Reklama

Reklama

Boks. Artur Szpilka powołuje się na słowa Mike'a Tysona

Od skandalu, z udziałem Artura Szpilki i kibica, przez niektórych nazywanego hejterem, a zaproszonego na galę w Pionkach w charakterze gościa honorowego, minęło kilka dni, ale sprawa wciąż wyzwala wielkie emocje. Sam "Szpila" prowadzi własną ofensywę, a swoją postawę legitymizuje m.in. słowami... Mike'a Tysona.

Przypomnijmy, że na gali Tymex Boxing Promotion w Pionkach doszło do karygodnych wydarzeń, które nigdy nie powinny mieć miejsca.

Reklama

Zawodowy sportowiec, były pretendent do tytułu mistrza świata Artur Szpilka splunął w twarz kibicowi boksu, który wyrósł na Twitterze na eksperta, choć kilkukrotnie istotnie kroczył w swoich komentarzach po cienkiej linii. Inni też twierdzą, że mógł go pomylić z zupełnie innym adwersarzem, który prowadzi typową hejterską aktywność na Facebooku.

Nie sposób jednak obronić zachowania Szpilki, który po raz kolejny przekroczył, zdawać by się mogło, nieprzekraczalną granicę.

Inna sprawa to fakt, że użytkownikowi Twittera "Ajtujowi Szmince" nie powinien spaść włos z głowy z podstawowego powodu. To on, jako pomysłodawca walki Marcina Siwego z Kamilem Bodziochem, został zaproszony na galę w charakterze gościa honorowego. I to właśnie on w ringu miał nagrodzić zwycięzcę specjalnie ufundowanym przez kibiców na tę okazję pasem.

Promotor gali Mariusz Grabowski publicznie dał słowo, że młody chłopak będzie miał wokół siebie ochroniarzy i nic mu nie grozi. Późniejsze wypowiedzi, już po gali, niespójne w przekazie, zaczęły nawet poddawać w wątpliwość intencje organizatora. Fakty są bowiem takie, że chłopak został przez Szpilkę upokorzony splunięciem i zamiast fety po walce Siwy - Bodzioch, wcześniej salwował się ucieczką z hali, niepewny, co jeszcze może mu grozić.

Dowiedz się więcej na temat: Artur Szpilka | Mike Tyson

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje