Reklama

Reklama

Artur "Waluś" Walczak walczy o życie. Zbigniew Raubo dla Interii: Dzisiaj w Polsce każdy chce się bić, a nikt nie chce boksować

- Ciągle powtarzam: przecież gdyby nie takie zapotrzebowanie, tego by nie było. A ludzie chcą oglądać, są żądni krwi, sensacji i wrażeń, w związku z czym ktoś to pokazuje. Moralnie nie mamy prawa zabraniać, ale czy jest to do końca fair? - mówi w rozmowie z Interią Zbigniew Raubo, były pięściarz, a od lat trener (m.in. kadry narodowej). Wielokrotny mistrz Polski komentuje dramatyczne wydarzenie na gali TOTALbet Punchdown 5, w wyniku którego o życie walczy znany strongman Artur "Waluś" Walczak.

Artur Gac, Interia: Slap fighting, czyli policzkowanie się zawodników, to jeszcze sport, czy już patologia?

Zbigniew Raubo: - Za czasów, gdy ja byłem młody, mieliśmy do wyboru trzy dyscypliny w sportach walki: boks, judo i zapasy. Później, w połowie lat 70., wchodził kick-boxing, a pierwszym mistrzem świata został Piotrek Siegoczyński. Teraz sportów walki jest więcej, bardziej spopularyzowało się karate, mamy MMA. Dzisiaj w Polsce każdy chce się bić, a nikt nie chce boksować. Bo dużo łatwiej po prostu się bić niż pięknie walczyć. Przecież to, co pokazał Usyk w walce z Joshuą, to była perfekcja, dziś dla wielu na świecie nieosiągalna.

Reklama

Jednak żeby coś takiego prezentować, trzeba wejść na najwyższy poziom zaawansowania technicznego. A to są lata ciężkiej pracy.

- Usyka nazywam Pavarottim boksu. I młodzież wie, że dla nich to raczej nieosiągalny poziom. Więc idą na łatwiznę, bo lepiej się byle jak bić i kopać. Oczywiście w MMA też są superpostaci, ale większość zawodników nie prezentuje żadnego wielkiego poziomu w dowolnej sztuce walki, lecz zarabiają tam pieniądze.

A jeśli chodzi o policzkowanie się? I dołóżmy do tego coraz popularniejsze walki na gołe pięści.

- Ciągle powtarzam: przecież gdyby nie takie zapotrzebowanie, to by tego nie było. A ludzie chcą to oglądać, są żądni krwi, sensacji i wrażeń, w związku z czym ktoś to pokazuje. Moralnie nie mamy prawa zabraniać, jeśli ktoś chce to robić, ale czy jest to do końca fair? Wszystko jest fajnie do momentu, gdy nie wydarzy się dramat. Bo gdyby zadał mi pan pytanie przed tym, to bym powiedział, że jak coś się stanie, to wtedy będą się zastanawiali. A teraz to się stało. I wszyscy zaczynamy tym żyć po fakcie, dlatego dzwoni pan do mnie w tym momencie z pytaniem, co o tym sądzę.

Tu zgoda, wszak tego typu pojedynki pozostawały zupełnie poza obszarem mojej świadomości. Ale już w temacie walk na gołe pięści kilkukrotnie wyrażałem swoje zniesmaczenie dla tego typu rywalizacji. Moim zdaniem ktoś, kto organizuje takie "igrzyska", bazuje na najniższych instynktach.

- Ale czy my mamy prawo tym organizatorom tego zabronić? A z drugiej strony przecież nawet Konstytucja mówi o poszanowaniu zdrowia obywatela. Nie chcę tu wyjść na czyjegoś wroga publicznego, ale do tej pory wszyscy się fajnie bawili, a tu stał się dramat. I tego poszkodowanego człowieka teraz trzeba leczyć. Dzisiaj leczy go państwo, ale jeżeli nie był ubezpieczony, to ktoś za to zapłaci. Zawsze będę podkreślał, że w boksie trzeba naprawdę wspiąć się na wielkie wyżyny i wiele poświęcić, żeby coś osiągnąć. Z kolei różne tego typu imprezy ludzie chcą i potrzebują, dlatego się odbywają. Ktoś to wykorzystuje, ale na pewno by tego nie wykorzystywał, jeśli nie byłoby zapotrzebowania. Bo jak ja słyszę, ile jest zgłoszeń na Gromdę... Mówimy o setkach ochotników. Dzisiaj tylu ludzi chce się bić na gołe pięści, bo "może trafię frajera". A do ringu nie wejdzie, bo tam już trzeba bardziej się sprężyć. Temat jest ciężki, bo jest to nie fair i niesportowe, ale robi się widowisko, bo ludzie są żądni krwi i chcą to oglądać. Uczestnicy zarobią jakieś pieniądze, a że dostaną w ryj? Pod knajpami i dyskotekami ludzie też się leją, tylko tam nikt im za to nie płaci i bywa, że niektórzy idą do więzienia.

Niedawno, w krótkim odstępie czasu, mieliśmy dwie walki bokserskie o mistrzostwo świata w wadze ciężkiej. W walce Usyka z Joshuą bardzo dużo było kunsztu ze strony Ukraińca, ale w opinii wielu osób bardziej spektakularne było starcie Fury’ego z Wilderem. W tym drugim pojedynku boksu na najwyższym poziomie było dużo mniej, za to mnóstwo dramaturgii, kilka nokdaunów i zwrotów akcji. To też jest znakiem czasu i być może wskazuje trend, który przewija się w naszej rozmowie.

- Zgadza się. Chcemy dramaturgię to ją mamy, ale jeśli szukamy boksu, to też go otrzymujemy. Ja twierdzę, że takie walki jak Usyka z Joshuą, świat będzie ciągle tak samo oglądał. Przecież o to od zawsze chodziło w boksie, że masz trafić, a nie oberwać. Usyk i Joshua w następnej walce też zapełnią każdy stadion świata. Miliony ludzi na świecie chcą oglądać perfekcję, a pozostałe miliony poszukają sobie innych widowisk. Na wszystko jest miejsce. Ale powtórzę, że gdyby nie chętni do oglądania takich imprez, to odbywałyby się one w podziemiach.

Rozmawiał Artur Gac

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje