Reklama

Reklama

Boks. Kosedowski: Jestem fanem talentu Masternaka, kibicuję też Durkaczowi i Polskiemu

- Jestem fanem talentu Mateusza Masternaka, ale kibicuję też pozostałym naszym bokserom, jak Damian Durkacz, Mateusz Polski i inni - powiedział brązowy medalista olimpijski z Moskwy oraz były wicemistrz Europy Krzysztof Kosedowski.

Europejskie kwalifikacje do igrzysk w Tokio rozpoczęły się dopiero w marcu, ale turniej w Londynie potrwał tylko trzy dni, a powodem był rozprzestrzeniający się koronawirus. Z grupy polskich pięściarzy zwycięstwa odnieśli Damian Durkacz (63 kg, walkowerem) i Mateusz Masternak (91 kg), a pierwszej walki nie stoczył tylko Adam Kulik (+91 kg).

- Pamiętam doskonale Mateusza Masternaka z czasów, kiedy przyjeżdżał z Wrocławia do Warszawy na treningi z Andrzejem Gmitrukiem. Jestem fanem tego pięściarza. Bardzo chciałbym, aby i on, i pozostali nasi reprezentanci dostali się na igrzyska. Wiem, że każdemu to się nie uda, ale może chociaż jeden-dwóch. Kibicuję także Damianowi Durkaczowi, Mateuszowi Polskiemu i innym - przyznał czterokrotny indywidualny mistrz Polski.

Reklama

Z powodu koronawirusa igrzyska w Tokio zostały przesunięte i rozpoczną się 23 lipca 2021 roku.

- Wirusolodzy z różnych krajów wypowiadają się, że być może i ten termin nie będzie realny ze względu na ogólnoświatową sytuację. Rywalizacja olimpijska dopiero w 2022 roku to bardzo zła data zwłaszcza dla Masternaka, który miałby wtedy 34 lata. Dla niego każdy tydzień, każdy miesiąc nie jest na plus, a co dopiero długie dwa lata. Ale mimo wszystko wierzę, że sobie poradzi w japońskiej stolicy - stwierdził Kosedowski, który na igrzyskach w Moskwie pokonał trzech rywali, a do półfinału z Kubańczykiem Adolfo Hortą nie został dopuszczony przez komisję lekarską.

Były zawodnik Wisły Tczew, Stoczniowca Gdańsk i Legii Warszawa przyznał, że ma ogromny szacunek dla Masternaka (91 kg), byłego zawodowego mistrza Europy, który w wieku 32 lat zdecydował się wrócić do boksu olimpijskiego.

- W jego boksie jest mnóstwo mądrości, przewidywania, wyrachowania, bezwzględności i życiowego doświadczenia. On wie, co ma robić w ringu. Inna sprawa, że się boję o kolejne przełożenie igrzysk. To byłoby z wielką stratą dla Masternaka - dodał.

Kosedowski zwrócił uwagę także na uznawanego za duży talent 21-letniego Durkacza oraz utytułowanego 27-letniego Polskiego, brązowego medalistę Igrzysk Europejskich 2015 i mistrzostw Europy 2017. Do niedawna jeszcze rywalizowali o miejsce w kadrze w wadze 64 kg, ale po zmianie limitów Durkacz występuje w kategorii 63 kg, a Polski w 69 kg. W jednej wadze na igrzyska może pojechać tylko jeden bokser z danego kraju.

- Niestety, biednemu zawsze wiatr w oczy. Wielka szkoda, że mając tak niewielką grupę pięściarzy gotowych na międzynarodowe walki, musimy decydować się na zmianę kategorii przez jednego z nich. Ale takie są regulaminy bokserskie. Z jednej strony jest Durkacz, odważny, fajny i sprytny chłopak, który ma niekonwencjonalny styl i smykałkę do pięściarstwa, bawiący się tym sportem, a z drugiej bardzo doświadczony, zdolny i pracowity Polski. Mam nadzieję, że obaj wywalczą olimpijski awans - powiedział srebrny medalista ME w 1981 roku w Tampere.

Polski boks czeka na olimpijski medal od 28 lat., tj. od igrzysk w Barcelonie, gdzie brąz wywalczył Wojciech Bartnik.

- Od lat o tym mówi się, ale to prawda - w boksie trzeba być dobrze przygotowanym, ale i mieć szczęście, najpierw w losowaniu. Bo jeśli trafi się na kogoś z faworytów, to i świetna dyspozycja może nie pomóc. Nie ma znaczenia, czy pojechałoby na olimpiadę jeden, dwóch, trzech czy czterech naszych pięściarzy. Każdy z nich musi mieć to szczęście przy sobie - uważa Kosedowski, jeden z pięciu polskich medalistów IO w 1980 roku. Po srebro sięgnął Paweł Skrzecz (81 kg), a po brąz Kosedowski (57 kg), Kazimierz Adach (60 kg), Kazimierz Szczerba (67 kg) i Jerzy Rybicki (75 kg), mistrz olimpijski z Montrealu.

Pracujący jako trener Kosedowski w tym roku (12 grudnia) skończy 60 lat. Sylwetki i zdrowia mogłoby mu pozazdrościć wielu młodszych ludzi.

- W czasie pandemii koronawirusa nie prowadzę zajęć bokserskich, ale od zawsze dbam o siebie, biegając kilka razy w tygodniu. Moim sąsiadem i przyjacielem jest Jan Marchewka, były mistrz i wicemistrz Polski na 10 000 m, dlatego mam fachową pomoc szkoleniową. W poprzednich tygodniach biegałem po chodnikach ulic, mijali mnie policjanci i strażnicy miejscy, ale nikt nie zatrzymywał do żadnej kontroli. A teraz mogę już biegać po Parku Skaryszewskim - zakończył.

Radosław Gielo

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama