Anglia, Stany, a może kontrakt u szejków. Szeremeta przed trudnym wyborem
- Na razie ona myśli tylko o jednym. Chce zdobyć złoto, zostać mistrzynią olimpijską. A potem podpisze największy kontrakt zawodowy w historii polskiego boksu kobiecego. I mam nadzieję, że kiedyś zapełni Madison Sguare Garden - mówi komentator Andrzej Kostyra o Julii Szeremecie, srebrnej medalistce igrzysk z Paryża.

Dariusz Ostafiński, Interia: Julia Szeremeta w zawodowym boksie, to obrazek, który malują polskie media w ostatnich dniach. Ona sama nie mówi "nie".
Andrzej Kostyra, komentator, dziennikarz, autor książki Julia Szeremeta. Polskie złoto: I mam nadzieję, że kiedyś Julia Szeremeta, walcząc z inną gwiazdą dużego formatu, zapełni Madison Square Garden lub wystąpi w Co Main Event na Wembley w zawodach rangi mistrzostw świata.
To w ogóle realne?
- Nieuchronne. Julia uprawiała kick-boxing, zaliczyła nawet walkę w sumo. Nie boi się wyzwań. Zawodowstwo w jej przypadku będzie naturalnym krokiem. Oczywiście po igrzyskach w Los Angeles, bo na razie ona myśli tylko o jednym. Chce zdobyć złoto, zostać mistrzynią olimpijską. A potem podpisze największy kontrakt zawodowy w historii polskiego boksu kobiecego.
Szeremeta zyskała popularność z jednego powodu
Mieliśmy już Polki w boksie zawodowym.
- Tak. Iwona Guzowska, Agnieszka Rylik, Ewa Piątkowska. Julia może je przegonić, bo żadna z nich nie dorównywała jej skalą talentu, sławą i popularnością.
Skąd wzięła się ta jej popularność?
- Wytłumaczenie jest proste. Ludzie zapamiętali ją z powodu tej gorącej dyskusji o tym, czy Lin Yu-ting, jej rywalka na igrzyskach, była kobieta czy mężczyzną. To dało jej popularność. Poza tym zdobycie srebra było gigantycznym sukcesem.
Wspomniał pan, że Szeremeta ma szansę na największy kontrakt zawodowy w historii polskiego boksu. Czy mówimy o milionach dolarów?
- Poszlibyśmy za daleko. Christy Martin, czyli pierwsza kobieta, która odnosiła sukcesu w boksie kobiecym i stała się inspiracją dla innych pięściarek na świecie, miała 15 tysięcy dolarów za walkę. Wcześniej panie dostawały śmieszne pieniądze, ale Martin miała słynnego promotora Dona Kinga, który miał pod sobą takie gwiazdy, jak Ali, Tyson czy Foreman. Zresztą Martin przetarła szlak innym paniom. Jako pierwsza stoczyła walkę w Las Vegan, w 1996 roku pojawiła się na okładce Sports Illustrated, wystąpiła też w talk-show. Walczyła też na tej słynnej gali, gdzie Tyson bił się z Holyfieldem i odgryzł mu kawałek ucha. W 2003 Martin przegrała z Laylą Ali, córką Mohameda. Ali przyznała, że Martin była dla niej inspiracją.
7, 8 milionów dolarów za walkę. To możliwe
15, czy 20 tysięcy dolarów, to nie są wielkie pieniądze. Za srebro na igrzyskach Szeremeta dostała pół miliona złotych.
- Julia jest jednak w stanie przyciągnąć wielką publiczność. Były trzy takie duże walki w kobiecym boksie zawodowym między Amandą Serrano i Katie Taylor. Te pięściarki potrafiły zapełnić Madison Square Garden. I tam był wielkie pieniądze na poziomie 7, 8 milionów dolarów. To jest gaża zarezerwowana dla tych super gwiazd, bo oczywiście większość zarabia te marne 15-20 tysięcy.
Tylko, jak Szeremeta ma się stać drugą Serrano, czy Taylor.
- To proste. Potrzebuje takiej walki i takiej rywalki, jak Lin Yu-ting na igrzyskach w Paryżu. Walki, o której z racji kontrowersji dużo się mówiło, a Julię to katapultowało do grona tych największych i najbardziej rozpoznawalnych gwiazd polskiego sportu. W skali światowej Szeremeta nie jest taką gwiazdą, jak Serrano i Taylor, ale może się nią stać. Te dwie trafiły na siebie, Szeremeta też potrzebuje takiej przeciwniczki, która ją wyniesie. Taka powtórka z Lin Yu-ting może być drugą katapultą.
Walka w Polsce?
- W Polsce nie ma pieniędzy, ani promotora, który mógłby je dać. Tu trzeba będzie obrać kierunek na Stany lub Anglię. Arabowie mocno też wchodzą na ten rynek, ale jakbym miał stawiać, to chyba Anglia, gdzie działają tacy promotorzy, jak Frank Warren czy Eddy Hearn.
A gdyby oferta przejścia na zawodowstwo przyszła teraz, to Szeremeta jest na nią gotowa?
- Teraz nie jest gotowa. Może oczywiście stoczyć walkę zawodową, ale myślę, że to się nie stanie przed igrzyskami. Julia ma ogromne zaufanie do trenera Tomka Dylaka. On musiałby się na to zgodzić. Teraz jednak priorytetem jest złoto na igrzyskach.
Kostyra o Szeremecie. "Nie ma co robić dramatu"
I myśli pan, że jest w stanie to zrobić. W kwietniu Szeremeta przegrała w 1/8 Pucharu Świata w Brazylii.
- Zdarza się. To jednak nic nie znaczy. Oczywiście będzie jednak trudno, może nawet trudniej niż w Paryżu, bo na następnych igrzyskach wystąpią pewnie Rosjanki i Białorusinki. Raz jeszcze jednak powtórzę, że z tej porażki w Brazylii nie ma co robić dramatu. Tym mogą się upajać tylko hejterzy.
Jednak rok temu, na mistrzostwach świata w Liverpoolu też nie było łatwo.
- Nie było, a wygrane 3:2 z Ibragimową i Arboledą pokazują, że przed Julią wiele pracy. Zdecydowanie stać ją jednak na to, żeby na igrzyskach triumfować. Na tamtych mistrzostwach złoto zdobyła Agata Kaczmarska, ale i tak więcej mówi się o Szeremecie. To też o czymś świadczy. I nie tylko o popularności, ale i o możliwościach i skali talentu.
Tak się tylko zastanawiam, czy to zawodowstwo jest jej do czegokolwiek potrzebne? Wielkie pieniądze nie są gwarantowane, a wręcz powiedziałbym, że niepewne, a sławę i popularność zapewnia jej już to, co robi teraz.
- Katie Taylor tez długo nie przechodziła na zawodowstwo. Też uważała, że jej się to nie opłaca. Zanim to zrobiła, zdobyła pięć tytułów mistrzyni świata, sześć tytułów mistrzyni Europy i wygrała igrzyska. W końcu się jednak zdecydowała, bo już nie było w amatorskim boksie żadnych celów do zdobycia. Julia nie ma tylu tytułów, ale po igrzyskach, jak już będzie miała złoto, to przejście na zawodowstwo może być dla niej nowym wyzwaniem i celem. Nie finansowym, ale sportowym na pewno. Może też jednak pójść drogą Claressy Shields i jak już będzie miała jedno złoto igrzysk, to może jeszcze powalczyć o kolejne. W sporcie trzeba mieć wytyczony kierunek i marzenia.












