Reklama

Reklama

Boks. Marian Kasprzyk skończył 81 lat. Mistrz olimpijski wciąż jest w wybornej formie

Bezapelacyjnie należy do elitarnego grona najwybitniejszych polskich pięściarzy w historii. W złotych czasach rodzimego boksu amatorskiego był gwiazdą reprezentacji i asem w talii legendarnego trenera Feliksa "Papy" Stamma. Na sportowy Everest wspiął się w 1964 roku w Tokio, zostając złotym medalistą igrzysk olimpijskich, gdzie wdrapał się na najwyższy stopień podium w dramatycznych okolicznościach. Chluba Bielska-Białej Marian Kasprzyk, bo o nim mowa, skończył 81 lat.

We wtorek trzeba było uzbroić się w cierpliwość, aby dodzwonić się do legendarnego sportowca. Po kilku próbach w końcu pojawiło się "okienko". Udało się! - To prawda, telefon urywa się od życzeń - przyznał nasz dostojny solenizant, początkowo zaskoczony, kto tak "pięknie" odśpiewał mu do słuchawki "sto lat".

Reklama

- Jak człowiek żyje z ludźmi elegancko, to później może liczyć na dobre słowo i pamięć - dodaje wyraźnie rozrzewniony.

Świętowanie rozpoczęło się już przed południem, gdy grupa znajomych i przyjaciół pojawiła się w mieszkaniu byłego pięściarza. Następnie wszyscy wybrali się na kawkę i coś słodkiego. - Ale bez alkoholu - zastrzega pan Marian, który już bardzo dawno temu uwolnił się od napojów procentowych. Mniej więcej w tym samym czasie jego "nałogiem" stała się żarliwa modlitwa. Teraz, jak sam mówi, dzień zaczyna i kończy z Panem Bogiem.

- Jak się czuję? Teraz jest lepiej niż było za młodu. Naprawdę lepiej się czuję. Psychicznie i tak ogólnie - zapewnia Kasprzyk. I faktycznie, wigoru i krzepy może pozazdrościć mu wiele znacznie młodszych osób. A żeby jakoś specjalnie dołować się metryką? Wolne żarty!

- Powiem więcej: ja dopiero teraz żyję! Mówię poważnie. Nieraz bywało różnie, a teraz ułożyło się tak, że jest bardzo fajnie. Mam fajnych przyjaciół i jedną, kochaną przyjaciółkę, która się mną opiekuje. Każdemu ktoś taki jest potrzebny. Taka dobra, ciepła osoba jest na wagę złota - dodaje rozpromieniony solenizant.

Gdyby jego kariera przypadła na czasy boksu zawodowego, niewątpliwie byłby materiałem na światową gwiazdę. W ringu prezentował ofensywny styl, a jego wielkim atutem był silny, nokautujący cios. Boksował bardzo efektownie. Słowem prawdziwy bombardier.

Najbardziej burzliwy okres w swoim życiu przekuł w olbrzymi sukces, po którym nie krył wzruszenia. Już podczas debiutanckiego startu na IO w Rzymie (1960 rok), zaprezentował wielkie umiejętności. Jako 21-latek stanął na najniższym stopniu podium w kategorii lekkopółśredniej. Inna sprawa, że już wtedy było go stać, aby cieszyć się ze złota.

Dowiedz się więcej na temat: Marian Kasprzyk

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje