Reklama

Reklama

Boks. Wasilewski: Prezydent WBC pogodził Dona Kinga z teamem Makabu

Współpromotor Michała Cieślaka poinformował, że już nic nie stoi na przeszkodzie, aby walka Polaka z Ilungą Makabu odbyła się w DR Konga. Pojedynek ma być walką wieczoru na gali 31 stycznia w Kinszasie. Ciągle jednak brakuje oficjalnego komunikatu.

"Makabu - Cieślak 31 stycznia - brawo Mauricio Sulaiman prezydent WBC! Dokonał tego, pogodził DKP z teamem Makabu! Moim zdaniem 31 stycznia, w Kinszasie, Michał Cieślak wejdzie do ringu walcząc o tytuł MŚ WBC!! Wierzyłem w szefa WBC!!!" - napisał na Twitterze Andrzej Wasilewski, szef grupy Knockout Promotions.

Ponieważ pierwsze dwa zdania wiadomości są twierdzące, a już trzecie zabrzmiało życzeniowo, w tej sprawie Interia bezpośrednio skontaktowała się z współpromotorem Cieślaka.

- Walka dojdzie do skutku, moim zdaniem właśnie 31 stycznia. Mauricio Sulaiman dokonał tego, że zmusił Dona Kinga, żeby się na wszystko zgodził. Brawa dla szefa WBC, że okazał się takim dyplomatą, radząc sobie w tej sytuacji - powiedział Interii Wasilewski, podkreślając koncyliacyjne talenty Sulaimana.

Reklama

Prawdą jest jednak, że strona polska wciąż nie otrzymała wiz, które umożliwią wjazd do Konga. Zdaniem naszego rozmówcy tu nie ma się jednak o co się bać, bo za organizacją gali stoi rząd drugiego co do wielkości państwa Afryki. To także ma być gwarancja wypłaty pieniędzy, ale strona polska zadbała o zabezpieczenie.

- Kilka dni przed pojedynkiem pieniądze będą zdeponowane na koncie WBC - ujawnił Wasilewski.

Zdaniem naszego rozmówcy argumentem, który miał przekonać Dona Kinga, by nie blokował organizacji walki Makabu, którego interesy reprezentuje, z Cieślakiem, wcale nie były pieniądze dla sędziwego promotora z Ameryki.

- Majątek 88-letniego Kinga w Stanach Zjednoczonych szacuje się na 1,5 miliarda dolarów. Wobec tego to, czy on dzisiaj dostanie 10 tysięcy, 100 tys., czy milion dolarów, jest bez znaczenia. Tu chodziło o ego, a ambicjonalną postawę rozbudziła w nim pewna osoba z naszego środowiska, ale mniejsza o nazwisko - skwitował współpromotor Cieślaka.

Wszystko to nie zmienia faktu, że dopinanie pojedynku i całej gali "za pięć dwunasta", odbywa się na wariackich papierach. Samo pominięcie ekscentrycznego Kinga w negocjacjach też okazało się wielkim błędem, który mógł storpedować wydarzenie.

Artur Gac

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL