Reklama

Reklama

Boks. Parzęczewski: Nie zwątpiłem w siebie, długofalowym planem jest mistrzostwo świata

Po serii 17 zwycięstw, w większości odniesionych przed czasem, jesienią ubiegłego roku "Mr. KO" Parzęczewski (25-2, 16 KO) przegrał w drugiej rundzie z Szerszodem Chusanowem (22-1-1, 10 KO). Teraz wraca na ring, a jego rywalem 19 marca na gali MB Boxing Night 9 będzie Argentyńczyk Facundo Galovar (10-5-2, 7 KO).

"Nie zwątpiłem w siebie, nadrobię zaległości i wrócę realizować marzenia. Długofalowym planem jest mistrzostwo świata wagi superśredniej" - stwierdził Robert Parzęczewski (Tymex Boxing Promotion), który miał już oferty walk m.in. z Siergiejem Kowaliowem czy Callumem Smithem.

Reklama

"Nawet w tak trudnym i nieprzewidywalnym sporcie jak boks trzeba mieć cele i marzenia. Jestem jak student, który musi nadrobić zaległości, by stanąć do głównych egzaminów. W moim przypadku podstawowym zadaniem są zwycięstwa nad Galovarem i w rewanżu nad Chusanowem. Eksperci i kibice mogą różnie oceniać tamten pojedynek, ale to była klasyczna wpadka, zresztą nie powinna mieć miejsca. Jeden błąd zadecydował o porażce w walce, którą wygrałbym i jestem o tym przekonany" - powiedział PAP Parzęczewski.

Pięściarz promowany przez Mariusza Grabowskiego i trenowany przez Grzegorza Krawczyka przegrał z Chusanowem, który wiele lat temu zdobył dwa medale mistrzostw świata. Na rewanżu zależy też szefowi grupy Tymex, bowiem podpisał kontrakt z doświadczonym Uzbekiem. Ale warunkiem jest wygrana z Galovarem na gali organizowanej przez Mateusza Borka.

"Argentyńczyk nie +pęka+ przed rywalami z kategorii półciężkiej, czyli dużo większymi fizycznie. Między innymi zremisował w Szwajcarii z Yoannem Kangolo, który wcześniej wygrywał na ringach w Rosji, USA czy Anglii. Galovar lub się bić, a mi stylowo odpowiada taki rywal" - dodał Parzęczewski.

Już kilkanaście miesięcy temu częstochowianin był o krok od wielkich walk. Pojawiły się propozycje od ówczesnych mistrzów świata, m.in. wagi półciężkiej Rosjanina Kowaliowa (34-4-1, 29 KO) i superśredniej Anglika Smitha (27-1, 19 KO).

"Nie zwątpiłem w siebie, nadrobię zaległości i wrócę realizować marzenia. Chciałbym w pierwszym półroczu zamknąć +temat+ zwycięskich potyczek z Argentyńczykiem i Uzbekiem, latem jeszcze podkręcić śrubki, może udałoby się pojechać na treningi do Anglii lub USA, by po wakacjach powalczyć o pas europejski którejś z dużych światowych federacji. Wtedy mógłbym realnie myśleć o walce o tytuł mistrza świata w 2022 roku. Wiem, że w pięściarstwie ciężko o plany na długi okres, ale trzeba stawiać sobie wyzwania, motywować się i ciężko pracować. Porażka boli, ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło" - podkreślił bokser Tymexu.

27-letni Parzęczewski nie ma wątpliwości, że przed nimi jeszcze sporo lat boksowania i dużo do wygrania.

"Nie wracam myślami do proponowanych walk o mistrzostwo świata, do tej wielkiej kasy, która była do zgarnięcia. Wyjdę do takich rywali tylko w momencie, gdy będę w pełni gotowy. Ten czas nadejdzie. Cały czas się uczę, każdy dzień i trening działa na moją korzyść. I pod względem sportowym, i psychicznym. Kiedyś nie było treningu, abyśmy przez moment nie pożartowali... Teraz nie ma o tym mowy, możemy pogadać "przed" i "po", ale w trakcie jest tylko praca" - wyjaśnił.

Na MB Boxing Night 9, w innej walce wieczoru Łukasz Wierzbicki (19-1, 7 KO) z Tymex Boxing Promotion zmierzy się z Finem Oskarim Metzem (12-0, 4 KO), który latem 2020 pokonał Michała Syrowatkę (22-5, 7 KO).

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź

Dowiedz się więcej na temat: boks | Robert Parzęczewski | tymex boxing promotion | Mateusz Borek

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama