Reklama

Reklama

Artur Szpilka tych słów o Wawrzyku nie przemyślał. Parówki, alkohol…

Nie do śmiechu jest pięściarzowi Andrzejowi Wawrzykowi, który wpadł na zakazanej substancji, wykreślił się z walki o mistrzostwo świata i przykleiła się do niego łatka dopingowicza. W osobliwy sposób, podnosząc nieszablonowe argumenty, przyjaciela wziął w obronę Artur Szpilka, który przyleciał do Polski ze Stanów Zjednoczonych, by przedłużyć sobie wizę.

Na lotnisku, mimo później pory, czekali na "Szpilę" dziennikarze branżowych portali bokserskich, którym ubiegłoroczny pretendent do mistrzostwa świata w wadze ciężkiej udzielił długiego wywiadu. Szpilka opowiadał o swoich planach, którymi kilka dni temu w obszernej rozmowie podzielił się także z czytelnikami Interii.

Ponadto zabrał głos na temat swojego potencjalnego rywala Adama Kownackiego, nadziei polskich kibiców Izu Ugonoha, swojego niedoszłego przeciwnika Krzysztofa Zimnocha, ale najciekawiej prawił o perypetiach Andrzeja Wawrzyka. Krakowianin niespełna dwa tygodnie temu został przyłapany na dopingu, przestarzałym sterydzie anabolicznym stanozololu, z czego nie może się pozbierać.

Reklama

Jeśli Wawrzyk chce pozostać w grupie Sferis KnockOut Promotions i nadal trenować pod skrzydłami Fiodora Łapina, musi dowieść, że zabroniona substancja zanieczyściła odżywki, po które sięgał na własną rękę. Innymi słowy Wawrzyk musi udowodnić, że doping znalazł się w jego organizmie nieświadomie. W przeciwnym razie, jeżeli bokser nie uwiarygodni swojej wersji wydarzeń, będzie musiał rozstać się z największą w naszym kraju grupą zawodową i w wieku 29 lat najpewniej zdecyduje się zakończyć karierę.

- Codziennie rozmawiamy. Andrzej to mój najlepszy przyjaciel, znamy się od dziecka. To straszna sytuacja. Ja w to (doping - przyp.) nie wierzę. Naprawdę wam mówię, znam tego człowieka. Musiałby być głupi, żeby wziąć i mi o tym nie powiedzieć - powiedział Szpilka.

Jednak, w tym samym zdaniu, "Szpila" powiedział coś, co podkopuje jego wiarygodność.

- Chociaż, nawet gdyby Andrzej mi powiedział, że wziął, to w życiu bym tego wam nie powiedział. To chyba logiczne, nikt się nie łudzi. Ale tu, w moich oczach, jest szczerość. Znam Andrzeja i wiem, że on tego nie wziął - stwierdził pięściarz z Wieliczki.

Szpilka ubolewa, że pożywkę z dramatu Wawrzyka mają internetowi komentatorzy, zwłaszcza ci najbardziej zapalczywi, którzy nie posiadają żadnych hamulców.

- Wiem, dlaczego tak to przeżywa i jest załamany, bo nagle całe jego życie runęło. Nie dość tego, te ku*** w internecie mają swoje pięć minut popisu i gadają rzeczy niestworzone... Ten internet to jest przekleństwo, bo daje możliwości zwykłym gnidom, które mogą coś powiedzieć pod przykrywką. To taki świat, w którym człowiek słaby psychicznie, może ciężko skończyć. Andrzej sobie poradzi, ale on zawsze patrzy na dzieci, żonę... - zasmucił się przyjaciel.

Po chwili "Szpili" wrócił humor, gdy przypomniał sobie, że Wawrzyk nigdy nie miał obsesji nad zbudowaniem sylwetki Adonisa, w czym niewątpliwie pomaga wspomniany stanozolol, znany też pod nazwą winstrol.

- Byłem z Andrzejem tyle razy na obozach. Gdy walczył bodajże z Denisem Bachtowem (w czerwcu 2012 roku - przyp.), to na śniadanie zjadł paróweczki z keczupem. Andrzej zawsze był zawodnikiem, dla którego boks był odskocznią od rzeczywistości. Nie wierzę, by był taki głupi, aby sięgnąć po winstrol, tym bardziej przed walką o mistrzostwo świata, gdy wiedział, że są testy antydopingowe. Poza tym Jędrek nawet po odżywki nie sięgał regularnie, raz wziął, a później przez tydzień nie brał - podkreślił Szpilka, by na koniec nieopatrznie pokusił się o jeszcze jedną "ciekawostkę", którą z pewnością nie przysłużył się reputacji Wawrzyka. - Gdyby Andrzejowi wyszedł alkohol, to pierwszy bym zapytał: "ile wypiłeś?", bo wiem, że Andrzej to lubi.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama