcie kozacką galę i pamiętajcie - żeby wyciągnąć najpierw trzeba włożyć".

Riposta dyrektora była konkretna. - Arturze, po Chisorze stawianie jakichkolwiek warunków jest mocno nie na miejscu. Wygraj trzy kolejne walki, a zdobędziesz ponownie uznanie kibiców oraz telewizji. W sprawie organizacji gal partnerem TVP Sport jest Andrzej Wasilewski.

W innym wątku Szkolnikowski napisał wprost, że nie ma szans na rozwiązanie, by TVP wzięła na siebie gaże Włodarczyka i Szpilki, aż w końcu skomentował, że takie stawki dla pięściarzy są "chore".

Promotor pięściarzy nie pozostawia złudzeń

Biorąc to wszystko pod uwagę, wydaje się, że na tę chwilę - mimo wielkich nadziei ze strony kibiców - pojedynek Włodarczyka ze Szpilką wciąż pozostaje melodią bliżej nieokreślonej przyszłości.

Właśnie na taką konstatację, skądinąd uczciwą wobec fanów boksu, zdecydował się Wasilewski. - Po słowach z obu stron, gdzie pojawia się często słowo kasa, myślę że do walki jest daleko... Szczególnie, że nie należy zapominać, że Diablo przez największe federacje jest uważany za gwiazdę... Leworęczny Makabu? Na przykład marzec 2020?" - napisał największy w Polsce promotor bokserski. 

Tym samym zwrócił on uwagę, że w tej chwili dużo większe szanse są na doprowadzenie do pojedynku Włodarczyka z Ilungą Makabu, którego stawką mógłby być wakujący pas federacji WBC. Kongijczyk już został wyznaczony do takiej walki i teraz czeka na przeciwnika, którym ma być następny w kolejce najwyżej notowany zawodnik. "Diablo" w tej chwili jest piąty, ale jeśli 30 listopada zwycięży w Zakopanem, wówczas wszystko może się zdarzyć.

Artur Gac

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje