Reklama

Reklama

Boks. Kapitalny finał turnieju, niepokonany Naoya Inoue podwójnym mistrzem świata

Japończyk Naoya Inoue (19-0, 16 KO) wciąż jest niepokonany! W stojącym na kapitalnym poziomie finale turnieju World Boxing Super Series pokonał jednogłośnie na punkty niegdyś uważanego przez wielu za najlepszego pięściarza bez podziału na kategorie wagowe Filipińczyka Nonito Donaire’a (40-6, 26 KO) i od teraz jest posiadaczem mistrzowskich pasów IBF i WBA w kategorii koguciej. Poza wielkimi pieniędzmi dodatkowo otrzymał okazały puchar im. Muhammada Alego, a starcie pretenduje do miana "pojedynku roku".

Pojedynek wieczoru w japońskiej Super Arenie w mieście Saitama odbył się o nietypowej dla nas porze, bo pierwszy gong rozbrzmiał krótko po godzinie 13.30 czasu polskiego.

Reklama

Zakontraktowana na 12 rund walka zaczęła się efektownie od pierwszej odsłony. Po kilku ciosach Inouego na korpus, na półmetku starcia pięściarze przystąpili do mocniejszego ostrzału, w którym dużo celniejszy i ostrzejszy był Japończyk. Młodszy o dekadę gwiazdor raz za razem karcił rywala ciosami sierpowymi.

Jeśli ktoś uwierzył w szybkie rozstrzygnięcie pojedynku, to był w grubym błędzie. W drugiej rundzie Donaire podkręcił tempo, zaczął spychać przeciwnika do lin i strzelał mocnymi ciosami. Efekt na przeciwniku zrobił zwłaszcza prawy sierpowy, po którym głowa Inouego aż odskoczyła. Filipińczyk poszedł za ciosem i sprawił, że nad prawym okiem Japończyka pojawiło się rozcięcie.

W trzeciej rundzie energicznie i mocno bity lewy prosty Japończyka, którym już przewracał wielu innych bokserów, przynosił efekt. Donaire miał większy problem z przedarciem się do półdystansu, ale gdy pięściarze tylko znaleźli się w bliskim kontakcie, od razu sypały się iskry.

Z ofensywą Donaire’a przeciwnik miał kłopot, ale gdy tylko miał okazję, bardzo szybko składał kombinację celnych i karcących ciosów. Można było odnieść wrażenie, że tempo walki nieco męczy Filipińczyka, podczas gdy "Potwór" z Kraju Kwitnącej Wiśni łapał coraz więcej luzu, swobody i coraz skuteczniej, poprzez wyczuwanie dystansu, unikał uderzeń.

Piąta runda znów bardziej się wyrównała, ale tylko do czasu, gdy Inoue potężnym prawym na szczękę napoczął Donaire’a. Od razu spostrzegł, że rywal jest naruszony i przystąpił do ofensywy, wyprowadzając kolejne bardzo mocne ciosy. W przetrwaniu rutyniarzowi pomógł gong, który zakończył rundę, gdy już tylko instynktownie walczył o przetrzymanie tej nawałnicy.

Krótka przerwa między rundami wystarczyła, by Donaire wrócił do gry, a widząc to Inoue nie rzucił się do szalonego ataku. Filipińczyk w myśl zasady, że najlepszą obroną jest atak, twardo stał na środku ringu i szukał otwartej walki, co sprawiało, że starcie na szczycie cały czas obfitowało w gigantyczne emocje.

Mimo problemów, Donaire udowadniał, że wciąż jest zawodnikiem najwyższej klasy. W siódmej rundzie, gdy Inoue nieco ściągnął nogę z gazu, oglądaliśmy kilka ataków 36-latka, mimo upływu czasu mającego potężny atut w rękawicy, czyli nokautujące pięści. Widać było, że Japończyk, który parokrotnie na przestrzeni walki przyjął soczysty cios, miał respekt do siły przeciwnika.

Z mocno naruszonego prawego oka Inouego struga krwi popłynęła w 8. rundzie, gdy Donaire wstrzelił się kolejnymi uderzeniami, a zwłaszcza mocnym prawym krzyżowym. Cutman w jego narożniku miał co robić, bowiem rozcięcie na powiece było dość głębokie.

A Donaire łapał coraz większy wiatr w żagle i w dziewiątej rundzie trafił Japończyka takim prawym sierpowym, po którym przeciwnik wyraźnie zatańczył, ale w sekundzie sklinczował. Donaire na tyle był świadomy, że balansem i nogami przetrwał bardzo poważny kryzys.

O włos od zakończenia walki było w 10. rundzie po tym, jak w ostatnich sekundach Inoue wyprowadził piekielny prawy sierp, który spadł na głowę rywala. Donaire mocno odczuł to uderzenie, ale w sobie znany sposób ustał na nogach i pojedynek wkroczył w dwie rundy mistrzowskie.

Początek przedostatniej odsłony przypominał ostrzeliwanie ze strony młodszego mistrza i po nieco ponad minucie byliśmy świadkami pierwszego liczenia, po lewym haku na wątrobę, który zadziałał z opóźnionym zapłonem. Donaire z grymasem bólu klęczał do ostatniej sekundy, ale zgłosił gotowość do kontynuowania pojedynku. Wtedy Inoue przystąpił do prawdziwej egzekucji. Donaire jeszcze próbował się odgryzać, lecz bez przerwy przyjmował ciosy z obu rąk, bite w różnych płaszczyznach, na głowę i na tułów. Publiczność na stojąco nagrodziła zawodników za ten pokaz boksu.

W ostatniej rundzie Donaire, w zupełnie nieprawdopodobny sposób, po raz kolejny w tym boju wrócił do żywych i boksował z młokosem cios za cios. Inoue jednak już miał świadomość wygranej na punkty, dlatego nie podejmował zbędnego ryzyka. W końcówce Donaire jeszcze podkręcił tempo, rzucił mocnymi sierpami i wtedy rozbrzmiał gong. Pięściarze rzucili się sobie w ramiona, by podziękować za tak efektowne starcie, które było najlepszą reklamą boksu w mistrzowskim wydaniu.

Sędziowie, zgodnie z przypuszczeniami, wypunktowali jednogłośne zwycięstwo 26-letniego Inouego w stosunku 116:111, 117:109 i 114:113.

AG

Dowiedz się więcej na temat: Naova Inoue | Naoya Inoue | Nonito Donaire

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje