Reklama

Reklama

Boks. Artur Szpilka kończy współpracę z Andrzejem Wasilewskim

To była długa i burzliwa relacja, obfitująca we wzloty oraz bolesne upadki - po dwunastu latach Artur Szpilka kończy współpracę z promotorem Andrzejem Wasilewskim. Stosowny dokument właśnie został podpisany i obliguje pięściarza do stoczenia jeszcze jednej walki w "starych" barwach.

Już wiele tygodni temu stanęło na tym, że 31-letni pięściarz z Wieliczki "uwolni" się od kontraktu z największą w Polsce stajnią boksu zawodowego.

Szpilka mówił o tym między innymi w rozmowie z Interią (więcej TUTAJ!), w której obszernie opowiadał, jak wyobraża sobie dalsze prowadzenie kariery już w nowych realiach. I wcale nie wykluczył, że nadal będzie przyjmował oferty od Wasilewskiego, ale już na innych warunkach. Znacznie korzystniejszych finansowo dla siebie.

Reklama

Umowa o zakończeniu współpracy ma jednak jeden, kluczowy zapis. Otóż zakłada ona, że zawodnik będzie musiał stoczyć jeszcze jeden pojedynek w barwach grupy KnockOut Promotions. Czy będzie to potyczka z Ukraińcem Siergiejem Radczenką? Czas pokaże. Najpierw Polak musi pozbierać się po problemach zdrowotnych, które na razie nie pozwalają mu wrócić na ring.

Szpilka reprezentował KnockOut Promotions (później był współpromowany przez amerykańską stajnię Warriors Boxing), od początku swojej kariery zawodowej. Ta rozpoczęła się w październiku 2008 roku i walki na gali w Zabrzu.

Pięściarz już zareagował wpisem na rozstanie - oto, co napisał!

Niedługo potem pięściarz trafił za kratki, a gdy wrócił, był już pięściarzem kategorii ciężkiej. W niej doszedł do hitowego starcia z Deontayem Wilderem, ale w boju o pas mistrza świata federacji WBC został brutalnie znokautowany. Choć, warto podkreślić, że do momentu KO w 9. rundzie prezentował się bardzo korzystnie.

"Dziękuję Andrzejowi Wasilewskiemu za dekadę wspólnych emocji, zwariowanych chwil, czasami nerwów... Ale dziś jak powiedział, tak zrobił. Została mi jedna walka dla KnockOut Promotions i jestem wolnym zawodnikiem. Trzy nazwiska w grze" - napisał sportowiec rodem z Wieliczki pod zdjęciem.

Dziś "Szpila" musi radzić sobie z kolejnym, ale bardzo poważnym problemem wizerunkowym. Kilka dni temu, podczas gali w Pionkach, posunął się do dwukrotnego oplucia młodego chłopaka, którego uważa za swojego hejtera.

AG

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje