Reklama

Reklama

Boks. Robert Talarek: Nie miałem plastikowych wkładek, to zwykłe oszczerstwo

- To jest zwykłe oszczerstwo, z którym się nie zgadzam i zasługuje ono na pozew o zniesławienie - przedstawia w rozmowie z Interią swoją wersję wydarzeń Robert Talarek, który obfitującą w dramaturgię walkę w katowickim Spodku z Patrykiem Szymańskim wygrał w piątej rundzie, a teraz mierzy się z oskarżeniem. Sformułowany przez obóz rywala, a wywołany pytaniem w magazynie bokserskim przez organizatora gali Mateusza Borka zarzut dotyczy rzekomego dołożenia w miejscu kostek "plastikowych wkładek" przy pierwszym bandażowaniu rąk.

Artur Gac, Interia: Zacznijmy od początku: przyjechał pan do hali z już obandażowanymi dłońmi?

Robert Talarek: - W życiu, nigdy. Zresztą to byłoby niemożliwe, ponieważ sam kierowałem samochodem, więc nie byłbym w stanie zrobić tego wcześniej. Tejpowałem dłonie na miejscu, w obecności wszystkich zgromadzonych w szatni.

Kto był w gronie osób, gdy po raz pierwszy bandażował pan dłonie?

- Był przeciwnik Nikodema Jeżewskiego oraz Kamil Młodziński, obaj wraz z całymi swoimi zespołami, a ponadto kręcili się sędziowie. Od początku nie miałem nic do ukrycia. Jeśli ktoś twierdzi, że od razu pojawiłem się z tejpami, to jest to wierutna bzdura.

Reklama

Później miało dojść do sytuacji, gdy na wniosek trenera Gusa Currena, czyli opiekuna Patryka Szymańskiego, musiał pan ściągnąć bandaże i założyć je od nowa, jako że nikt z obozu rywala nie widział tejpowania.

- Zgadza się. Na prośbę trenera Currena, popartą właśnie taką argumentacją, ściągnąłem tejpy z rąk. Oni je dokładnie sprawdzali, a następnie zostały wyrzucone do kosza. I wtedy, na oczach wszystkich zgromadzonych, czyli pani sędzi, trenera Currena, Łukasza Wierzbickiego, Jakuba Chyckiego i jeszcze innych osób, cała operacja odbyła się ponownie.

I teraz najważniejsze: czy faktycznie w miejscach, gdzie są kostki, za pierwszym razem miał pan specjalne wkładki ochronne?

- Znajdowały się tam gąbki ochronne miękkie, które później zostały przez nich dokładnie wymacane. Wszyscy to doskonale wiedzą.

Padł zarzut, że to miały być wkładki plastikowe?

- Absolutnie nie. To jest zwykłe oszczerstwo, z którym się nie zgadzam i zasługuje ono na pozew o zniesławienie.

Czyli nie wyklucza pan dalszych kroków, jeśli takie informacje będą powielane?

- Nie wykluczam. Jeszcze nie wiem, co będzie się działo.

W każdym razie jeśli zastosował pan tylko gąbki, to i tak było to niezgodne z regulaminem. Wie pan o tym?

- Być może tak. Natomiast jestem po kursie dla cutmanów, na którym informowali, że gąbki amortyzujące kości są dozwolone.

Tymczasem regulamin jasno mówi, że do tejpowania służą bandaże, gaza i taśma/lepiec. A zatem jest wyłączenie wszelkich dodatków miękkich, choćby gąbek.

- Rozumiem, może źle uczono mnie na wspomnianym kursie. Dlatego nawet nie zgłaszałem sprzeciwu i na żądanie trenera Currena dokonałem zmiany na miejscu.

Inna sprawa, że jeden z sędziów, z którym na ten temat rozmawiałem, powiedział mi, iż widywał wyjątki choćby w Anglii i jeszcze większe gąbki w tejpach.

- Nie mnie to oceniać, w każdym razie zawodnicy chronią sobie dłonie, by w tak kontuzyjnym sporcie chronić swoje zdrowie.

Jak długo stosuje pan te gąbki?

- Uczyniłem to po raz drugi.

Czy przeszła panu przez głowę myśl, że gdyby dopiero po tej pełnej dramaturgii walce, w której Szymański był na deskach sześć razy, sprawa wyszła na jaw i obóz rywala tego nie chciał zostawić, to mógłby pan wpaść w poważne tarapaty, włącznie z prokuratorskimi zarzutami?

- Nie jestem pewien, ale też nie próbowałem aż tak głęboko zagłębiać się w temat. Jednak dobrze, że tak się nie stało i dobrze, że moje ręce są całe.

Czy chciałby pan coś, z tego miejsca, powiedzieć Patrykowi?

- Moja oferta, którą proponowałem mu zaraz po walce, jest jak najbardziej aktualna. Powtórzę, że widzę w nim materiał na mistrza. Przez całą swoją karierę nigdy wcześniej nie otrzymałem tak mocnych ciosów, jak od Patryka. "Patryk, zapraszam cię do mnie na trening, zbudujemy wytrzymałość i będą z ciebie ludzie".

Ze słowami o "mistrzu" trochę pan nie przeszarżował?

- To młody chłopak, a wytrzymałość jest elementem, który jest w stanie wyrobić. Dlatego jak najbardziej z tą techniką, szybkością i dynamiką, będzie "petarda". Walczyłem już z wielkimi kozakami i jeszcze nie miałem aż tak trudno.

Rozmawiał Artur Gac

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje