Reklama

Reklama

Boks. Krzysztof "Diablo" Włodarczyk mocno o zachowaniu i karierze Artura Szpilki

Relacje pięściarzy Krzysztofa Włodarczyka z Arturem Szpilką od dawna są dalekie nawet od koleżeńskich i obaj sportowcy co jakiś czas dają temu wyraz w przestrzeni publicznej. Tym razem to "Diablo" w mocnych słowach odniósł się do ewentualnej potyczki ze "Szpilą", ostro oceniając zachowanie, a w następstwie bolesnej porażki zawodnika z tej samej grupy promotorskiej.

Był czas, gdy Szpilka niemal w każdym wywiadzie, gdy padało pytanie o Włodarczyka, celowo przeinaczał jego ringowy pseudonim i zwracał się per "Diablica". Były mistrz świata w kategorii junior ciężkiej też nie pozostawał dłużny i mówił głośno o potrzebie pojedynku. Wtedy "Szpila" kontrował go mówiąc, że za słowami nie idą w parze czyny i Włodarczyk w gruncie rzeczy boi się wejść z nim do ringu. Swego czasu głośno było także o rękoczynie, do którego doszło przed salą treningową grupy KnockOut Promotions, gdzie Szpilka miał niepostrzeżenie zaatakować swojego adwersarza. "Diablo" mówił, że został uderzony z "partyzanta", gdy niczego się nie spodziewał.

Reklama

To wydarzenie to już historia, ale temperatura niechęci obu zawodników zdaje się nie spadać. W ostatnim wywiadzie przed kamerą TVP Sport, w którym Włodarczyk odpowiadał na pytania, nadesłane redakcji przez kibiców boksu, został oczywiście poruszony temat walki ze Szpilką.

- Jeśli będzie konkretna propozycja, to ubieramy się w strój i boksujemy. Nie szukam w tej walce pieniędzy, druga strona chce jak najwięcej wydusić z tej cytrynki. Mam z czego żyć i nawet jakbym dzisiaj zakończył karierę, to sobie spokojnie dam radę - powiedział "Diablo", ale to nie był koniec wypowiedzi w tym wątku. Następnie odniósł się do sytuacji, w jakiej po porażkach, w tym tej najświeższej przez ciężki nokaut w Londynie, znalazł się Szpilka.

- Każdej jednostki ludzkiej mi żal, gdy coś się źle dzieje. Tyle lat minęło, tyle słów zostało rzuconych... Dopada go karma. Pamiętajcie o tym, prędzej czy później to co ma cię dopaść, po prostu cię dopadnie. Brak pokory, brak szacunku do ludzi, brak pokory do promotora... Andrzej Wasilewski wyciągnął go z pewnego bagna na powierzchnię wody. Nie wiadomo, gdzie by dzisiaj był. Może by siedział? Może tułałby się po ulicy? Powinien podejść do Wasilewskiego, ukłonić się w pas i powiedzieć: przepraszam panie Andrzeju za krzywdy, które wyrządziłem - twierdzi 37-letni Włodarczyk.

Kilka dni temu Szpilka ogłosił, że nie ma mowy o zakończeniu kariery i wraca na ring.

Art

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje