Reklama

Reklama

Boks w czasach koronawirusa. W Mangui przeprowadzono galę. Pustki na trybunach

Tylko około 10 procent miejsc na trybunach ośmiotysięcznej hali zajęli kibice, mimo bezpłatnego wstępu, podczas gali bokserskiej w Managui, stolicy Nikaragui. To pierwsze wydarzenie w profesjonalnym pięściarstwie od wybuchu epidemii koronawirusa.

W pojedynku w wadze lekkiej w rewanżowej walce zmierzyli się Robin Zamora (16-7, 8 KO) i Ramiro Blanco (18-8-3, 10 KO). W październiku zeszłego roku górą był Zamora, który wczoraj powtórzył ten wyczyn, wygrywając jednogłośnie na punkty (78-74 i dwa razy 77-75). 

Blanco zaczął ostro, ale lepszy technicznie, walczący z odwrotnej pozycji rywal szybko się do tego dostosował i z rundy na rundę zdobywał coraz większą kontrolę, nieźle pracując na nogach i regularnie trafiając uderzeniami na korpus i na głowę.

Reklama

W innym ciekawym pojedynku doszło do szóstej już konfrontacji Eliezera Gazo (18-11-2, 3 KO) z Byronem Castellonem (15-13-3, 2 KO) w wadze słomkowej. Po raz pierwszy tryumfował Castellon, który wygrał jednogłośnie na punkty (trzy razy 59-55) i w większości zaciętych rund wyprzedzał rywala, ten jednak nie mógł pogodzić się z decyzją sędziów. 

Jednym z organizatorów gali był dawny mistrz świata, a dziś promotor Rosendo Alvarez. "Nie obawiamy się koronawirusa, żaden z zawodników nie musiał przejść kwarantanny. W całym kraju odnotowano trzy zgony z powodu tej choroby, ale to nie były osoby stąd. W Nikaragui nikt nie został zainfekowany" - stwierdził. W programie było osiem walk, co oznaczało występ 16 nikaraguańskich bokserów. "Jesteśmy biednym krajem, a pięściarze muszą mieć pieniądze na życie. Nie mogą pozostać zamknięci w swoich domach" - dodał Alvarez.

Pojedynki były transmitowane przez państwowy kanał 6 oraz stację ESPN Latin America. Jak podkreślono w relacjach internetowych, mimo bezpłatnego występu na trybunach zajętych było ok. 10 proc. siedzisk. Hala w centrum sportowym im. Alexisa Arguello, innego byłego czempiona w boksie (były burmistrz Managui - PAP), może pomieścić osiem tysięcy ludzi. Tym razem świeciła jednak pustkami. Oficjalnej liczby widzów nie podano.

Kibice, którzy przyszli zobaczyć walki na żywo, mieli najpierw zdezynfekowane ręce, a potem mierzoną temperaturę, a następnie zajmowali miejsca w różnych częściach trybun, aby nie siedzieć w skupiskach. Niektórzy mieli założone maseczki ochronne.

Według hiszpańskiej agencji EFE, niewielka frekwencja nie była widoczna podczas telewizyjnej transmisji, bowiem puste przestrzenie nie były pokazywane.

W najciekawszych potyczkach Robin Zamora (16-7, 8 KO) po raz drugi w ciągu pół roku - w sobotę jednogłośnie na punkty, wcześniej przed czasem - pokonał Ramiro Blanco (18-8-3, 10 KO). Z kolei Freddy Fonseca (28-5-1, 19 KO) wygrał przez techniczny nokaut z Alainem Aguilarem (8-8-2, 1 KO). W poprzednim roku Fonseca występował na ringach w USA, Japonii i Anglii.

W Nikaragui odbywają się m.in. mecze piłki nożnej i ligi baseballowej, w mediach pojawiają się wzmianki m.in. o młodzieżowych turniejach zapaśniczych. Prezydent Daniel Ortega niedawno mówił o powrocie uczniów uczniów do szkół i pracowników państwowych do swych biur po 15-dniowych wakacjach. Z kolei rządowy Instytut Turystyki w tym miesiącu promował kilkadziesiąt imprez masowych, a były to np. karnawały i parady. Wszystkie te działania spotykają się z krytyką ze strony m.in. lokalnych epidemiologów 

Inna sprawa, że w liczącej bez mała 6,5 mln mieszkańców Nikaragui wykryto dotąd tylko 12 przypadków koronawirusa, trzy ofiary z jego powodu zmarły.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje