Reklama

Reklama

Boks. Lennox Lewis wspomina największe walki, także z Gołotą

Wielki Lennox Lewis (41-2-1, 32 KO) na łamach "The Ring" wspomina swoje największe walki i zwycięstwa. Nie mogło więc zabraknąć również wątku Andrzeja Gołoty.

Anglik zdemolował polskiego pięściarza w październiku 1997 roku w zaledwie 95 sekund. Stawką był pas mistrza świata WBC wagi ciężkiej.

Reklama

"Wychodziłem do ringu z bólem brzucha, a Gołota jeszcze wkurzył mnie dodatkowo, gdy tak głupkowato się na mnie patrzył" - wspomina brytyjski mistrz.

Więcej szczegółów poniżej, gdzie Lewis opisuje kulisy swoich największych pojedynków:

Runda 1: Donovan "Razor" Ruddock (TKO 2)

Trenowaliśmy wspólnie przed igrzyskami olimpijskimi w Seulu w 1988 roku. On był już wtedy liczącym się zawodowcem. Toczyliśmy znakomite batalie podczas tych sparingów. Kilka lat później przyleciał do mnie na walkę i mówił: "Wciąż mam twoją krew na butach". Potem była wojna na słowa, a na końcu dopadłem go w ringu.

Runda 2: Frank Bruno (TKO 7)

Walka odbył się na stadionie i było tak zimno, że musieli nas owinąć kocami. Byłem pewien oglądając jego walki, że spokojnie obejdę jego lewy prosty, ale w pierwszych rundach ten jab sprawiał mi duże problemy. Potem zraniłem go lewym sierpowym, którym nawet nie celowałem. Po prostu wyprowadziłem cios, a on mi na niego wpadł.

Runda 3: Lionel Butler (TKO 5)

To była moja pierwsza walka razem z Emanuelem Stewardem. Co ciekawe mój poprzedni trener, Pepe Correa, stanął w narożniku mojego rywala. I krzyczał przed walką "Znokautujemy go". Tuż po starcie wiedziałem już, że to ja znokautuję jego.

Runda 4: Ray Mercer (PKT 10)

Przechodziłem przez piekło z kilku powodów. Przede wszystkim noc przed walką zmniejszono ring do najmniejszych przepisowych rozmiarów. Za każdym razem, gdy on atakował, a ja biłem lewym prostym, robiąc przy tym krok w tył, od razu miałem na plecach liny. Poza tym Mercer przyjął dobrą taktykę i za każdym razem po swoich ciosach łapał mnie i lekko dusił. To był trudny test, udowodniłem jednak, że mam serce do walki. Wymienialiśmy mocne ciosy i zdałem egzamin.

Runda 5: Oliver McCall II (TKO 5)

Byłem przygotowany na wszystko, bardzo chciałem tego rewanżu, lecz on w pewnym momencie załamał się i zaczął płakać. W narożniku trener Steward mówi: "Co ty robisz? Zabieraj się za niego". Ja mu na to: "Manny, ale on płacze". Usłyszałem od niego: "Co do diabła, to bij go jeszcze mocniej". On był jednym z dwóch rywali, którzy ze mną wygrali. Gdy byłem w szczytowej formie, wygrałbym z nim dziesięć razy na dziesięć walk. Ale to dzięki niemu stałem się wielki, bo gdybym z nim nie przegrał, nigdy nie zrobiłbym pewnych rzeczy i dowiedziałbym się, jak mogę być dobry.

Runda 6: Andrzej Gołota (KO 1)

Mama zawsze gotowała dla mnie tuż przed walką. Wiedziała, że lubię szkocką paprykę. Aż tu nagle przed pojedynkiem zaczyna boleć mnie brzuch. Okazało się, że nie dostała tej papryki co zawsze i kupiła inną. Wychodziłem do ringu z bólem brzucha, a Gołota jeszcze wkurzył mnie dodatkowo, gdy tak głupkowato się na mnie patrzył. Nie miałem tego dnia nastroju na takie rzeczy. Ludzie widzieli walkę, ale nie znali dotąd tej historii.

Runda 7: Shannon Briggs (TKO 5)

Briggs robił wokół siebie w Nowym Jorku dużo hałasu, głosząc wszystkim, że będzie nowym mistrzem świata wagi ciężkiej. Obiecywał mi nokaut. Jego najlepszymi ciosami był lewy prosty i szybki lewy sierp. Miał naprawdę szybkie ręce. Kiedy jednak przyzwyczaiłem się do tego i rozwiązałem ten problem, Briggs był już dla mnie historią. Choć pokazał sporo serca w tej walce.

Runda 8: Evander Holyfield (Remis po 12 rundach)

Pobiłem go, ale nikt w Ameryce nie chciał dać mi wtedy zwycięstwa w walce o absolutną dominację w wadze ciężkiej. Pojedynek odbył się w Nowym Jorku, ale na trybunach przeważali brytyjscy kibice. To było przygnębiające, że oni przebyli taką drogę, a sędziowie orzekli remis. Holyfield wiedział, że przegrał, ale do dziś powtarza, że to była równa walka i skoro sędziowie dali remis, to tak było. (śmiech)

Runda 9: Evander Holyfield II (PKT 12)

Zrobiłem to już raz, a teraz oni chcieli, bym zrobił to po raz drugi. Holyfield przekonał się, jak bardzo jestem groźny, i na rewanż był bardzo dobrze przygotowany. Stoczył lepszą walkę niż za pierwszym razem, ale przegrał, bo dobry duży facet zawsze pokona dobrego mniejszego.

Runda 10: Hasim Rahman II (KO 4)

Śmiało mogę powiedzieć, że to była moja najlepsza walka w karierze. A to dlatego, że tak bardzo pragnąłem zemsty i rewanżu, że skupiłem się tylko na nim. Bardzo chciałem tej walki, ale musiałem go zmusić sądownie do rewanżu. Sędzia spytał go wprost: "Czy podpisałeś klauzulę rewanżu", on odpowiedział, że tak. Wtedy sędzia oznajmił mu: "W takim razie musisz znów z nim walczyć". Pojedynek poszedł zgodnie z planem, a nokaut był wspaniały. Miesiąc później były święta. I to były dla mnie wspaniałe święta.

Runda 11: Mike Tyson (KO 8)

Walka poszła zgodnie ze scenariuszem, jaki zakładałem. Tyson zawsze był groźny, lecz Emanuel Steward powtarzał mi, że wbrew pozorom to może być dla mnie jedna z łatwiejszych potyczek. On wiedział, że Tyson nie jest już tym samym zawodnikiem i chciał nawet, żebym znokautował go wcześniej. Nie chciałem jednak ryzykować, bo miałem przecież na to dwanaście rund i starczy mi czasu. Mój trener chciał szybszego nokautu, ja natomiast wolałem to rozegrać nieco dłużej.

Runda 12: Witalij Kliczko (TKO 6)

Nie byłem w najwyższej formie. Miałem walczyć z Kirkiem Johnsonem, ale ten złapał niedługo przed galą kontuzję. Mój trener i telewizja HBO naciskali mnie, by utrzymać datę. Byłem mistrzem świata i walczyłem na dystansie dwunastu rund. Nieważne więc, że po sześciu na punkty prowadził Kliczko. Podczas walki wiele rzeczy się zmienia. On już mocno krwawił, a rozcięcia powstały po prawidłowych ciosach.

- Chciałem odejść jako mistrz. Wyciągnąłem nauczkę z historii innych wielkich. Mówiłem zawsze, że moim idolem był Muhammad Ali. Nie zapomnę jednak pytań kibiców, czy moim zdaniem on nie walczył za długo? Tak było i utkwiło mi to bardzo w pamięci - mówi Lewis, zastanawiając się jeszcze przez moment nad rywalami i walkami, które nie doszły do skutku.

Michael Moorer: Był dobry. Boksował z odwrotnej pozycji, więc mało kto chciał z nim boksować. W pewnym momencie było blisko naszego pojedynku. Moorer był na mnie za mały i nie ruszał się tak dobrze jak ja.

Ike Ibeabuchi: To byłby dobry rywal. Był twardy i wytrzymały. Zdeklasowałbym go i wypunktował.

Chris Byrd: Kiedyś przyszedł na moją konferencję prasową i krzyczał, że chce ze mną walczyć. Odpowiedziałem mu tylko, że jestem lwem, a on ptaszkiem. Podobnie jak Moorer, był po prostu na mnie za mały

Riddick Bowe: Znokautowałbym go i on dobrze o tym wiedział. On nie był wystarczająco skoncentrowany na boksie. Zresztą każdy, kto ma w sypialni lodówkę, ma poważne problemy.

Władymir Kliczko: Jego problem polegał na tym, że w każdej walce robił to samo. I bił w ten sam sposób. Brakowało w jego akcjach różnorodności.

Dowiedz się więcej na temat: Andrzej Gołota | Lennox Lewis | boks

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje