Reklama

Reklama

Artur Szpilka kontra Krzysztof Zimnoch? Wrócił temat tego pojedynku

Z reguły "odgrzewany kotlet" nie smakuje najlepiej, ale w tym przypadku może zostać podany nawet jako danie wieczoru. Okazuje się, że trwający od 2013 roku ostry konflikt pomiędzy Arturem Szpilką i Krzysztofem Zimnochem wkrótce ma szansę zostać rozwiązany w ringu. Póki co, wszystko w rękach Zimnocha…


Aby temat, w ciągu kilku najbliższych dni, definitywnie nie spalił na panewce, 33-letni białostoczanin musi w sobotę, na gali w Szczecinie, pokonać w rewanżu Amerykanina Mike’a Mollo. A to, że zadanie będzie piekielnie trudne, wiadomo od czasu pierwszej konfrontacji Polaka z Amerykaninem. W lutym 2016 roku, na ringu w Legionowie, Zimnoch doznał sensacyjnej porażki z rąk Mollo. Nie tyle sam fakt przegranej był druzgocący, co tempo rozstrzygnięcia pojedynku przed czasem, bo weteran z Chicago znokautował naszego pięściarza już w pierwszej rundzie.

Reklama

Gdy do tego dodamy, że 37-letni Mollo od dłuższego czasu jest sportowcem tylko na pół etatu, a zawodowo zajmuje się czyszczeniem zbiorników wodnych na dużych wysokościach, to Zimnoch absolutnie nie może po raz drugi przegrać. Jeśli tak się stanie, spadnie do niższej kategorii pięściarzy wagi ciężkiej i przestanie się liczyć, a wtedy jego starcie ze Szpilką kolosalnie straciłoby na atrakcyjności. W każdym razie "Szpila" mocno zakolegował się z Mollo i przewiduje ponowną, ekspresową wygraną Amerykanina, co tylko podsyca emocje. Podobnie jak aktualne nastawienie wieliczanina, wyrażone w mediach społecznościowych.

"Szczerze, to uważam, że Mollo zrobi mu z d**y jesień średniowiecza. Jeśli tak się nie stanie, to być może dokończę to, co zacząłem" - odparł Szpilka.

Przypomnijmy, że ich ostry konflikt ujrzał światło dzienne na początku stycznia w warszawskim hotelu Marriott. Pierwszoplanowymi postaciami konferencji prasowej byli bohaterowie walki wieczoru, czyli Andrzej Gołota i Przemysław Saleta, ale to Szpilka z Zimnochem skoncentrowali na sobie całą uwagę. W pewnym momencie, gdy stanęli obok siebie, w ruch poszły pięści, choć więcej było zapasów i przepychanek w trakcie trwającego kilkanaście sekund incydentu.

Ten pojedynek wpisałby się w plany Szpilki, który mówi otwarcie, że nadal chce toczyć pojedynki głównie na rynku amerykańskim, ale raz w roku chętnie wystąpi przed polskimi kibicami. Nie ukrywajmy, takie starcie nie miałoby wielkiego (żeby nie powiedzieć: żadnego) waloru sportowego, ale szczera niechęć obu pięściarzy zapewne przełożyłaby się na ogromne zainteresowanie galą, a zatem spore wpływy z biletów i transmisji w systemie pay-per-view. Zawodnicy byliby zadowoleni z gaż, a promotorzy i telewizja z zysków.

Otwarte pozostaje pytanie, kiedy odbędzie się kolejna gala z cyklu Polsat Boxing Night, bo na razie w tej sprawie nie ma żadnego oficjalnego komunikatu. Ostatnia odbyła się w kwietniu ubiegłego roku w Krakowie, ale zakończyła się bez happy-endu, bo w walce wieczoru Tomasz Adamek został znokautowany przez Erika Molinę.

Artur Gac


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje