Reklama

Reklama

Boks. Maciej Zegan: Żałuję, że nie pojechałem na igrzyska

​Bokser Maciej Zegan przyznał, że nie do końca czuje się spełniony jako sportowiec. - Żałuję, że nie pojechałem na igrzyska olimpijskie. Zazdroszczę wszystkim sportowcom, którzy wzięli, albo wezmą udział w tej imprezie - wyjaśnił.

Zegan był jednym z najlepszych polskich bokserów na początku lat dwutysięcznych. Na zawodowym ringu stoczył 51 walk, z czego 43 wygrał. Do historii przeszedł jego pojedynek o tytuł mistrza świata wagi lekkiej WBO z Arturem Grigorianem. Chociaż w opinii obserwatorów Polak był lepszy, sędziowie uznali, że to Uzbek zwyciężył.

Reklama

Wrocławianin miał szansę być pierwszym Polakiem mieszkającym na stałe w kraju, który zdobył tytuł zawodowego mistrza świata. W rozmowie przyznał, że nie do końca czuje się spełniony w swojej karierze z innego jeszcze powodu.

- Najbardziej żałuję, że ani razu nie pojechałem na igrzyska olimpijskie. To mi sprawia największy ból i jest moim wielkim niespełnieniem. Zazdroszczę wszystkim sportowcom, którzy wzięli, albo wezmą udział w igrzyskach i poczują tę niezwykłą atmosferę. Nawet ostatnio żartowałem z Mateuszem Masternakiem, że jak przesunęli igrzyska o rok, to może spróbuję się zakwalifikować. Mateusz zwrócił mi uwagę, że jestem już za stary. Pozostaje więc trzymać kciuki za "Mastera" i innych naszych bokserów - powiedział.

Masternak w zeszłym roku specjalnie przeszedł na boks olimpijski, aby wziąć udział w igrzyskach olimpijskich w Tokio, które ze względu na pandemię koronawirusa zostały przełożone na 2021 rok. Według Zegana popularny "Master" ma duże szanse na sukces i zdobycie nawet medalu.

- Moim zdaniem Mateusz ma większe możliwości w boksie olimpijskim niż zawodowym. Dlaczego? Mateusz jest bardziej bokserem technicznym niż fizycznym. Jest bokserem czysto boksującym, co bardziej pasuje do boksu olimpijskiego. Widać było jego klasę na mistrzostwach Polski. Różnica między nim a pozostałymi zawodnikami to była przepaść - ocenił.

Wspominając swoją karierę, Zegan zdradził, że przechodząc z boksu amatorskiego na zawodowy, musiał się niemal na nowo nauczyć tempa walki. Z tym samym problemem, według niego, tylko że w drugą stronę, będzie musiał sobie poradzić Masternak.

- Dla mnie w boksie amatorskim było wszystko szybko, szybko, szybko. Jak przeszedłem na zawodowstwo to musiałem się nauczyć, aby się nie śpieszyć. Świętej pamięci mój pierwszy trener w boksie zawodowym Andrzej Gmitruk, cały czas mi powtarzał: "Maciek, spokojnie, przemyśl, przeczekaj, masz czas". Ja się uczyłem niemal od nowa boksu. Można zacząć ostro, ale w piątej czy szóstej rundzie nie będzie już oddechu. Mateusz teraz musi się nauczyć, że nie ma czasu i musi od początku ostro boksować - wyjaśnił.

Przesunięcie igrzysk w Tokio według Zegana było jedyną możliwą decyzją, ale dla samych zawodników to nie jest komfortowa sytuacja i bynajmniej nie chodzi tylko o formę sportową.

- Wszyscy na pewno odczują to psychicznie. Jest to nastawienie w głowie, że w tym roku mam tę największą imprezę być może w życiu i teraz trzeba to sobie przestawić. To nie musi być łatwe. Tego jednak nikt nie zmieni i nikt nie będzie ryzykował zdrowiem i życiem ludzi, aby robić teraz igrzyska. Tak naprawdę nikt nie zapewni sportowców, że za rok igrzyska się odbędą. Mądry nie będzie ryzykował. Może się okazać, że za rok ponownie igrzyska się nie odbędą - powiedział wielokrotny mistrz Polski.

Po zakończeniu kariery Zegan nie porzucił sportu. Ma swoją szkółkę i cały czas żyje światem ringu, bo, jak sam przyznał, boks to jego wielka miłość.

- Teraz jednak bardziej młodzież ćwiczy internetowo niż na świeżym powietrzu. W ten sposób można być mistrzem pięściarstwa, ale jednego kciuka. Chociaż ja na brak chętnych do treningu nie narzekam. Nawet teraz, kiedy jest kwarantanna i zamknięte sale, dzwonię i pytają: trenerze, kiedy będziemy mogli wrócić do zajęć. Nie zanosi się jednak na szybkie otwarcie hal sportowych - dodał.

Bokser nie ukrywał, że ostatni miesiąc nie był dla niego łatwy z powodu przymusowej kwarantanny. Jak powiedział, dla sportowca siedzenie w domu, to tragedia.

- Czuję się jakby ktoś mnie zamknął w więzieniu. Staram się oczywiście ruszać, ćwiczyć, ale to nie to samo co na sali czy na świeżym powietrzu. Teraz już będzie trochę łatwiej, bo złagodzili obostrzenia i będzie można wyjść na rower z rodziną, czy samemu pobiegać. Jestem przyzwyczajony do ruchu i to już się chyba nie zmieni - podsumował.

Autor: Mariusz Wiśniewski

Dowiedz się więcej na temat: Maciej Zegan

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje