Reklama

Reklama

Boks. Ryszard Wach: Jak żyję, tak jeszcze nie słyszałem o takim wariancie przygotowań

- Mariusz musi zadać przez jedną rundę 60 ciosów lewą ręką. Dopiero wtedy widzę, że wykonał odpowiednią pracę. A tu zadawał siedem ciosów na jedną rundę. To o czym my mówimy? Obawiam się, że już nikt nie będzie ich zapraszał na poważne gale. Na galach lubią nokauty, gdy coś się w ringu dzieje, a nie takie nudy i flaki z olejem - mówi w rozmowie z Interią Ryszard Wach, ojciec Mariusza Wacha, poruszony porażką z Hughiem Furym i specyfiką przygotowań do gali w Londynie.

Artur Gac, Interia: Dzień dobry panie Ryszardzie...

Ryszard Wach, ojciec Mariusza Wacha: - Jaki trener, taki zawodnik. Pięć lat temu już panu powiedziałem, że to jest utopia.

Im dłużej trwała walka, tym trudniej się ją oglądało.

- Jeszcze Najman zostaje. Z nim są szanse. Przecież to aż żal było patrzeć. Jedno i to samo, ani dobrych lewych, ani prawych. Mariusz zadawał nie ciosy, a kuksańce.

W pewnym momencie nawet gorzko zażartowałem na Twitterze, że do końca trwania walki Fury’emu właściwie zagoiło się rozcięcie nad okiem.

Reklama

- W narożniku nie byli nawet na tyle inteligentni, żeby mu podpowiedzieć bicie w to oko. Panie Arturze, Mariusz musi zadać przez jedną rundę 60 ciosów lewą ręką. Dopiero wtedy widzę, że wykonał odpowiednią pracę. A tu zadawał siedem ciosów na jedną rundę. To o czym my mówimy? I to muszą być ciosy stopujące, mające swoją wymowę. To nawet nie dla niego, ale dla trenera jest ujma, że tak kończy zawodnika. Trener musi mieć oko, przecież widzi, co się dzieje. I trzeba powiedzieć: "Panowie, tym systemem nie zrobimy nic. Trzeba zmienić system przygotowań, tarczowania, trenowania na worku". A tu od lat jest to samo. Gdy był w Stanach, to jak go przycisnęli, wtedy lewa chodziła, jak trzeba. Nie było pchania, tylko "pach, pach, pach". A dzisiaj żałość, jakby odganiał się od much.

Tak dysponowany Fury, jak w starciu z Mariuszem, wydawał się być do ogrania. A do tego jeszcze od czwartej rundy miał kontuzję, którą z premedytacją trzeba było wykorzystać.

- Rywala o takiej posturze, jak ten Fury, to Mariusz powinien przepychać, a tymczasem to tamten go przepychał. Przecież to było aż śmieszne! Ciężko mi się rozmawia na ten temat, bo to mnie boli. Znam się trochę na boksie i zapewniam, że gdyby przy mnie trenował, to musiałby być inny. Dopóki nie zrobiłby tego, co od niego wymagam, to do skutku musiałby powtarzać jedną rundę. Do skutku! A teraz efekt jest taki, że 50-latkowie boksują szybciej od niego. Żałość...

Nie dziwię się emocjom, bo trudno ogląda się taką bezsilność.

- Na dłużej to jest bez sensu. Nie wiem nawet, czy jeszcze dostanie jakąś walkę, no chyba że z Najmanem. Takim boksowaniem nie daje sobie szans na wygrywanie. A druga rzecz: jak można dać zawodnikowi, który przygotowuje się do walki, dziewczynę do tego samego pokoju? Przecież zawodnik musi mieć komfort i czuć całkowity luz. W trakcie przygotowań są różne momenty, organizm ma swoje potrzeby, a tu, przepraszam za słowo, ani się wypierdzieć, ani charknąć. No przecież to są jaja! Jak żyję, tak jeszcze nie słyszałem o takim wariancie przygotowań.

Zwraca pan uwagę na coś, co w tym świetle raczej umknęło uwadze. Pojawiły się materiały, owszem, ale budujące narrację fajnej historii, wzajemnego wsparcia i koleżeństwa z Laurą Grzyb, która też przygotowuje się do swojej walki, a stoczy ją już 18 grudnia.

- No nie, to było niedopuszczalne. Jeśli ktoś ma minimum kultury, to pewne zachowania musi powstrzymać przy kobiecie, a trenujący organizm ma różne potrzeby. O czym my mówimy? Ręce mi opadają. Tak go traktuje trener Wilczewski. Oni zarabiają, a nie on, bo musi się z nimi podzielić procentami z gaż.

Trener Piotr Wilczewski, z zawodnikami z niższych wag, ma sukcesy, ale w tym przypadku, Mariusza Wacha i specyfiki kategorii ciężkiej, może istotnie jego metody nie działają optymalnie?

- No to mamy rezultat przez te lata jak są razem. Wszystkie walki, które były o coś, kończyły się wtopą. To już sam trener uznałby, że coś jest nie tak i potrzebne są zmiany.

Tego jeszcze nie widziałeś! Sprawdź nowy Serwis Sportowy Interii! Wejdź na sport.interia.pl! 

Trzeba przyznać, że początek walki z Furym Mariusz miał niezły. Pierwsza runda była obiecująca, ale później można było odnieść wrażenie, że bardzo szybko się "wypompował".

- Miał robić kondycję w pokoju? Jeszcze raz wrócę do tego samego: jak można było przed walką umieścić go w jednym pokoju z dziewczyną? Fizjologia aż się kłania, zamiast na luzie czuć się w pokoju, musiał choćby trzymać gazy i toksyny w organizmie, bo nie wypadało zachować się tak, jakby chciał. Przecież takimi decyzjami się ośmieszają. Jak słyszą o tym profesjonalni zawodnicy czy sponsorzy, to pewnie zadają sobie pytanie: czy oni są poważni?

Nie przegap gali KSW 57. Kliknij i zyskaj dostęp do transmisji na żywo!

Widzi pan jeszcze szansę, a zarazem nadzieję, by w boksie 41-letniego Mariusza nastąpiła poprawa?

- Ja nie jestem filozofem, ani alfą i omegą, ale jednego jestem pewien: gdyby był tu u mnie, przez pół roku, to na sto procent byłby lepszy. U mnie nie byłoby zmiłuj się. Musiałby wykonywać konkretne założenia w każdej rundzie, przez trzy minuty. Jego już nic nie można nauczyć, jakichś uników, zajstepów, czy trudniejszych technik. Mariusza bazą powinien być lewy, prawa kontra i podbródkowy. I jeszcze nogi, czyli ruchliwość, na prawo i lewo. Nic więcej. Jego nic więcej się nie nauczy, bo on nie ma osiemnaście lat, czy dwadzieścia kilka. Z takim rutyniarzem trzeba do skutku powtarzać to, co zdążył się nauczyć. A przede wszystkim maksymalnie przycisnąć w trakcie przygotowań, żeby w walce miał siły to wszystko wykonać. On, z takimi gabarytami, powinien luźno rzucać ciosami i "siedzieć" na rywalu, a nie zadać dwa ciosy, od razu się cofać i jeszcze dawać się spychać.

Kombinacji w tej walce ze strony Mariusza było jak na lekarstwo, ale ładnie zaczął ciosami na dół, prawą ręką też potrafił mocno trafić, a nawet parokrotnie ustrzelił Anglika "podbródkiem".

- A mówiłem mu przed walką, żeby bił haki. Kilka razy to zrobił i cios mu wchodził. Ten Fury naprawdę był do pokonania. Niestety, Mariusz na swoje życzenie się kończy. Ja nie mam na niego wpływu, ma 41 lat, więc nie będę chodził z nim, jak z dzieckiem, za rączkę. Mariusz jest dzisiaj rozszyfrowany, ale przecież trenuje z kolegą. Gdyby pan był tak samo moim bliskim kolegą, to na moje słowa: "Artek, chodź potrenować", pan odpowiedziałby: "Rysiek, później pójdziemy. Jeszcze 10 minut sobie poleżę". To jest na tej zasadzie.

Jaki snuje pan scenariusz?

- Obawiam się, że już nikt nie będzie ich zapraszał na poważne gale. Na galach lubią nokauty, gdy coś się w ringu dzieje, a nie takie nudy i flaki z olejem.

Oglądał pan inne pojedynki na tej gali?

- Wszystkie oglądałem. Codziennie do bólu oglądam boks, w nocy śledzę gale na żywo i wszystkie powtórki.

Dość powiedzieć, że zupełnie inaczej oglądało się wcześniejszy pojedynek, w którym Martin Bakole, czyli były pogromca Mariusza, zmierzył się z Siergiejem Kuzminem.

- To była walka jak w innej lidze, o czym my mówimy. A po co pojechał ten drugi Polak?

Nikodem Jeżewski.

- Boże kochany, po ciosie zareagował tak, jakby tir przejechał mu po nogach. Więcej nawet nie ma co komentować.

Nasza rozmowa ma pozostać prywatna, czy mogę ją opublikować?

- A dlaczego nie? Wypowiadam się oficjalnie, bo przecież mówię prawdę.

Rozmawiał Artur Gac

-----------------------------------------------

Samochód 20-lecia na 20-lecie Interii!

ZAGŁOSUJ i wygraj ponad 20 000 złotych - kliknij

 Zapraszamy do udziału w 5. edycji plebiscytu MotoAs. Wyjątkowej, bo związanej z 20-leciem Interii. Z tej okazji przedstawiamy 20 modeli samochodów, które budzą emocje, zachwycają swoim wyglądem oraz osiągami. Imponujący rozwój technologii nierzadko wprawia w zdumienie, a legendarne modele wzbudzają sentyment. Bądź z nami! Oddaj głos i zdecyduj, który model jest prawdziwym MotoAsem!

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL