"Andrzej, za tobą smuga krwi". Żona Gołoty zamarła. Jedna sekunda i nieszczęście
O porażkach, nokautach i kontuzjach Andrzeja Gołoty odniesionych w ringu powiedziano już wszystko. Były pięściarz wagi ciężkiej miał jednak wyjątkowy "dar" do łapania urazów również wtedy, kiedy nie zakładał rękawic. W dodatku w najmniej odpowiednich momentach. Jak choćby w 2004 roku, krótko przed walką o zawodowe mistrzostwo świata z Johnem Ruizem. Założył spadochron i skoczył.

"Mąż ze złamaną ręką beznadziejnie myje naczynia, prawie wszystkie do poprawki" - ten wpis Marioli Gołoty w mediach społecznościowych zrobił furorę. Ale kilka dni wcześniej nikomu nie było do śmiechu. Były bokser upadł na nartach. RTG nie pozostawiało wątpliwości, kości nie były całe.
Sytuacja miała miejsce w 2018 roku. Nie była to pierwsza kontuzja Gołoty odniesiona na narciarskim stoku. Kilka lat wcześniej doznał urazu, który przekraczał granice wyobraźni.
- Nie widziałam jeszcze, żeby ktoś mógł tak wywinąć nartą, żeby sobie pośladek przeciąć. Ja nie wiem. Przeciął i mówi: "Kurczę, sobie spodnie zepsułem". Bo dziura. I jeszcze chyba z raz zjechał. Mówię mu: "Andrzej, za tobą smuga krwi idzie". I ja dopiero rozsunęłam, patrzę, a tu jest przecięte i to tak grubo - relacjonowała pani Mariola, goszcząc w redakcji "Przeglądu Sportowego".
Gołota szykował się do walki o mistrzostwo świata. Założył spadochron i skoczył. To nie był dobry pomysł
- Szybko jechałem, to fakt - tak "Andrew" wspominał wypadek na stoku. - Narta się wypięła, źle zapięta była chyba. Tylko to mi przychodzi do głowy w tym momencie. Ten pośladek w takim miejscu poszedł, gdzie nie ma mięśni żadnych.
W tym przypadku skończyło się na humorystycznej retrospekcji. O wiele poważniejsze następstwa mógł mieć incydent z 2004 roku. Gołota przygotowywał się wówczas do walki z Johnem Ruizem o mistrzostwo świata WBA wagi ciężkiej.
Niewiele osób wiedziało, że "Ostatnia nadzieja białych" lubi sobie skoczyć ze spadochronem. Dosyć ryzykowne hobby. Zwłaszcza uprawiane w nieodpowiednim miejscu i czasie.
- Andrzej oddał chyba ponad dziesięć skoków, bardzo to lubi - opowiadał później w rozmowie z "Dziennikiem Polskim" jego masażysta Leszek Samitowski. - Mówi, że to duża frajda. W skakanie wciągnął go ktoś, z kim gra w tenisa.
- Kiedyś przyszedł do mnie z urazem i powiedział, że źle stanął na nodze - wspomina Samitowski. - Odpowiedziałem mu, że mogło się to źle skończyć dla niego. Dopiero po dwóch tygodniach przyznał się, że skakał na spadochronie. A było to parę tygodni przed walką z Ruizem! Musiałem tę nogę kurować.
Konfrontacja z Ruizem nie skończyła się po myśli Polaka. Rywal wygrał jednogłośną decyzją sędziów, mimo że dwukrotnie leżał na deskach. Gołota tracił punkty za faule, ale i tak końcowy werdykt wielu obserwatorów uznało za jeden z największych przekrętów w zawodowym boksie.













