Reklama

Reklama

Boks. Andy Ruiz Jr lepszy od Chrisa Arreoli

Andy Ruiz Jr pokonał na punkty Chrisa Arreolę podczas gali w Carson. Walka pełna była zwrotów akcji.

"Niszczyciel" wszedł do ringu spięty, mocno zdenerwowany, ale gdy tylko zabrzmiał gong, stres już z niego zszedł i zaczął robić swoje. W połowie pierwszej rundy wyprowadził kombinację trzech ciosów. Dwa pierwsze chybiły, ale trzeci doszedł celu. Za moment poprawił też prawym sierpowym i wygrał pewnie 10:9 pierwszy odcinek. Arreola cofał się, wydawało się, że jest bezradny, tymczasem pod koniec pierwszej minuty drugiej rundy huknął prawą ręką i posłał "Niszczyciela" na deski! Były mistrz świata szybko jednak poderwał się z desek. Nie był bardzo zraniony i za moment ruszył do odrabiania strat. W końcówce drugiego starcia doszło do spięcia w półdystansie. Obaj trafili i poderwali publiczność zgromadzoną w Dignity Health Sports Park w Carson.

Reklama

Szaleństwo rozpętało się na początku trzeciego starcia. Bomby pruły powietrze i pierwszych 30 sekundach obaj byli podłączeni. Obaj po lewych sierpowych. A tuż przed przerwą kolejne spięcie. Atmosfera tak bardzo się wszystkim udzieliła, że w czwartej rundzie trwała ostra bitka w ringu, ale również na trybunach. Ciekawie było tu i tu... Atmosfera robiła się coraz gęstsza.

Arreola bardzo dobrze zaczął piąte starcie, trafiając prawym krzyżowym. W odpowiedzi Ruiz Jr dwukrotnie trafił lewym sierpowym i ten drugi cios - tuż przed gongiem, chyba zachwiał Amerykaninem. W szóstej rundzie - tym razem po drugiej stronie hali, rozpętała się kolejna bójka. A między linami wciąż wrzało. Przewagę zaczął zyskiwać bijący kombinacjami Ruiz, Arreola jednak wciął polował na mocną kontrę.

W siódmej rundzie Ruiz doskakiwał, bił szybką serią i zmykał. Arreola nie odczuwał tych ciosów, był jednak wolniejszy i nie trafiał swoimi kontrami. W rundzie ósmej najmocniejszy cios - prawy krzyżowy, zadał Arreola, ale wygrał ją raczej aktywniejszy Ruiz Jr. Dziewiąta odsłona to popis Andy'ego. Boksował po mistrzowsku. Chris zbierał wszystko bez zmrużenia oka, ale Ruiz wydawał się nieuchwytnym celem. Tak samo wyglądała pierwsza połowa dziesiątej części, choć w końcówce "Koszmar" trafił dwa razy prawą ręką.

W jedenastej rundzie Arreola borykał się nie tylko z mocno bijącym rywalem, ale również kontuzją lewego barku. Mimo wszystko dzielnie starał się odpowiadać.

Andy ostro wszedł w dwunaste starcie, lecz taki twardziel jak Chris nie kapitulował. Do końca odpowiadał, pomimo iż w drugiej połowie walki był gorszy. Po ostatnim gongu obaj podnieśli ręce w górę na znak zwycięstwa, lecz wydawało się, że więcej zrobił Andy. I tak też widzieli to sędziowie - 117-110 i dwukrotnie 118-109. Za wysoko...



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje