Reklama

Reklama

Andrzej Wawrzyk na dopingu. Trener Fiodor Łapin zabrał głos

Wczoraj nad ranem wybuchła sensacyjna wiadomość o przyłapaniu na dopingu Andrzeja Wawrzyka. - Nie zrobiłby takiej głupoty - w zdecydowanych słowach zapewnia trener naszego boksera, Fiodor Łapin, w rozmowie z Janem Kałuckim z RMF FM.

25 lutego w Alabamie Wawrzyk miał zmierzyć się z Deontayem Wilderem w walce o pas mistrza świata wagi ciężkiej federacji WBC. W związku z przyłapaniem Polaka do walki nie dojdzie.

W organizmie Wawrzyka wykryto steryd anaboliczny - stanozolol.

Trener pięściarza, Fiodor Łapin jest przekonany o niewinności swojego zawodnika.

Jan Kałucki, RMF FM: Rozmawiał pan z Andrzejem? Jakie będą teraz kolejne ruchy?

Fiodor Łapin, trener Andrzeja Wawrzyka: - Andrzej próbuje teraz z tym walczyć. Będzie chciał zbadać odżywkę, ma podejrzenie, że może tam coś było. On nie wie, o co chodzi - gdy poinformowałem go o tym wczesnym rankiem, to powiedział mi, że nie ma prawa "takie coś" znaleźć się w jego organizmie, bo on się zna na takich rzeczach. Nie zrobiłby takiej głupoty, od września jest objęty programem WBC wyrywkowych badań. To jest "chamski" steryd, który długo siedzi w organizmie, zresztą Andrzejowi nic by to nie dało, bo jego figura nie jest jak rzeźba, a ten specyfik robi właśnie twardy, suchy mięsień. Poza tym jestem z nim na co dzień i wiem, że absolutnie nie było nagłego przyrostu masy mięśniowej, siły, mocnego ciosu, kondycji - nic takiego się nie zdarzyło.

Reklama

- Generalnie Andrzejowi ufam, ale zasady są u nas takie, że jeśli zostałeś złapany i jest to udowodnione, to konsekwencje są takie same dla wszystkich.

Andrzej handlował w USA odżywkami. Myśli pan, że właśnie tutaj leży wina, że zostało pomylone opakowanie?

- Wiem, że Andrzej zajmuje się takimi biznesami i ma dużą wiedzę na temat tych rzeczy. To miało mu pomóc, by nie robił głupot. Znamy sprawę Powietkina, codziennie ktoś do niego przychodził i w końcu został złapany na mikroskopijnej dawce. Nawet z tego powodu Andrzej nie jest na tyle głupi, by coś takiego brać. Bronię go na razie, zaczekajmy na próbkę B. Znam tego chłopaka, wierzyć mi się nie chce.

Całe środowisko bokserskie jest podobnego zdania, Artur Szpilka napisał na Facebooku, że to musi być nieporozumienie...

- Dla nas wszystkich to był szok. Nie można powiedzieć, że jestem pewien, bo w życiu różne rzeczy się dzieją. Obserwuję Andrzeja na treningach, widzę, gdy jest zmęczony. On nabrał masy mięśniowej wtedy, gdy po wypadku nie był w stanie robić treningu bokserskiego. Wtedy właśnie budował "górę" na siłowni. Szkoda mi tego chłopaka, nikt, kto go zna, w to nie uwierzy.

Jakie działania zostaną teraz podjęte?

- Trzeba teraz zapłacić za próbkę B, badanie będzie w ciągu kilku dni. Szanse są małe, ale trzeba wykorzystać wszystkie możliwości. Zasady się u nas nie zmieniają - bez względu na nazwiska. Co później? Powiedziałem już Andrzejowi Wasilewskiemu i zgłosiłem to do Polskiej Agencji Antydopingowej, że chciałbym zbadać wszystkich moich zawodników. Przede mną teraz walka o to, by robić wyrywkowe badania.

No właśnie, to trzeci przypadek dopingu w polskim boksie zawodowym w ostatnim czasie...

- Dlatego o to walczę. Może teraz to przejdzie, bo chyba każdy zdaje sobie sprawę, że to jest problem i trzeba te wyrywkowe badania robić. Ale nie jest to łatwe, bo polski boks zawodowy nie jest zależny od państwa - i tu jest problem. Trzeba szukać jakiegoś sposobu. Najgorzej byłoby, gdybyśmy nie wyciągnęli wniosków, bo za pięć lat możemy być w jeszcze gorszym miejscu.

Maciej Jermakow, Jan Kałucki

Czytaj też na rmf24.pl

Dowiedz się więcej na temat: Andrzej Wawrzyk | Fiodor Łapin | boks

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama