Reklama

Reklama

Andrzej Wawrzyk na dopingu. Próbki B rozwiały wątpliwości

Pięściarzowi Andrzejowi Wawrzykowi została walka już tylko o zachowanie twarzy, bo otwarcie próbek B miało potwierdzić, że w organizmie sportowca z Krakowa znajdował się zakazany steryd anaboliczny stanozolol. To oznacza, że niedoszłego rywala Deontaya Wildera czeka nieuchronna kara zawieszenia.

Informacje w sprawie otwarcia próbek B, jako pierwszy, przekazał za pośrednictwem Twittera Dan Rafael, dziennikarz espn.com. Żurnalista ze Stanów Zjednoczonych napisał, że że według jego informacji, już otwarto próbki B z testów antydopingowych, które pobrano w Polsce w dniach 15 i 16 stycznia. Rafael przekazał, że oba wyniki moczu, podobnie jak w przypadku pierwszych badań, dały wyniki pozytywne.

Andrzejowi Wawrzykowi czkawką odbiły się żarty po tym, jak w Warszawie zameldowała się kontrolerka z ramienia firmy medycznej, która świadczy usługi dla organizacji VADA, w ramach programu Clean Boxing Program. Pięściarz z Krakowa dowcipkował, że w drzwiach jego mieszkania stanęła ładna kobieta, o której pomyślał, z racji słabej znajomości języka angielskiego, że ma na imię... Vada. Teraz krakowianin jest do tego stopnia przybity niekorzystnym obrotem wydarzeń, że owa wiadomość już zniknęła z jego konta na Facebooku.

Reklama

Z informacji, które przekazał trener pięściarza Fiodor Łapin wynika, że jego podopieczny jeszcze dwa miesiące temu sięgał po własne odżywki. Te miały pochodzić z rynku amerykańskiego, którymi sportowiec zresztą handlował w Polsce. Jeżeli Wawrzyk udowodni, że wpadł na odżywkach zanieczyszczonych stanozololem, znanym też pod nazwą winstrol, wówczas trochę ociepli swój wizerunek, ale nie uniknie konsekwencji. Sankcję nałoży sankcjonująca niedoszły pojedynek federacja WBC, której pas miał być stawką walki.

Zgodnie z regulaminem Światowej Agencji Antydopingowej sportowiec jest odpowiedzialny za wszystko, co znajdzie się w jego organizmie, bez względu na sposób dostania się zakazanej substancji.

Wawrzykowi przeszła koło nosa nie tylko walka o mistrzostwo świata z Deontayem Wilderem, w której miał iluzoryczne szanse na wygraną, ale też fortuna. Według naszych informacji, krakowianin miał zarobić na "czysto" około 800 tysięcy złotych.

Wasze komentarze
No hate

Wyrażaj emocje pomagając!

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym i nasyconym nienawiścią komentarzom. Nie zgadzamy się także na szerzenie dezinformacji.

Zachęcamy natomiast do dzielenia się dobrem i wspierania akcji „Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy” na rzecz najmłodszych dotkniętych tragedią wojny. Prosimy o przelewy z dopiskiem „Dzieciom Ukrainy” na konto: ().

Możliwe są również płatności online i przekazywanie wsparcia materialnego. Więcej informacji na stronie: Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy