Reklama

Reklama

Boks. Danny Williams w końcu kończy karierę po kolejnym nokaucie

W końcu. Niegdyś bardzo groźny i twardy puncher, który mógł zagrozić prawie każdemu. Od kilku lat - przepraszamy za określenie, wrak zawodnika. Ale na szczęście po kolejnej porażce Danny Williams (54-29, 41 KO) nareszcie zdecydował się zawiesić rękawice na kołku!

Kilka tygodni temu "Brixton Bomber" obchodził 47. urodziny. Ale już nawet nie sam wiek był problemem, tylko rozbicie i nie trzymanie ciosu, co kiedyś było mocną stroną Anglika. Bił bardzo mocno, a potrafił przyjąć. Niestety liczne wojny i ciężkie ciosy zrobiły spustoszenie w jego organizmie i błędnik nawalał ostatnio nawet przy stosunkowo lekkich ciosach przeciwników. W piątek Siergiej Charitonow ranił go lewym prostym. Przeciągał wyraźnie egzekucję, a i tak pojedynek skończył się już w drugiej rundzie. Młody kibic patrząc na sam rekord i ostatnie starty mógłby bardzo się pomylić...

Reklama

O Williamsie głośniej zrobiło się dwie dekady temu, gdy boksując jedną ręką praktycznie od początku walki, z poważną kontuzją barku, nagle wystrzelił lewym sierpem i zastopował Marka Pottera. Potem zdemolował w pół minuty niepokonanego Kali Meehana i wziął rewanż na Julusie Francisie za jedyną porażkę w karierze. Później bywało różnie, aż w lipcu 2004 roku Danny sensacyjnie znokautował murowanego faworyta, Mike'a Tysona. To dało Brytyjczykowi mistrzowską szansę. Witalij Kliczko (TKO 8) okazał się już jednak mostem za daleko. Williams nie składał broni. Na przełomie roku 2005 i 2006 zadał pierwsze porażki mistrzowi olimpijskiemu Audleyowi Harrisonowi oraz twardemu Mattowi Skeltonowi.

Pod koniec 2008 roku doznał za to niespodziewanej porażki z Albertem Sosnowskim (TKO 8), co z kolei otworzyło naszemu "Dragonowi" furtkę do wielkich walk. Potem były porażki z coraz słabszymi przeciwnikami, czy to mało znanymi debiutantami, czy takimi "asami" jak Tomas Mrazek (8-45-6) czy Werner Kreiskott (12-19-1).

Danny potwierdził, że jeszcze chwilę po walce z Charitonowem był mocno oszołomiony, pomimo iż Rosjanin naprawdę go oszczędzał. Anglik w obawie o własne zdrowie podjął w końcu decyzję, do której był tak naprawdę namawiany przez dziennikarzy i kolegów po fachu od dekady. W tym okresie "czasówki" nad byłym challengerem notowali również Polacy - Marcin Rekowski i Andrzej Wawrzyk. Williams tłumaczył się jednak, że musi zarabiać, dopóki córki nie skończą studiów. Ale przyznał też, że od 2008 roku, gdy przegrał z Sosnowskim, był już tak naprawdę skończonym zawodnikiem w poważnym boksie.

Charyzmatyczny Dave Allen, dobijający się do szerokiej czołówki wagi ciężkiej, był tak poruszony kolejnymi porażkami Williamsa, że ostatnio zaoferował mu nawet, iż będzie oddawał część swoich wypłat za walki, byleby tylko utrzymać Danny'ego z daleka od ringu. Na szczęście Williams sam się zreflektował...

Dowiedz się więcej na temat: Danny Williams

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama