Reklama

Reklama

Boks. Trener Ryszard Furdyna pochowany. Wspomina go Mateusz Masternak

Bokser Mateusz Masternak, wspominając zmarłego trenera Ryszarda Furdynę, przyznał, że miał on zaskakujące czasami podejście do treningów. - Miał oryginalne pomysły. Kiedyś zapytał się nas, czy wiemy, co robi kot po wybudzeniu się rano - powiedział.

Pogrzeb trenera Furdyny odbył się we Wrocławiu w środę jedynie w obecności najbliższej rodziny. Pandemia koronawirusa i zakaz gromadzenia się w większych grupach spowodowały, że w ostatniej drodze nie mogli szkoleniowcowi towarzyszyć przyjaciele i sportowcy, z którymi pracował.

Reklama

- Pewnie gdyby nie było zakazu, trenera przyszłoby pożegnać mnóstwo ludzi. To był wspaniały nie tylko trener, ale przede wszystkim człowiek - przyznał Masternak. Bokser pracował pod okiem Furdyny i jak powiedział, był to czas wyjątkowy pod wieloma względami.

- Zacząłem pracę z trenerem już jako senior. To był bardzo inteligentny człowiek i to nie tylko jeżeli chodzi o boks. Miał dużą wiedzę na wielu dziedzinach i można było z nim porozmawiać na wiele tematów. Trzeba wspomnieć, że skończył AWF i posiadał też wiedzę naukową, co było dużą wartością. To wszystko przekładało się na jego warsztat pracy i podejście do ludzi - powiedział popularny Master.

Masternak przyznał, że nie raz i nie dwa potrafił zaskoczyć na zajęciach jakimś porównaniem lub uwagą. Niektóre z nich pamięta do dzisiaj i się do nich stosuje. - Sporo widział w ringu i prostymi słowami potrafił to przekazać. Miał też oryginalne pomysły. Kiedyś zapytał nas, czy wiemy, co robi kot po wybudzeniu się rano. No co robi kot - zastanawialiśmy się. Nikt za bardzo nie wiedział. Naciąga się - podpowiedział trener. Każdy powinien przed ruchem ponaciągać się, poprzeciągać. Zapamiętałem to na całe swoje sportowe życie. Wiele miał takich anegdot, porównań. Prostymi środkami potrafił przekazać informację, o której później się właśnie przez tę specyficzną metodę pamiętało zawsze - opowiedział bokser.

Popularny Master przypomniał też historię wspólnej podróży z Warszawy do Wrocławia, a było to w czasach, kiedy pokonanie takiej drogi zajmowało znacznie więcej czasu niż teraz. - Słuchaliśmy jakiejś stacji radiowej i w pewnym momencie trener powiedział, że odgadnie wszystkie utwory do samego Wrocławia po kolei po pięciu sekundach od pierwszego dźwięku. Zaczęliśmy grę i wygrał. Odgadł wszystko po kolei. Byliśmy w lekkim szoku - dodał z uśmiechem.

Po przejściu na zawodowstwo Masternak zaczął współpracę z trenerem Andrzejem Gmitrukiem, ale nie rozstał się zupełnie z Furdyną. Nadal korzystał z jego porad, a nawet ćwiczył pod jego okiem.

- Bywało tak, że część przygotowań do walk miałem we Wrocławiu właśnie u trenera Furdyny, a drugą część u Gmitruka. Nawet podczas jednej z walk, jak dobrze pamiętam to było w Dzierżoniowie, w moim narożniku stał właśnie trener Furdyna. Mam same dobre wspomnienia z nim związane. Tak jak mówiłem wcześniej, to był bardzo dobry trener boksu, ale przede wszystkim bardzo dobry człowiek - podsumował Masternak.

Inny były podopieczny szkoleniowca Wojciech Bartnik, który pomagał rodzinie przy organizacji pogrzebu, przekazał, że po wygaśnięciu pandemii koronawirusa najbliżsi będą chcieli zorganizować pożegnanie Furdyny, w którym będą mogli wziąć udział wszyscy jego przyjaciele. 

marw/ krys/

Dowiedz się więcej na temat: Ryszard Furdyna | Mateusz Masternak | boks

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje