Reklama

Reklama

Andrzej Wasilewski dla Interii: Krzysztof Włodarczyk ma ogromny głód życia i głód boksu

Dla Krzysztofa Włodarczyka pobyt w więzieniu był dużym szokiem emocjonalnym i nerwowym. Z zewnątrz nie widać nic złego, ale pewnie potrzebuje trochę czasu, żeby wszystko wróciło do normy – mówi w wywiadzie z Interią Andrzej Wasilewski, prezes Knockout Promotions, promotor Krzysztofa „Diablo” Włodarczyka, byłego mistrza świata organizacji WBC i IBF w kategorii junior ciężkiej.

Zbigniew Czyż, Interia: Tuż po wyjściu na wolność Krzysztof Włodarczyk udał się na dwutygodniowe wakacje. Właśnie powinien z nich wracać?

Andrzej Wasilewski, prezes Knockout Promotions: Krzysztof wrócił właśnie z wakacji, bo ma tak dużą energię. Nie wytrzymał po prostu na wakacjach zbyt długo. Ma zbyt duży głód życia i głód boksu. Fizycznie wygląda świetnie, waży niecałe sto kilogramów. Dalej jest twardy jak skała. Jego mięśnie budowane przez dwadzieścia lat profesjonalnej kariery nie zniknęły przez trzy miesiące.

Reklama

A jak wygląda od strony psychicznej?

- Co tak naprawdę jest głęboko w jego głowie, to nie wiemy, myślę, że nawet Krzysztof nie do końca wie. Pozornie, z zewnątrz wszystko wygląda dobrze, ale czy tam jakiejś zadry i urazy nie ma? Mogą być, bo dla normalnego zdrowego człowieka przebywanie w zakładzie karnym nie jest naturalnym środowiskiem. Myślę, że to był dla niego duży szok emocjonalny i nerwowy. Z zewnątrz nie widać nic złego, ale pewnie potrzebuje trochę czasu, żeby wszystko wróciło do normy.

"Diablo" wrócił już na salę treningową?

- Tak. Zaczynamy na początek od treningów czysto fizycznych, bez elementów boksu. Potem te elementy będą stopniowo dochodzić. Zobaczymy wkrótce, gdzie Krzysztof, jako znakomity sportowiec i znakomity pięściarz się znajduje.

Sprawa karna Krzysztofa Włodarczyka jest już zamknięta? Na pewno pozostanie już na wolności?

- Tego nigdy nie wiemy, bo wiadomo, że toczą się jeszcze jakieś inne rzeczy. Swoją karę Krzysztof odsiedział jednak absolutnie wzorowo, szanując wymiar sprawiedliwości i wymiar kary, który go spotkał. Miał w więzieniu absolutnie najlepsze noty, jakie tylko mogą być. Zamknął się w sobie, przeczytał trochę książek, trenował tyle ile mógł. Czekał aż ten czas w zakładzie minie,  nie wdając się w żadne niepotrzebne sytuacje. Mówił mi też, że strażnicy, służba więzienna były absolutnie wobec niego w porządku. Nie mógł się na nic użalać. Po prostu zacisnął zęby i te trzy miesiące z kawałkiem szybko mu zleciały.

Jakie miał możliwości do treningu w więzieniu?

- Ruszał się, ile mógł. Nie ma się co jednak oszukiwać, że żywienie w zakładzie karnym jest zupełnie inne niż na wolności. Jest zupełnie inna jakość kalorii i tak dalej. Możliwości treningowe za kratami też są zupełnie inne. Tak doświadczony zawodnik jak Krzysztof, potrafi jednak dużo zrobić ze swoim ciałem zgodnie ze starożytną sztuką, kalistyką. Potrafi wykonywać ćwiczenia z własnym ciężarem ciała, wykorzystywać do tego chociażby worki z wodą. Dużo biegał w miejscu, dużo biegał po specjalnej małej sali. Wyliczał sobie, licząc czas jaki przebiegał, że było to dziennie około osiem kilometrów. Nie był to oczywiście pełny trening, mówiąc inaczej próbował się nie "zapuścić".Jaki ma pan pomysł na Krzysztofa Włodarczyka na najbliższy czas?

- Poczekajmy na to, jak on się zacznie odnajdywać w sali treningowej w najbliższych dwóch tygodniach. Chciałbym, żeby podobnie jak moi inni czołowi pięściarze szybko wrócił na ring, już mam nadzieję w lepszych warunkach, nie pandemicznych.

Jest realne, że "Diablo" wejdzie do ringu jeszcze w tym roku?

- Ja bym chciał nawet, żeby wszedł do niego dwukrotnie.

Kiedy?

- Może w lipcu, może we wrześniu.

O jego potencjalnych rywalach coś wiadomo?

- Na razie nie, bo musimy zobaczyć, jak wygląda w treningu. Wtedy podejmiemy decyzję, czy pierwsza walka będzie bardziej wprowadzająca, czy już na poziomie powiedzmy średnioeuropejskim.

Rozmawiał Zbigniew Czyż

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje