Reklama

Reklama

Boks. Mariusz Wach okupił wygraną kontuzją. Po walce udał się do szpitala

W nocy z piątku na sobotę Mariusz Wach pokonał Kevina Johnsona podczas gali rozgrywanej w Pałacu w Konarach. Zwycięstwo Polaka nie było wprawdzie spektakularne, lecz na pewno bardzo cenne, zwłaszcza, że - jak się okazuje - od siódmej rundy popularny "Wiking" walczył nie tylko z rywalem, ale i urazem ręki. Z triumfu rodaka cieszył się między innymi Tomasz Adamek.

Widowisko nie zachwyciło, lecz mimo to przejdzie do historii, jako pierwsza gala pięściarska na terenie Polski w dobie pandemii koronawirusa.

Reklama

Wach wygrał jednogłośną decyzją sędziów, którzy punktowali 97-93, 98-92 i 99-91 na jego korzyść i zdobył pas międzynarodowego mistrza Polski w wadze ciężkiej (więcej na temat walki "Wikinga" przeczytasz TUTAJ - kliknij).

Zwycięstwo okupił jednak kontuzją. Po triumfie udał się do szpitala na prześwietlenie ręki, w celu ustalenia diagnozy.

- Coś tam się stało, wiem nawet w którym momencie. To była siódma runda. Po akcji lewy-prawy sierp trafiłem go na ucho, ale poczułem rękę. Od tamtej pory gdy przyjmowałem na nią jego ciosy, odczuwałem to. Wiedziałem, że coś jest nie tak, ale adrenalina działała - powiedział Wach po walce w rozmowie z portalem Ringpolska.pl.

Dowiedz się więcej na temat: Mariusz Wach

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje