Reklama

Reklama

Artur Szpilka: To nie moja wina, ja chciałem boksować

Artur Szpilka wciąż jest niepokonany na zawodowym ringu. W sobotę polski bokser wagi ciężkiej wygrał przez techniczny nokaut z Ukraińcem Tarasem Bidenką. Walka wieczoru trwała tylko jedną rundę.

- Przede wszystkim chciałem Was przeprosić - zwrócił się Artur Szpilka w pierwszych słowach po ogłoszeniu werdyktu do kibiców zebranych w hali Podpromie w Rzeszowie. - To nie moja wina, ja chciałem boksować. Rywal ma jakieś kłopoty z kolanem. Mam nadzieję, że jeśli tylko dojdzie do walki z Zimnochem, to pokażę mu, gdzie raki zimują - w swoim stylu odgrażał się "Szpila" w kierunku siedzącego w pierwszym rzędzie innego polskiego boksera.

- Byłem bardzo dobrze przygotowany do tego pojedynku. To co się stało, to jest dramat - mówił Szpilka, który odniósł 14. zwycięstwo na zawodowym ringu. Bidenko nie wyszedł na drugą rundę, sygnalizując kontuzję prawego kolana. Pomimo pomocy lekarza poddał walkę.

Reklama

Szpilka następny pojedynek stoczy prawdopodobnie w czerwcu w Bydgoszczy. Wszystko zależy od tego, czy w sierpniu po raz drugi skrzyżuje rękawice z Mikiem Mollo, którego znokautował na początku lutego w Chicago. Gdyby doszło do kolejnego starcia z Amerykaninem, to czerwcowy rywal "Szpili" na pewno nie byłby z wysokiej półki, bo bokser w krótkim odstępie czasu nie przygotowałby się do dwóch trudnych walk.

W Polsce wszyscy z niecierpliwością oczekują na pojedynek Artura z Krzysztofem Zimnochem. Pierwotnie ta walka miała się odbyć 23 lutego w Ergo Arenie 3 lutego w gdańskiej Ergo Arenie podczas gali, której głównymi bohaterami byli Andrzej Gołota i Przemysław Saleta. Stało się o niej głośno kilka tygodni wcześniej, bo Szpilka i Zimnoch... pobili się na oficjalnej konferencji prasowej. Incydent skutecznie podgrzał atmosferę wokół pojedynku, który ostatecznie nie doszedł jednak do skutku. Na początku lutego Szpilka stoczył bowiem ciężką walkę z Amerykaninem Mikiem Mollo, którego znokautował w 6. rundzie, i jego sztab szkoleniowy nie zgodził się, by zaledwie trzy tygodnie później znów stanął w ringu.

- Jak już mówiłem, chciałbym, aby do tej konfrontacji doszło jak najszybciej. Najpóźniejszy termin to koniec jesieni, początek zimy. Październik to dobry miesiąc, by stoczyć z nim walkę - powiedział Zimnoch redakcji bokser.org.

Zanim jednak do tego dojdzie Zimnoch 18 maja zmierzy się w Legionowie z 48-letnim Oliverem McCallem. "Atomowy Byk" rywalizował wcześniej z jednym polskim pięściarzem - w 2005 roku w czwartej rundzie pokonał przez techniczny nokaut Przemysława Saletę. Półtora roku temu miał zmierzyć się z Mariuszem Wachem, ale nie przeszedł badań lekarskich i w ostatniej chwili potyczka została odwołana.

Jeśli chodzi o Szpilkę, to Zimnoch stara się tonować emocje, które podgrzewa jego rywal. - Wypowiadając się na co dzień nie bluzgam, czy też nie gryzę metalowych rurek. On po prostu gra, robią to sztucznie, nie wiem po co. Zobaczymy, czy on na tym skorzysta - powiedział redakcji bokser.org.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama