Reklama

Reklama

Andrzej Wasilewski: Huck i Hernandez nie chcą walczyć z Włodarczykiem

Mistrz świata WBC Krzysztof Włodarczyk szykuje się do walki 6 grudnia w obronie tytułu z Giacobbem Fragomenim. - Szukamy wyzwań, ale inni czempioni - Marco Huck i Pablo Hernandez nie chcą bić się z Włodarczykiem - stwierdził jego promotor Andrzej Wasilewski.

PAP: Po raz trzeci, tym razem w Chicago, "Diablo" Włodarczyk spotka się z Fragomenim, który nie należy z pewnością do najatrakcyjniejszych przeciwników. Jakie są pana skojarzenia, słysząc nazwisko Włocha?

Andrzej Wasilewski: - Fragomeni zapisał się w karierze Krzyśka i polskiego boksu, to nie ulega wątpliwości. Najpierw Włodarczyk zremisował w Rzymie, co było dla niego krzywdzącym, nazwijmy to lokalnym werdyktem, a później wygrał w Łodzi. Dwie ciężkie walki o pas WBC, patrząc przez pryzmat sportowy i organizacyjny. Niewiele osób wie, jak dużo pracy i determinacji kosztowało doprowadzenie do tych pojedynków.

Pierwszy pojedynek odbył się w maju 2009 roku...

- "Przepychanki" z Włochami trwały pół roku, bowiem wpływowy promotor Salvatore Cherchi nieoczekiwanie dostał zgodę, aby zamiast pojedynku z oficjalnym challengerem Włodarczykiem, Fragomeni mógł najpierw boksować o wakujący tytuł z Rudolfem Krajem. Wygrał z Czechem po kontrowersyjnej decyzji sędziów. A kiedy już porozumieliśmy się w sprawie terminu walki, dwukrotnie był on przekładany, niby z powodu kontuzji Giacobbego.

Walka zakończyła się remisem, tytuł pozostał przy Fragomenim, a pana grupa KnockOut Promotions dążyła do rewanżu.

- Tak, ale znów natknęliśmy się na spory opór ze strony Cherchiego, mającego spore wpływy we władzach World Boxing Council. Równo cztery lata temu doprowadził do pojedynku Fragomeniego z Węgrem Zsoltem Erdeiem, który Włoch przegrał na punkty. W tej sytuacji o tytuł WBC w wadze junior ciężkiej Włodarczyk miał rywalizować z Erdeiem. Ale on postąpił honorowo, twierdząc, że oddaje pas, bowiem nie czuje się na siłach walczyć z dużo młodszym, mocniejszym, mającym lepsze warunki fizyczne i głodniejszym sukcesów pięściarskich Polakiem. Jak powiedział, Erdei tak zrobił i wrócił do kategorii półciężkiej, a nam w rok po pierwszej walce udało się "zaprosić" Fragomeniego na rewanż. Tym razem Krzysztof zwyciężył przed czasem.

Komu potrzebna jest trzecia potyczka Włodarczyka z Fragomenim? Trylogie w boksie zdarzają się dość rzadko.

- W karierze Włodarczyka mieliśmy sytuacje, kiedy dwa razy mierzył się z jakimś rywalem. Pierwszym z nich był Amerykanin Steve Cunningham, mający sprytnego menedżera Dona Kinga. Wykorzystując fakt, że po przegranej jego zawodnika jesienią 2006 roku w Warszawie Cunningham uniknął badania antydopingowego, wymógł rewanż, do którego doszło w następnym sezonie. Włodarczyk wtedy uległ Cunninghamowi na punkty w Katowicach i stracił pas WBC. Później mieliśmy zwycięski dwumecz z innym bokserem promowanym przez Kinga Portorykańczykiem Francisco Palaciosem. I faktycznie teraz czeka nas trzecia walka z Fragomenim. W boksie najczęściej do takich starć dochodzi wtedy, kiedy poprzednie wzbudziły wielkie emocje wśród kibiców, stacji telewizyjnych i całego rynku bokserskiego.

Jak jest w tym przypadku?

- Zanim w maju Krzysiek Włodarczyk poleciał do Moskwy, gdzie stoczył - jak się okazało - pasjonującą i zwycięską walkę z mistrzem olimpijskim Rachimem Czachkijewem, weteran Fragomeni znów zapewnił sobie pozycję oficjalnego pretendenta. Wiedzieliśmy, że trzeci bój z nim jest nieuchronny, mimo że w swoich ostatnich występach nic wielkiego nie pokazuje. W przeciwieństwie do "Diablo", który po walce z Rosjaninem wskoczył na jeszcze wyższą półkę.

Włosi już nie marudzą, to im bardziej zależy na grudniowej walce w Chicago?

- Cherchi zdaje sobie sprawę, że to ostatnia szansa dla Fragomeniego, dlatego spodziewamy się Włocha w doskonałej formie, na 200 proc. możliwości. Oczywiście, granica wieku, w której bokserzy kończą kariery przesuwa się, ale Fragomeni jest już blisko rozstania z ringiem.

Po efektownym zwycięstwie nad Czachkijewem, nie pojawiły się ciekawsze propozycje dla Włodarczyka?

- Waga junior ciężka jest specyficzna, bowiem dwóch z czterech mistrzów najważniejszych federacji to zawodnicy niemieckiej grupy Sauerland, a mam na myśli czempiona IBF Kubańczyka Yoana Pabla Hernandeza i WBO Marca Hucka. Sauerland ma potężne kłopoty, powszechna jest informacja o kończącym się lukratywnym kontrakcie telewizyjnym. Za każdą galę ten team otrzymuje 1,6 mln euro. To fantastyczne pieniądze, nieosiągalne dla innych grup europejskich. Ale to się kończy, dlatego Sauerland szuka oszczędności, jego bokserzy rzadko wychodzą na ring w ryzykownych walkach...

Hernandez i Huck nie chcą boksować z Włodarczykiem?

- Niestety, ale nie chcą. Sauerland zamiast doprowadzić do walki z Krzyśkiem, woli im sprowadzać tańszych rywali, którym zapłaci np. 30 czy 50 tys. euro. Na Włodarczyka musiał być wydać minimum kilka razy więcej, poza tym obawia się przegranej. Druga sprawa, to niewielkie zyski z takiej walki, bowiem telewizja współpracująca z Niemcami jest powszechnie dostępna w Polsce i Sauerland nie zarobiłby na sprzedaży tzw. PPV (pay-per-view). Więc mamy jasną sprawę - zbyt wielkie ryzyko przy zbyt małym zarobku.

Jaki ma pan pomysł na dalszą karierę 32-letniego Włodarczyka?

- Szukając nowych wyzwań sami zgłosiliśmy się do Rosjan, a konkretnie do Grigorija Drozda, który niedawno nie dał szans Mateuszowi Masternakowi, łatwo go nokautujac. Włodarczyk boksował z powodzeniem w Australii, Stanach Zjednoczonych czy Włoszech i Rosji, dlatego chętnie podejmie rękawice i po raz kolejny powalczy w Moskwie. Rozmawiam z przedstawicielami Drozda, licząc, że doprowadzimy do tej walki.

Ale wcześniej potyczka z Fragomenim.

- Nie zapominamy o nim, wiedząc także, że boks zawodowy uczy pokory. W historii sporo było sytuacji, kiedy negocjowano wielką walkę, a tymczasem ta wcześniejsza, mająca z założenia być spacerkiem, kończyła się porażką. Dlatego staramy się wraz z trenerami cały czas mobilizować Włodarczyka, aby Fragomeni nie uśpił jego czujności. Krzysiek wie, że ma najlepsze lata na wygrywanie, na zarabianie na swoją przyszłość, dlatego nie może przegapić szansy. Co prawda podczas jednego z obozów większość czasu spędził chory w łóżku, wcześniej robił rożne rzeczy poza boksowaniem, ale już jest wszystko w porządku. Niebawem wyjedzie na ostatnie zgrupowanie do Wisły. I nawet jeśli mentalnie nie będzie tak gotowy na Fragomeniego, jak był na Czakijewa, to pod względem techniczno-taktycznym i kondycyjnym będzie w najwyższej dyspozycji w Chicago.

Rozważaliście zrzeczenie się tytułu, rezygnację z walki z Fragomenim i przystąpienie od razu do potyczki z Drozdem?

- Nie, takich rozmów nie było. Najpierw Krzysiek musi wygrać z Włochem, a potem być może uda się po raz drugi do Rosji.

Rozmawiał: Radosław Gielo

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje