Reklama

Reklama

Boks. Andrzej Gołota wreszcie mógł poczuć wolność w czasie epidemii

Nasz legendarny pięściarz wagi ciężkiej Andrzej Gołota, od lat mieszkający w Chicago, sumiennie stosował się do wszelkich obostrzeń spowodowanych pandemią koronawirusa. Po wielu tygodniach izolacji w końcu mógł coś przekąsić na mieście, za czym już zdążył zatęsknić.

W ringu Gołota walczył z największymi gigantami złotego okresu wagi ciężkiej. Nigdy nie wspiął się na Himalaje wszechwag, ale miał wielki przywilej aż czterokrotnie boksować o pas mistrza świata królewskiej kategorii wagowej.

Przed koronawirusem, rywalem zupełnie innego kalibru, któremu niestraszna jest czysta, fizyczna siła, od początku, jak przystało na świadomego zagrożeń człowieka, czuł respekt. I wraz z żoną Mariolą bardzo rzetelnie starał się podchodzić do obowiązujących w Chicago obostrzeń.

Reklama

Pierwszy z brzegu przykład? Proszę bardzo. W chwili, gdy większość z nas już zdążyła odwiedzić fryzjera, były sportowiec na głowie wciąż nosi bujną czuprynę. Ale zapewne już niedługo.

Pierwszą zaległością, którą "Andrew" postanowił nadrobić, było zjedzenie posiłku poza domem. I bynajmniej nie miejsce było tu największym magnesem, bo ekspięściarz wcale nie udał się do wykwintnej restauracji.

"Zwykłe miejsce, zwykła kanapka, a tyle radości. Pierwsze jedzenie na mieście od 10 tygodni - napisała w mediach społecznościowych Mariola Gołota, małżonka naszego wciąż najpopularniejszego pięściarza na świecie.

I autentycznie, na dołączonym zdjęciu widać 52-letniego Gołotę, stojącego w rękawiczkach, a przed nim stolik, na którym już czeka tacka z jedzeniem i napój. Uśmiech Gołoty tylko potwierdza, jak bardzo musiał być spragniony tego momentu.

Art

Dowiedz się więcej na temat: Andrzej Gołota | Mariola Gołota

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje