Reklama

Reklama

Boks. Lewis kwestionuje zdolność Ortiza do przyjmowania ciosów

Lennox Lewis 18 lat temu był na miejscu Luisa Ortiza (31-1, 26 KO). Brytyjczyk szykował się do rewanżu z Hasimem Rahmanem, który kilka miesięcy wcześniej ciężko go znokautował. Kubańczyk natomiast w sobotę stanie po raz drugi naprzeciw Deontaya Wildera (41-0-1, 40 KO), który w ubiegłym roku zastopował go w końcowej fazie emocjonującej batalii.

Lennox zauważa jednak różnicę między swoją porażką, a tą, którą poniósł "King Kong". Lewis miał zapłacić za prosty błąd w obronie, zaś nokaut na Ortizie jest w opinii legendarnego mistrza dużo bardziej szkodliwy mentalnie i fizycznie.

- Widzieliśmy drugą rundę walki Ortiza z Hammerem. Obaj się złapali, a Ortiz był też wstrząśnięty. Jeśli łatwo jest cię podłączyć, to nic nie poradzisz. Bo co masz zrobić? Nosić kask? Najlepszą rzeczą jest wtedy poruszanie się po ringu połączone z zadawaniem ciosów. Ortiz w tamtej walce wyglądał na kogoś, kogo łatwo jest podłączyć. W walce z Wilderem stawiam więc na punchera - mówił Lennox.

Reklama

- Ortiz robi trudne rzeczy jak na swój wiek. Spójrzmy na siódmą rundę walki z Wilderem. Zranił Deontaya, ale nie wykończył go. Deontay go zranił i skończył. W pewnym wieku nie radzisz sobie z przyjmowaniem ciosów tak jak w młodości. Musi uważać na prawą rękę Wildera, chronić szczękę. Jednak on idzie do walki z nastawieniem, że za pierwszym razem nie był w pełni gotowy, a teraz trenował ciężej, więcej, wie co ma zrobić. Wilder w tej siódmej rundzie pokazał, że jest mistrzem, wojownikiem. On jest tam, w ringu, aby wygrać. Emanuje tam wielką pewnością siebie. Ortiz bierze tę walkę, bo czuje, że jest lepszym bokserem i drugi raz nie może dać się znokautować. To dla niego kolejna okazja - dodał Brytyjczyk.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje