Reklama

Reklama

Boks. Fury pokonał Wildera. "Król wrócił na swoje miejsce"

- Król wrócił na swoje miejsce, na tron mistrza - powiedział Tyson Fury (30-0-1, 21 KO) po spektakularnym zwycięstwie nad Deontayem Wilderem (42-1-1, 41 KO) w Las Vegas.

Brytyjczyk wygrał z niepokonanym dotąd Amerykaninem przez techniczny nokaut w siódmej rundzie po tym, jak "narożnik" Wildera poprosił sędziego o przerwanie walki.

Fury dominował przez całą walkę i dwukrotnie posłał rywala na deski, odbierając mu pas mistrza świata wagi ciężkiej federacji WBC.

- Słowa uznania dla Wildera. Stracił pas, ale pokazał serce mistrza. To prawdziwy wojownik i jeszcze wróci. Będzie mistrzem świata, tylko nie teraz - mówił zaraz po walce Fury.

Kilka lat temu po zdetronizowaniu Władymira Kliczki Anglik pozbierał pasy WBA/WBO/IBF. Dziś rano, obijając Wildera i stopując go w siódmej rundzie, dorzucił do swojej kolekcji jedyny brakujący mu jeszcze pas, ten w wersji WBC.

Reklama

- Dziś lepszy był Fury i to on wygrał, takie rzeczy się zdarzają. Chciałbym jednak, żeby narożnik dał mi więcej czasu i pozwolił dalej boksować. Jestem wojownikiem i tak też walczę. Nie szukam wymówek, wrócę silniejszy - stwierdził z kolei porozbijany Wilder.

Tymczasem Fury po walce odśpiewał w ringu "American Pie".

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje