Reklama

Reklama

Anthony Joshua pokonał Andy'ego Ruiza Jr na punkty i odzyskał pasy mistrza świata

Pół roku po sensacyjnej porażce w Nowym Jorku w sobotni wieczór na ringu w Arabii Saudyjskiej świetnie dysponowany Anthony Joshua (23-1, 21 KO) pewnie wypunktował Andy'ego Ruiza Jr (33-2, 22 KO) i odzyskał pasy IBF/WBA/WBO wagi ciężkiej. Zamiast gromów, była to zemsta na zimno!

Początek zachowawczy z obu stron. Było dużo badania, mało ciosów, aż piętnaście sekund przed końcem AJ huknął prawym sierpowym. Mistrz się zachwiał, a z jego lewego łuku brwiowego pociekła krew. Podrażniony "Niszczyciel" ruszył po przerwie do ataku, ale odchudzony pretendent świetnie pracował nogami i lewym prostym, którym stopował zapędy Meksykanina. Co ciekawe po zderzeniu głowami w półdystansie tym razem z lewego łuku Joshuy poleciała krew, nie było to jednak groźne rozcięcie.

W trzeciej rundzie boksujący zrywami Ruiz dwa raz przedarł się do półdystansu, lecz Brytyjczyk wybrnął z tych opresji bez strat. W końcówce powrócił do jabu, uderzył lewym hakiem pod prawy łokieć i prawdopodobnie prowadził na tym etapie 30:27, choć ta odsłona była jak dotąd najrówniejsza.

Reklama

W końcówce czwartego starcia Ruiz Jr trafił pierwszym mocnym prawym sierpowym, ale wcześniej zainkasował kilkanaście lewych prostych i ta runda też poszła raczej na stronę challengera. Anthony uspokoił wszystko po przerwie i znów punktował lewą ręką dużo niższego oponenta.

Andy rozpoczął szóstą rundę mocnym lewym sierpowym, bardzo podobnym do tego, jakim naruszył AJ-a pół roku wcześniej. Tym razem Joshua przyjął to bez zmrużenia oka, pouciekał chwilę, by samemu odpowiedzieć równie mocnym i efektownym lewym sierpowym. W siódmej odsłonie zaczął sięgać Meksykanina długim prawym. Trafił go tak trzy razy. A gdy "Niszczyciel" tylko się do niego zbliżył, natychmiast klinczował.

Ospały champion w końcu odpalił w rundzie ósmej. Na początku trzeciej minuty uderzył mocnym prawym sierpowym. To jeszcze nie zrobiło na Joshui większego wrażenia, za to lewy sierp pół minuty później już nim zachwiał.

Ważna była runda dziewiąta. Meksykanin ruszył trochę ostrzej do przodu, jednak Anthony boksował zachowawczo, ale i mądrze. Nie wdawał się w żadne spięcia, tylko konsekwentnie realizował założenia taktyczne. I o ile starcie dziewiąte mogło jeszcze pójść na stronę obrońcy tytułów, to już w dziesiątym znów jab pretendenta co chwile lądował na twarzy przeciwnika.

Podobnie wyglądały kolejne trzy minuty. Przed ostatnią rundą wiadomo było, że Ruiz potrzebuje nokautu, żeby myśleć o zwycięstwie. Ruszył więc do przodu zaraz po gongu. Świetnie pracujący nogami Brytyjczyk "obtańczył go" przez minutę, by nagle stanął i wystrzelić bardzo mocnym prawym krzyżowym na głowę. Znany z twardej szczęki Ruiz Jr ustał i tę bombę, lecz przegrał wyraźnie ten pojedynek.

Po ostatnim gongu sędziowie 119:108 i dwukrotnie 118:110 - wszyscy na korzyść Joshuy!

Dowiedz się więcej na temat: Andy Ruiz jr | Anthony Joshua | boks

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje