Reklama

Reklama

Boks olimpijski na samym dnie? Bez miliona złotych ani rusz

Porażka Artura Szpilki, do niedawna uznawanego za "wielką nadzieję białych" na zdobycie tytułu mistrza świata w kategorii ciężkiej, tylko dopełniła smutnego obrazu polskiego boksu zawodowego, w którym obecnie nie mamy żadnego mistrza świata. Jednak wszystko zaczyna się od boksu amatorskiego, w którym od lat czekamy na spektakularny sukces, ciągle wspominając ostatni medal olimpijski Wojciecha Bartnika wywalczony w 1992 roku.

- Tytuł prezesa też mogę panu nadać, ale kasy nie dołożę. Nie mam dwóch rzeczy: strachu i pieniędzy -  rozpoczął z nami rozmowę, z właściwą sobie swadą, Leszek Piotrowski, prezes Polskiego Związku Bokserskiego.

A jak związek stoi z kasą? - pytamy.

- Szukamy, ale czy będzie miał, tego nie wiadomo. Zależy, czy znajdą się sponsorzy.

Na razie jest krucho? - dociekamy.

- No krucho, zaniechana popularyzacja boksu zbiera swoje żniwo. Przez to, że nie szliśmy do przodu, teraz stoimy w miejscu. Żeby to rozbujać, potrzeba trochę czasu. Niemniej, po raz pierwszy w historii, mamy podpisaną umowę z TVP Sport na bezpośrednie transmisje z mistrzostw Polski i turniejów. Oglądalność jest dobra, a w niektórych przypadkach nawet bardzo dobra, co by znaczyło, że zapotrzebowanie na polski boks olimpijski jest duże - odparł prezes.

Reklama

Gdzie my jesteśmy?

Piotrowskiego, stojącego na czele PZB od listopada 2016 roku, poirytowało przywołanie wywiadu, którego kilka tygodni temu na stronie internetowej swojej stacji udzielił Marian Kmita, dyrektor ds. sportu w telewizji Polsat.

W nim szef Polsatu ostro "przejechał się" po kondycji boksu zawodowego (pięciu zawodników na krzyż) i amatorskiego (nie ma pół poważnego boksera). Kmita, szefujący galom boku zawodowego z cyklu Polsat Boxing Night, przedstawił srogą optykę na przyczyny zapaści w rodzimym pięściarstwie, ale jak mało kto ma legitymację do mocnego wyrażania swojego zdania. Warto bowiem zaznaczyć, że stacja Polsat, od początku swojego istnienia, inwestowała w boks.

Konkluzja Kmity, wygłoszona w dodatku krótko po gali z cyklu Polsat Boxing Night, z walką wieczoru Tomasza Adamka, była zatrważająca. Dyrektor skonstatował, że polski boks - i ten zawodowy, i co gorsze - ten amatorsko-olimpijski jest na dnie. Na samym dnie bokserskiego... rowu mariańskiego.

- Przed ostatnimi mistrzostwami Europy seniorów w Charkowie też uważałem, że jesteśmy daleko w tyle. Ale po wynikach, jakie osiągnęli nasi zawodnicy, nie można popadać w taką skrajność. Dwóch zakwalifikowało się do mistrzostw świata (Mateusz Polski wywalczył brązowy medal ME, Damian Kiwior odpadł w ćwierćfinale - przyp. AG), więc gdzie jesteśmy? Moim zdaniem w środku Europy - odpowiada Piotrowski.

Może to boli pana dyrektora?

Faktem jest, że 42. ME seniorów w Charkowie dziesięcioosobowa reprezentacja Polski, z bilansem 5 zwycięstw, 10 porażek i dorobkiem jednego "krążka", zakończyła na 12. miejscu w klasyfikacji medalowej. W imprezie mistrzowskiej, jak relacjonował red. Jarosław Drozd, wzięło udział 234 pięściarzy z 39 krajów.

Patrząc przez pryzmat liczby państw, lokata "Biało-czerwonych" była przyzwoita, ale w porównaniu z dorobkiem Ukraińców (trzy złota), Rosjan (dwa złota) oraz najliczebniejszym w historii angielskiej reprezentacji gronie pięściarzy w ścisłym finale (7 zawodników), dorobek naszych Orłów najzwyczajniej blednie. Nawet nie warto cofać się do złotych czasów w dziejach polskiego boksu, bo obecne pokolenie dobrze rokujących pięściarzy mogłoby popaść w nieodwracalne kompleksy.

W wyrazistych wypowiedziach Kmity ("czujemy się w walce o polski boks bardzo osamotnieni") i Piotrowskiego ("nasz męski boks odbudowuje się bardzo dynamicznie"), nie ma żadnego punktu stycznego, ale prezes PZB wrzuca również kamyczek do ogródka telewizji.

- Z panem Kmitą też rozmawiałem na temat współdziałania, ale powiedział, że może za rok wrócimy do tematu, tyle że to dla nas za późno. Dlatego podjąłem decyzję o podpisaniu umowy z TVP Sport, ponieważ doszliśmy do porozumienia w ramach szerokiej współpracy. Może to boli pana Kmitę, że nie dokończyliśmy rozmów na podpisanie umowy z Polsatem? - zastanawia się prezes związku.

To był początek zmierzchu

W rodzimym środowisku bokserskim, które sprawia wrażenie coraz bardziej poróżnionego, brakuje skorelowanych działań i wyznaczenia strategicznych kierunków, ponad wszelkimi podziałami, prywatnymi animozjami i partykularnymi interesami.

Dlatego tak ważna jest potrzeba odbudowania wspólnym wysiłkiem podstawy piramidy, co w obecnej rzeczywistości nie jest łatwym zadaniem.

- Sytuacja, z jaką dzisiaj mamy do czynienia, nie nastąpiła wczoraj, ani tydzień temu, tylko przed 20-30 laty. Gdy upadły państwowe zakłady pracy, kluby przestały być przez nie finansowane i skończyły się etaty dla sportowców. To był początek zmierzchu. A dzisiejszy model, który jest na zachodzie, to nic innego, jak obecny u nas 40 lat temu schemat socjalistyczny - twierdzi w rozmowie z Interią Zbigniew Raubo, który kilka tygodni temu zaimponował całemu środowisku bokserskiemu i rzeszy kibiców, gdy w bezpardonowy sposób wypunktował wszystkie grzechy swojego dawnego podopiecznego w reprezentacji Polski Artura Szpilki.

Dziś "Szpila", do niedawna nazywany naszą kolejną "nadzieją białych" w wadze ciężkiej, sam musi podnosić się z upadku po bolesnej porażce, podobnie jak jego adwersarz Krzysztof Zimnoch, dotkliwie poturbowany po zderzeniu z siłą pięściarza z Ameryki na pół etatu - Joeya Abella. Ich osobisty dramat jest wiernym odbiciem permanentnego podnoszenia się z kolan całego polskiego boksu.

Obecnie, w całym kraju, istnieje około 270 ośrodków bokserskich. - Żadnego nie chciałbym wyróżniać indywidualnie, ale patrząc przez pryzmat wyników sportowych w grupach młodzieżowych, najlepszy jest Skorpion Szczecin - mówi prezes Piotrowski.

Dyrektor zapadł się pod ziemię

W ich bezpośrednim finansowaniu związek nie partycypuje. - My nie mamy na to wpływu. Każda gmina finansuje swoje ośrodki i kluby sportowe, te ponadto mogą uzyskiwać dofinansowanie z ministerstwa oraz sejmiku wojewódzkiego, dzięki zdobytym medalom mistrzostw Polski lub Europy. Tacy zawodnicy pretendują, by otrzymywać indywidualne stypendia - wylicza szef związku. - Od 1 września w PZB będzie osoba, która pomoże wszystkim zainteresowanym, mającym problem z prawidłowym wypełnianiem pliku dokumentów związanych z dofinansowaniem - dodał.

Innym z wyróżniających się klubów, poza Skorpionem Szczecin (5 medali tegorocznym mistrzostw Polski seniorów), jest zachodniopomorska Róża Karlino, z kilkutysięcznego miasta w powiecie białogardzkim. Powstała w 2007 roku szkółka, założona i prowadzona przez trenera Tomasza Różańskiego, na szczeblu centralnym może poszczycić się czwórką wychowanków, którzy są ścisłymi postaciami kadr narodowych. Liderzy w tej chwili zbierają żniwa pracy od podstaw, przy czym w młodszych grupach wiekowych klub aktualnie notuje przestój.

Pięściarką numer jeden w Polsce, w kategorii olimpijskiej średniej (75 kg), jest Elżbieta Wójcik, nieoficjalnym kapitanem w kadrze seniorów już wymieniany lider w wadze 64 kg Mateusz Polski, a do czołówki szusuje zawodnik dywizji lekkiej Radomir Obruśniak, aktualny wicemistrz kraju seniorów. Do tego należy dodać Paulinę Jakubczyk, która regularnie zdobywa tytuły mistrzyni Polski seniorek.

Okazuje się, że klub niespecjalnie stawia na nabór dzieci i młodzieży. - Można mi zarzucić, że nie będę miał narybku, gdy stracę najlepszych. Odpowiadam, że ten narybek zawsze się trafia, ale faktem jest, że nie skupiam się na sukcesach młodzieżowych. Najbardziej interesują mnie osiągnięcia w boksie seniorskim. Skąd to podejście? Po prostu w przeszłości miałem mistrzów Polski kadetów i młodzików, ale ci zawodnicy nie wytrzymywali reżimu treningowego i nie docierali do najwyższej kategorii wiekowej - wyjaśnia trener Różański.

Spory udział w budżecie klubu Róża ma burmistrz Karlina, osobiście bardzo mocno zaangażowany w finansowanie. Doskonale zdaje sobie sprawę, że chcąc zatrzymać seniora na dłużej, trzeba stworzyć mu możliwości utrzymania.

Najlepiej wiedzie się 24-letniemu Polskiemu. Będący na topie pięściarz inkasuje co miesiąc, z tytułu medalu ME, ok. 2,5 tys. zł netto z ministerstwa sportu. - Do tego dochodzi dwóch sponsorów, z których każdy przekazuje po tysiąc złotych. Kolejny tysiąc otrzymuje z klubu i podobną kwotę z urzędu miasta oraz urzędu marszałkowskiego. Sumarycznie daje to około 6 tys. złotych miesięcznie - wylicza szkoleniowiec.

W sprawie ogólnego finansowania boksu i znaczenia dyscypliny zadzwoniliśmy do Marcina Nowaka, Dyrektora Departamentu Sportu Wyczynowego Ministerstwa Sportu i Turystyki. Urzędnik najpierw życzliwie zadeklarował chęć udzielenia informacji, przy jednoczesnym odesłaniu nas do Polskiego Związku Bokserskiego, po czym przestał odpowiadać na umówione próby połączeń.

Na rozmowę przystał za to rzecznik prasowy PZB Janusz Stabno, choć na niektóre pytania nie chciał udzielić wyczerpującej odpowiedzi. W zawoalowany sposób odniósł się na przykład do kwestii wysokości budżetu, jakim dysponuje PZB.

Budżet nie na pokaz

- Informacji na temat kwot panu nie podam, ponieważ to są wewnętrzne sprawy związku. Nie ma powodu, aby obnosić się z tym na zewnątrz. Środki, którymi dysponujemy, mogłyby być większe, ale pracujemy na tym, co mamy - odparł.

Niedawno zrobiono mały krok, aby o polskim boksie amatorskim, przynajmniej w jednym dniu w roku, mówiło się od morza do Tatr. 10 czerwca zainaugurowano Ogólnopolski Dzień Boksu Olimpijskiego, który nie tylko ma służyć poprawie wizerunku dyscypliny, ale przede wszystkim mieć walor edukacyjny. Relacje ze święta dyscypliny były transmitowane przez regionalne oddziały telewizji polskiej, a także na antenie TVP Sport.

- Odbywały się pokazy treningu bokserskiego dzieci i młodzieży. Chcieliśmy, aby rodzice w tym uczestniczyli i zobaczyli namiastkę systemu szkolenia w boksie, na czym polega ogólnorozwojowy trening dziecka - twierdzi Piotrowski.

Nadal będziemy dreptać w miejscu, jeśli...

Jedna jaskółka wiosny nie czyni, bowiem boks ciągle pozostaje poza "koszykiem" dyscyplin o znaczeniu strategicznym, co przekłada się na finansowanie. W 2013 roku znalazł się w najniższej w hierarchii sportów olimpijskich grupie brązowej, która krótko mówiąc wypełniła się sportami o mało istotnym znaczeniu, w kontekście promocji kraju i szans w rywalizacji międzynarodowej.

- Poprzednia pani minister Joanna Mucha istotnie włączyła boks do koszyka brązowego, co było efektem wyników sportowych z lat poprzednich - odpowiedział Janusz Stabno, a na pytanie, czy związkowi jest znany termin, w którym nastąpi weryfikacja koszyków, rzecznik odpowiedział: - To pytanie do ministerstwa, czy ten koszyk jest nadal obowiązkowy.

Co musiałoby się stać, by czym prędzej ruszyć szermierkę na pięści z posad i wrzucić wyższy bieg jej rozwoju? Pewne "koło zamachowe" dostrzega trener Raubo.

- Potrzebujemy kilku ośrodków szkoleniowych dla dzieci, będących Szkołami Mistrzostwa Sportowego z klasami o profilu bokserskim. W tej chwili mamy tylko jeden, w Szczecinie, a powinno ich być co najmniej 4-5 w skali kraju. Wówczas, jeśli kilkaset dzieci byłoby pod regularną opieką szkoły i trenerów, to miałoby sens. W przeciwnym razie będziemy nadal dreptać w miejscu - nie ma wątpliwości szkoleniowiec.

Jedyna taka szkoła w Polsce

W Szczecinie, na podbudowie klubu BKS Skorpion, najpierw powstały klasy sportowe przy Centrum Kształcenia Sportowego. Obecnie szkoła figuruje w strukturach Centrum Mistrzostwa Sportowego, przy którym blisko cztery lata temu założono pierwszy SMS bokserski w Polsce.

W szkole, w trzyletnim gimnazjum i trzyletnim liceum, aktualnie jest około 45 uczniów, których specjalizacją jest boks. Z tego powodu nie można utworzyć jednej, dedykowanej klasy dla dzieci i młodzieży, trenujących szermierkę na pięści.

- Pierwsi absolwenci, którzy przeszli cały tok szkolenia, niedawno opuścili mury naszej szkoły - mówi trener boksu Marcin Stankiewicz, były opiekun młodzieżowej kadry narodowej, a obecnie szkoleniowiec w klubie BKS Skorpion oraz wiceprezes ds. wyszkolenia w Polskim Związku Bokserskim.

Trio szkoleniowców w szkole, wespół ze Stankiewiczem, stanowią Patryk Tkaczyk oraz Karol Chabros, aktualny trener kadry narodowej seniorów. W liceum przewidziano 16 godzin tygodniowo na specjalizację plus 3 godziny wychowania fizycznego. Z kolei na szczeblu gimnazjum i szkoły podstawowej na uczniów czeka 10 godzin specjalizacji oraz 4 godziny WF-u, również w wymiarze tygodniowym.

Ambasadorki i ambasadorzy

Mury placówki opuściło już kilkoro utalentowanych pięściarek i pięściarzy. Absolwentami są m.in. Hanna Solecka, aktualna wicemistrzyni Unii Europejskiej seniorek oraz Arkadiusz Szwedowicz, wielokrotny mistrz Polski, uczestnik mistrzostw świata i Europy, będący jednym z głównych członków obecnej kadry.

W tym roku, z naboru, naukę w Szczecinie rozpocznie na przykład Klaudia Poliwczak ze Startu Grudziądz, medalistka mistrzostw Polski kadetek.

- Jako szkoła sportowa powinniśmy mieć specjalny internat w centrum miasta. Zamiast tego przyjezdni uczniowie z naborów mieszkają w różnych bursach, co utrudnia nam organizowanie się - zaznacza trener Stankiewicz.

Ambitny plan prezesa

Inną szansą poprawy obecnego stanu rzeczy jest wracający jak bumerang pomysł reaktywacji porządnej ligi, która kilka dekad temu funkcjonowała w naszym kraju na mistrzowskim poziomie. Doskonałym przykładem jest postać jednego z najwybitniejszych pięściarzy z generacji trenera Feliksa "Papy" Stamma - Mariana Kasprzyka. Ten genialny zawodnik dwukrotnie stawał na olimpijskim podium, w tym raz (1964 rok, Tokio) na jego najwyższym stopniu. Ponadto sięgnął po brązowy medal mistrzostw świata, ale nigdy nie został czempionem w gronie seniorów na krajowym podwórku!

Prezes PZB snuje ambitny plan, który w relatywnie niedługim czasie miałby się ziścić, jeszcze za jego kadencji, która planowo kończy się w 2020 roku, po igrzyskach olimpijskich w Tokio. Roboczy projekt zakłada, że potrzeba około miliona złotych, aby wskrzeszenie regularnych rozgrywek dla mężczyzn - seniorów stało się faktem.

- Zakładam sześć zespołów, które byłyby reprezentacją makroregionów z silnymi ośrodkami seniorów. Mam pomysły, teraz czekam na rozstrzygnięcia pewnych spraw. Jeśli pozyskamy dla związku strategicznego sponsora, to jestem w stanie panu powiedzieć, że w 2019 roku powstanie liga. W każdym razie, jeśli wszystko pójdzie sprawnie, pierwszych klarownych informacji na temat tego projektu będzie można spodziewać się w połowie 2018 roku - twierdzi Piotrowski.

Optymizmu prezesa związku nie mąci fakt, że już kilkanaście lat temu czyniono starania, by liga bokserska znów była stałym punktem na sportowej mapie kraju. Co więcej, rozgrywki funkcjonowały przez kilka sezonów, ale nie przetrwały próby czasu. - Liga w sposób naturalny i samoczynny rozpadła się bodaj po trzech sezonach, bo nie miał kto jej finansować. Pieniędzy starczało do czasu, a później zaczęły się walkowery. Teraz podstawą tego projektu musiałby być sponsor strategiczny - podkreśla trener Raubo.

Bez miliona złotych ani rusz

- Są sumy, bez których się nie ruszy i nawet nie ma sensu zaczynać - ma świadomość Piotrowski, potwierdzając, że chodzi o kwotę rzędu miliona złotych.

Stabno: - Na tę chwilę największe pieniądze otrzymujemy oczywiście ze środków ministerialnych. Podejmujemy też działania, aby zdobywać dodatkowe środki. Cały czas nad tym pracujemy.

Rzecznik związku mówi wprost, że chciałoby się, aby wyniki były coraz lepsze i powtarzalne. - W ostatnim czasie w boksie olimpijskim coś drgnęło, czego potwierdzeniem są dwa finały mistrzostw Europy w 2015 i dwie kwalifikacje do poprzednich IO w Rio de Janeiro, autorstwa Igora Jakubowskiego i Tomasza Jabłońskiego. Ponadto mówimy o brązowym medalu na tegorocznych ME oraz dwóch kwalifikacjach do mistrzostw świata w Hamburgu (Polacy odpadli po pierwszych walkach - przyp.). W polskim boksie na pewno jest bardzo dużo talentów i chciałoby się, aby ich liczba przekuła się na wynik w postaci medalu na mistrzowskiej imprezie międzynarodowej. Natomiast wpływ na obecny stan rzeczy ma wiele czynników, nie tylko aspekt finansowy - stwierdza pracownik związku.

Olimpijczyk z Rio mówi "pas"

Tymczasem okazuje się, że 28-letni Jabłoński, w ostatnich latach bezapelacyjnie czołowa postać boksu olimpijskiego w naszym kraju, już nie widzi swojej przyszłości na ringach amatorskich.

Więcej, pięściarz reprezentujący dotąd klub Sako Gdańsk, podjął raczej nieodwołalną decyzję o przejściu do boksu zawodowego. W rozmowach z promotorem Andrzejem Wasilewskim zawodnika reprezentuje Marek Chrobak, prezes klubu z Trójmiasta, który od lat finansuje swojego lidera. Obecnie sportowiec odbudowuje formę po dwóch operacjach obu barków, wchodząc na coraz wyższe obroty.

Wicemistrz Europy z 2015 roku w Samokowie oraz olimpijczyk z Rio de Janeiro (na swoim koncie ma także cztery medale MP seniorów, w tym dwa złote), od 2010 roku był członkiem reprezentacji Polski. Od pieniędzy, jakie w tym czasie podniósł z ringu, nie miało prawo przewrócić mu się w głowie.

- W tym czasie, czyli przez prawie siedem lat, ani razu nie miałem czegoś takiego, jak stypendium miesięczne. Takie świadczenie, w kwocie niespełna 3 tysięcy złotych na rękę, otrzymałem dopiero po medalu ME i pobierałem je przez niespełna rok, z tym że były to pieniądze wypłacane z ministerstwa. Patrząc, jak długo byłem reprezentantem, miesięczna średnia wyszłaby nie za wysoka - gorzko zażartował Jabłoński, któremu niedawno urodziło się dziecko.

- Dlatego dłużej już nie jestem w stanie boksować za orzełka na klacie, jak to często bywało do tej pory - zaznacza.

Toster w miejsce gwoździ i pisaków

Pięściarz przyznaje, że przez te wszystkie lata nieocenione było wsparcie szefa klubu Sako, który najpierw dawał mu pracę. Później, gdy coraz wyższy poziom sportowy wymagał trenowania dwa razy dziennie oraz wyjazdów na zgrupowania, Jabłoński nie był w stanie godzić uprawiania boksu z pracą w ochronie. Prezes Chrobak podszedł do sprawy ze zrozumieniem i kontynuował wspieranie swojego pupila z własnej kieszeni, co zresztą nadal czyni.

W pewnym momencie sportowca przy boksie trzymały rozgrywki międzynarodowej ligi World Series of Boxing, w których nasz kraj wystawiał zespół Rafako Hussars Poland.

- Gdyby nie liga WSB, to tak naprawdę z boksowania nie miałbym żadnych pieniędzy. Dzięki niej byłem w stanie coś zarobić i odłożyć, aby drugą połowę roku, po zakończeniu rozgrywek, móc żyć z oszczędności - opowiada ówczesny kapitan "Husarii".

We wcześniejszych latach kariery Jabłońskiemu zdarzało się wrócić do domu z nagrodą w postaci... tostera. To i tak cenny upominek rzeczowy, biorąc pod uwagę fakt, jakie "trofea" w trakcie karier amatorskich trafiały w ręce naszych obecnych pięściarzy na zawodowstwie. I tak, przykładowo, Artur Szpilka bywał wyróżniany... gwoździami i widelcami, z kolei Artur Łazarian wracał z turniejów międzynarodowych z latarką, myszką do komputera, żelazkiem, a nawet pisakami. Prawdziwym "krezusem" okazał się Andrzej Wawrzyk. Wychowanek TS Wisła Kraków oszacował, że w ciągu pięciu lat bycia reprezentantem Polski, zarobił - uwaga - pięć tysięcy złotych.

"Lechu nic nie zepsuje"

Umiarkowanym optymistą, jeśli chodzi o najbliższą przyszłość boksu olimpijskiego w Polsce, jest trener Raubo. Jednocześnie zwraca uwagę, że związek pod rządami obecnego prezesa przynajmniej jest gwarantem jednego: - Na pewno Leszek nic nie zepsuje, a może być tylko lepiej - uśmiecha się szkoleniowiec, by po chwili dodać: - Jest zmiana. Lechu, którego znam, dwoi się i troi, ale wiemy dobrze, że z pustego i Salomon nie naleje. Spotykamy się, więc mam orientację, że prezes ma mocno ograniczony budżet.

Artur Gac

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje