Reklama

Reklama

Andrzej Gołota: Gdybym wiedział, zastrzegałbym swoją fryzurę

W sobotę w Częstochowie Andrzej Gołota stoczy pożegnalną walkę na zawodowym ringu z Danellem Nicholsonem. O przygotowaniach do ostatniej walki i całej karierze z Andrzejem Gołotą rozmawiał, po nagraniu programu "Świat się kręci", Jan Kałucki.

W najbliższą sobotę polscy kibice będą mogli ponownie obejrzeć w akcji Gołotę. Walka na gali w Częstochowie z Amerykaninem Danellem Nicholsonem ma być ostatecznym pożegnaniem polskiego boksera z ringiem.

Pojedynek będzie miał charakter pokazowy, bez werdyktu sędziów.

Pana wielka fanka, Wisława Szymborska, pisała że "nic dwa razy się nie zdarza...", a to już będzie pana trzecia pożegnalna walka (po pojedynkach z Tomaszem Adamkiem i Przemysławem Saletą). Co pana skłoniło, aby jeszcze raz wejść do ringu?

Reklama

Andrzej Gołota: - Przyznam, że nie myślałem o tym, ale propozycja padła ze strony Marcina Najmana, aby w Częstochowie zakończyć to wszystko z prawdziwym wiwatem.

Jak idą przygotowania? Wylewa pan siódme poty, czy traktuje tę walkę jako pojedynek pokazowy? Aby się jeszcze raz zaprezentować polskiej publiczności...

- To jest walka pokazowa, ale posłuchaj - ja już straciłem 12 kilogramów, więc trochę tych potów wylałem.

Cały czas jest ten lewy prosty?

- No właśnie nie jest... jeszcze nie jest tak dobry jak był kiedyś, ale daj mi jeszcze trochę czasu.

Jak pan patrzy z dystansu na swoją karierę, kiedy był moment przełomowy? Walka z Lennoksem Lewisem, Mike'm Tysom... Czy może coś innego, nie związanego z ringiem bokserskim?

- Słuchaj, zawsze można wszystko lepiej... ale co zrobić. Było tak jak było.

A jak Pan ocenia swoją karierę? Był pan nie tylko postacią, która wywarła gigantyczny wpływ na świat polskiego boksu, ale też polską popkulturę. Kazik Staszewski śpiewał o panu piosenkę "Gołota, Gołota", młodzież szła do fryzjera i strzygła się "na Gołotę", a bardzo dużo ludzi (mimo, iż kompletnie nie interesowali się boksem) zarywało noce, bo chcieli pana zobaczyć i uczestniczyć w tych walkach.

- Nie wiedziałem, że tak było. Gdybym wiedział, zastrzegałbym swoją fryzurę (śmiech). Ale do tej pory słyszę, że kiedyś byłem ich wielkim idolem i fajnie było specjalnie dla mnie zrywać noc, aby mnie zobaczyć. Dlatego, dziękuje bardzo za to. Myślę, że było warto.

Punkt zwrotny w Pana karierze - walki z Riddickiem Bowem, czy może inne?

- Wiesz, walki z Riddickiem Bowem... Nigdy nie przypuszczałem, że mógłbym kiedykolwiek być na tyle dobry, aby stanąć z nim w jednym ringu. Dla mnie było to coś nieprawdopodobnego. To jest świetny bokser, jeden z najlepszych "fighterów". Przypomnę, że wygrał z 1992 roku wygrał z Evanderem Holyfieldem. A Holyfield w 1996 i 1997 wygrał z legendarnym Mike'm Tysonem. Moje pojedynki z Bowem sprawiły, że świat mnie zauważył. Moim zdaniem to była bardzo ciekawa sprawa.

Pożegnalna walka z Danellem Nicholsonem coraz bliżej... co będzie potem? Wszyscy się zastanawiają "co będzie z Andrzejem Gołotą"?

- Hmm... Nie wychodziłem tak daleko w przyszłość... ale spokojnie, nie denerwuj się.

Niektórzy mówią pół żartem, pół serio, że może wyda pan tomik wierszy. Miał pan tak wspaniałą fankę.... Nie wiem, czy pan wie, ale Wisława Szymborska specjalnie dla Pana oglądała "Taniec z gwiazdami"!

- Słuchaj... kiedy pani Szymborska umarła i napisałem wiersz... to był zryw momentu. Taka chwila. Ale zobaczę jeszcze. Na początku muszę otworzyć szeroko oczy na świat. Zobaczymy co będzie wtedy.

Jeszcze usłyszymy o Andrzeju Gołocie?

- Nie wiem, czy usłyszymy. Na pewno w pierwszej kolejności trzeba wychować dzieci i ogólnie zająć się domem - to jest najważniejsze.

Dowiedz się więcej na temat: Andrzej Gołota | Danell Nicholson | boks

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje