Reklama

Reklama

Boks. Michał Cieślak wczesnym rankiem wyruszył po pas mistrza świata

We wtorek wczesnym rankiem pięściarz Michał Cieślak (19-0, 13 KO) wyruszył w podróż życia do Demokratycznej Republiki Kongo. W Afryce Polak stanie przed szansą dołączenia do elitarnego grona polskich zawodowców, którzy zostawali mistrzami świata. W stawce piątkowego pojedynku naszego rodaka z miejscowym bohaterem Ilungą Makabu (26-2, 24 KO) znajdzie się wakujący tytuł organizacji WBC w wadze junior ciężkiej.

Nerwy były do samego końca, ale w końcu się udało. Michał Cieślak, w ośmioosobowej delegacji z Polski, we wtorek nad ranem wsiadł w Warszawie na pokład samolotu i udał się w długi lot, zrealizować życiowy cel.

Reklama

Podróż do Kinszasy, gdzie dojdzie do emocjonująco zapowiadającego się starcia Polaka z Kongijczykiem, to spore przedsięwzięcie logistyczne. I nie chodzi tu tylko o sam fakt, że po drodze konieczna była przesiadka w Brukseli, gdzie zaczął się już docelowy, 11-godzinny lot. Problemem jest wszystko to, co dzieje się wokół tego pojedynku, a wraz z nim mnożące się niewiadome i niemały strach o to, co będzie działo się na miejscu.

Z tego też względu polski obóz zabrał w podróż wszystko, co na miejscu będzie potrzebne Cieślakowi, łącznie z jedzeniem i wodą. Trener Andrzej Liczik i promotorzy wolą dmuchać na zimne i ochoczo nie korzystać z wszelkiej gościnności, by nie ściągnąć na siebie niepotrzebne problemy. O co może chodzić? W głównej mierze o spokojne oczekiwanie na wyniki badania antydopingowego, jeśli takowe - w tym całym galimatiasie - dojdzie do skutku. Sensacją jest fakt, że w dalszym ciągu oficjalnie nie jest znana lokalizacja w Kinszasie, która będzie areną gali.

Z powodu tych wszystkich przebojów, w tym parokrotnie zmienianego terminu walki i problemów, a to z otrzymaniem biletów na lot i przysłaniem wiz, po najświeższe kłopoty ze zdeponowaniem gaży Polaka na amerykańskim, meksykańskim lub panamskim koncie (banki odmówiły zaksięgowania przelewu z wciąż borykającej się z wątpliwą reputacją DR Konga), Cieślak przeszedł przyspieszony kurs dojrzewania. Eksperci wierzą, że dzięki temu wyrachowany będzie w ringu, a jednocześnie zdecydowany w swoich działaniach. Polak ma kilka atutów, które mogą pozwolić mu odnieść zwycięstwo.

A o to, na terenie rywala, będzie piekielnie trudno, bo w drugim największym państwie Afryki pojedynek urósł do miana wydarzenia państwowego. Naród i prezydent oczekują głośnego sukcesu sportowego, który pozwoli wysłać w świat pozytywny sygnał. Nie bez powodu za finansowanie piątkowej gali odpowiada kongijski rząd. Biorąc to wszystko pod uwagę wydaje się, że Cieślak musi wygrać przed czasem, aby nie drżeć o werdykt arbitrów punktowych, nawet jeśli obiektywnie to on powinien być zwycięzcą.

AG

Dowiedz się więcej na temat: Michał Cieślak | Ilunga Makabu

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje