Andrzej Gołota już w Polsce. Wielki hit po 21 latach. Mamy potwierdzenie
Nie ma już żadnych wątpliwości, że inauguracja Polskiej Ligi Boksu w Warszawie odbędzie się z wielką pompą. Władze Polskiego Związku Bokserskiego ściągnęły do stolicy byłą gwiazdę stołecznej Legii oraz najpopularniejszego polskiego pięściarza w historii boksu zawodowego, Andrzeja Gołotę. 57-latkowi została powierzona specjalna misja, którą już przyjął, o czym w rozmowie z Interią informuje Grzegorz Nowaczek, prezes PZB.

Artur Gac, Interia: Potwierdza pan obecność Andrzeja Gołoty na sobotniej inauguracji Polskiej Ligi Boksu?
Grzegorz Nowaczek, prezes PZB: - Andrzej już jest w Polsce, więc nie ma żadnego ryzyka. I będzie na sobotnim meczu Legia Warszawa - Imperium Boxing Wałbrzych (godz. 20, hala sportowa OSIR Bemowo, transmisja w TVP Sport - przyp.). Andrzej najpierw w piątek pojawi się w Mielcu na gali Suzuki Boxing Night, następnie w Warszawie, a w niedzielę zagości w Kielcach (na meczu KKB Rushh Kielce - Golden Team Nowy Sącz, godz. 11, transmisja na Youtube - przyp.).
Czyli przygotowaliście mu całe tournee.
- Andrzej został naszym ambasadorem ligi.
I do kiedy zostaje w Polsce?
- Powrotny bilet do Stanów Zjednoczonych ma kupiony na 20 marca.
Dla Andrzeja to pewnie szczególna sprawa, bo sam jeszcze boksował w rozgrywkach ligowych, które w dawnych czasach były motorem napędowym tego sportu w naszym kraju.
- Od samego początku, gdy tylko objąłem funkcję prezesa, złapaliśmy z Andrzejem kontakt. I cały czas u nas gości, można powiedzieć, że pozytywnie odpowiada na każde zaproszenie i wspiera nas swoją osobą we wszystkich działaniach. Mamy bardzo dobre relacje. On sam jest bardzo zadowolony z naszej współpracy, a przecież jest to ikona polskiego boksu, więc sama jego obecność na danych wydarzeniach bardzo nam pomaga. Sport i boks olimpijski zawsze się obroni, a przy lidze mamy bardzo duże zainteresowanie.
Naprawdę?
- Tak, jestem bardzo zadowolony, napędza się koniunktura. Na galę w Mielcu mamy już zapełnionych 1500 miejsc plus stoliki VIP-owskie. Na Legii 250 miejsc przy stolikach plus ponad 1000 osób na trybunach. Z kolei w Kielcach można powiedzieć, że cała hala jest zapełniona, tak kibicami, jak również zaproszonymi gośćmi. Nie ma już miejsc, a jeszcze więcej osób chciałoby się pojawić na żywo. Zapotrzebowanie na boks znów jest bardzo duże i najbliższe dni pokażą, że znów wracamy na wysokie miejsce. A dodam jeszcze startujące w piątek mistrzostwa Śląska, gdzie już zgłosiło się 280 zawodników. Ruszyło to wszystko z kopyta, tak więc pół żartem pół serio powiem, że nikt nie będzie musiał szukać "freakowych" sensacji, bo sam boks będzie przemawiał.
Niechby tak się stało, że reaktywowane po przeszło 21 latach rozgrywki ligowe znów mocno popchną do przodu cały boks krajowy. I wejdzie on do innej ligi pod względem popularności.
- Moim zdaniem to nie jest czcze gadanie. Proszę zobaczyć, do ligi mamy zgłoszonych 300 zawodników. Mamy osiem klubów, a już w tym momencie są trzy kolejne, które chcą przystąpić do rozgrywek. Czyli jesienią będziemy jeszcze organizować mecze o awans i spadek, więc od początku wiadomo, że wszyscy będą walczyć o stawkę. Nikt do końca nie wierzył, że jesteśmy w stanie to wszystko zorganizować, a to już się dzieje. W każdym mieście jest olbrzymie zainteresowanie, każdy jest zadowolony. Jeśli w ten, inauguracyjny weekend, wszystko wypali, a jestem przekonany, że nie ma innej możliwości, to będzie po prostu hit.
- Od samego początku, gdy tylko objąłem funkcję prezesa, złapaliśmy z Andrzejem kontakt. I cały czas u nas gości, można powiedzieć, że pozytywnie odpowiada na każde zaproszenie i wspiera nas swoją osobą we wszystkich działaniach. Mamy bardzo dobre relacje. On sam jest bardzo zadowolony z naszej współpracy, a przecież jest to ikona polskiego boksu, więc sama jego obecność na danych wydarzeniach bardzo nam pomaga. Sport i boks olimpijski zawsze się obroni, a przy lidze mamy bardzo duże zainteresowanie
Rzecz w tym, by w boksie kibice na nowo się zakochali. Aby wyszedł poza wąskie środowiska i znów wszedł na salony. Liga absolutnie powinna temu sprzyjać, zakładając, iż zaraz nie okaże się, że walki będą oddawane walkowerem, bo to byłby początek katastrofy.
- Absolutnie nie dopuszczam takiego scenariusza. Nieprzypadkowo wyselekcjonowaliśmy na starcie tylko osiem zespołów do ligi. Aplikowały przecież inne kluby, sam pan dobrze wie, że z Małopolski Wisła Kraków i Hutnik Kraków, ale niestety. Wybraliśmy te kluby, które były największym gwarantem stabilności, kluby z zapleczem osobowym i znające biznesowe mechanizmy. Wiedzą, że gdyby coś poszło nie tak, to będą z tego wyciągane konsekwencje. Naprawdę myślę, że wszystko będzie w porządku, ja na tę chwilę jestem spokojny. Cały czas mam kontakt z wszystkimi klubami, jedni drugim chcą pomagać. W ringu się konfrontujmy i sprawdzajmy, a poza nim grajmy do jednej bramki.
Zobacz również:
W interesie wszystkich zainteresowanych powinno być to, żeby rozgrywki były wolne od wpadek, a rywalizacja możliwie jak najbardziej wyrównana. Ważne też, by mecze było zacięte, oby nie okazało się, że kilka ekip będzie dostarczycielami punktów.
- Nie zakładam takiego scenariusza. Widział pan zgłoszone składy i mamy czarno na białym, że w każdej ekipie są mocne nazwiska. A pikanterii dodadzą obcokrajowcy, bo nie będzie też wiadomo do końca, kto w danym meczu będzie boksował, więc każdy musi być przygotowany na nieoczywiste konfrontacje.
Pan "rozbił bank" w Kielcach, gdzie zakontraktowany został mistrz i wicemistrz olimpijski, Ukrainiec Aleksander Chyżniak.
- No tak. Udało się go przekonać, podobnie jak szefów federacji ukraińskiej, żeby zgodzili się na jego boksowanie. Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że nie wystąpi w każdym meczu, ale wystarczy, że przyjedzie na jeden mecz w pierwszej połówce sezonu i na drugi w rundzie rewanżowej. To już mocno podbije nam marketingowo całą ligę.
Niedawno czytałem, że Chyżniak zapewne będzie przenosił karierę na ring zawodowy.
- Nie, nie. Zostaje w boksie olimpijskim do następnych igrzysk. Cały czas mam dobry kontakt z prezesem ukraińskiej federacji, który notabene ma też firmę w Krakowie. Uważam, że tu nie ma innego scenariusza.
Rozmawiał: Artur Gac
Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz: artur.gac@firma.interia.pl












